poniedziałek, 6 kwietnia 2009

urlopowe wspominki 1

Ależ jestem, k..., utalentowany! (i skromny)
Machnąłem Endriu fajny plakat na koncerty — Skarbie też się podoba. Śmieszny był efekt, że przesuwając "czapeczkę z włosami" można było uzyskać różne wyglądy twarzy. Endriu ma dosyć wydłużoną czaszkę, więc jak nasunie mu się grzywkę nisko, zaraz powyżej oczu, wygląd jest komiczny.



czwartek, 19 marca
Przed południem luzy, rozpocząłem produkcję płyt. To największe nakłady w historii Radio Rodoz!
(http://www.radiorodoz.mgw.pl/)
Dojechałem na czas, Endriu chwalił się sprzętem jakimś chałturnikom, rozpakowaliśmy i podłączyliśmy kable, nadjechał Wojtek, rozłożyliśmy się, Wojt nastroił gitary, mała próba poziomu dźwięku i można było zaczynać. Reprezentacja znajomych była skromna, ale to był czwartek i to był dzień naszej tradycyjnej próby. Michał, który zna te numery na wylot, bo siedzi z nami w piwnicy, powiedział, że było ok - tak jak na próbach. Numery spokojne, wyciszone, klimatyczne, gdzie najlepszym dowcipem okazała się kwestia Wojtka, jak rzekł: "a teraz zagramy coś spokojniejszego".
Ogólnie było gites, bo mieliśmy po 10 browarów na zespół, więc uwzględniając, że Wojtek był zmotoryzowany i nie pił, to ho ho!
Koleś z Cockneya (jednak wracają do tradycyjnej nazwy) szukał łosi na support przed zespołem dubowym, więc mamy umówiony występ na 30 maja.
Potem wystarczyło mi ubrać "garsonkę" (lata 80.) i zaczęliśmy z JZTZ. JustynaM wywierszowała co trzeba, myśmy odśpiewali największe przeboje, z disco-farelką na końcu. Ci co nie znali, byli nieźle zaskoczeni repertuarem, na płycie jakoś tego nie słyszę, ale na żywo różnice stylistyczne były wyraźne, było też mniej numerów, same wyraziste, więc może efekt pełniejszy. Podejrzewam, że właśnie tylko z tym granym zestawem (szkoda, że nie zagraliśmy "midi jazz"), płyta byłaby lepsza (bo emocjonalnie bardziej związany jestem z płytą Wojt), chociaż i tu i tam cieżko byłoby mi usuwać jakieś numery.
Pakowanie, srutki-tutki i zdążyliśmy na ostatni 162. Było przyjemnie — a miny znajomych twarzy z wyrazem "co to k... jest?!" — fantastyczne.
Ogólnie pomysł z "pół-playbackiem" bardzo dobry: mniej sprzętu, perkusistę można w każdej chwili ściszyć, można w tle wpleść wiele smaczków, które są na płycie. A już w ogóle występ, kiedy sterczę jeno z mikrofonem i moje zadanie ogranicza się do wymelorecytowania tekstu jest bardzo wygodny. Jak na uroczym festynie rodzinnym. Brzmienie mojego wokalu z odpowiednim pogłosem i repertuarem podobało mi się — tak mogę występować.
***
Helios — Eingya
już kiedyś tego słuchałem, ambientowe, nieco post-rockowe (w sensie HOOD), wciaż dobrze gra; nie mogę słuchać tego zbyt często, bo porusza tę strunę we mnie, która powoduje, że siadam sobie w kąciku i popłakuję



***
w sumie wstajemy tak, jakbyśmy chodzili do roboty; Skarbie bieży na ćwiczenia (kobieta-guma — jak rzekł Jerzy), ja zajmuję się tworzeniem (człowiek-orkiestra — jak uprzednio Jerzy) (było już kiedyś?), ale prawda jest taka, że jak człowiek ogarnie się ze śniadaniem, zmywaniem z całego tygodnia, napisze ten akapit, obetnie paznokcie (wyjaśniło się, dlaczego buty ostatnio wydawały mi się za ciasne!), to dwie godziny mijają
***
"Evil Dead II" nie okazało się tak szalenie atrakcyjny, jak myślałem. Zresztą któryś film z tej serii oglądałem już kiedyś w dawnych czasach w tv. Najbardzie wzruszył mnie magnetofon szpulowy panasonica. Podobnie nieatrakcyjny był placek po cygańsku w barze na Szerokiej, jednak lepiej się je ze "studentami" we Wrzeszczu. Było brudno, jakiś dziwny autorament, jeden koleś obok mlaskał i chyba dosłownie wylizywał talerz, zaś reszta siedziała zajęta na szybko swoimi daniami. Trochę, jak półdzikie psy, nieco zapuszczone, które korzystając z okazji naprędce pochłaniają żarcie, przy okazji rozglądajac się, czy aby inny nie wyszarpie mu jego znaleziska.



***
"The Boy In The Striped Pyjamas" (2008) nas zaskoczył, zresztą jak wiele filmów, o których nic nie wiemy. Z kostiumów piąteczka, historia rozwijała się dosyć powoli, by zwieńczyć się potężnym finałem. Na szczęście uniknięto hollywódzkiego happy endu (już myślałem, że nagle dokona się jakaś fantastyczna ucieczka). Przewrotnie zazwałem to filmem "przygodowym" i nuciłem tekst znanej z reklamy "królewskiego" piosenki: "przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda..." i podsumowałem słusznym stwierdzeniem, że tak to się kończy, jak buduje się nieodpowiednie ogrodzenia. Przecież jakoś muszę się nastawic przed snem, żeby nie zasypiać z obrazem komory gazowej w głowie. Nie żebym się na tym znał, ale chyba nieźle przedstawiono charakterologicznie chłopców w wieku 8 lat p przynajmniej ja też biegałem po łąkach z kijami, walczyłem z przeciwnikami, a zabawa w wojnę byłą tradycyjnym elementem naszych zabaw (każdy chciał być Jankiem, a każdy pies rzecz jasna był Szarikiem). Chłopięce kłamstwa dla potrzeby uchronienia własnej dupy również. Z ksiażkami przygodowymi skończyłem chyba dopiero po podstawówce, inni dojrzewali szybciej. Moje przyjaźnie z podstawówki nie były ani trwałe ani głębokie, więc właśnie ksiażki albo samotne zabawy i wyprawy po parku stanowiły moje zajęcia. Ale za to wydeptane ścieżki, pagórki i poszycie parku są niemal w całości moje. Tym bardziej teraz mam do niego sentyment, szczególnie, że wciaż mieszkam obok, tylko po drugiej stronie, na lepszej dzielnicy, jestem więc jednocześnie blisko miejsc dzieciństwa, ale już oderwany, tu czuję się bezpiecznie, na dolnej jednak bywa czasem niezbyt.



Szczególnie, że architektura Dolnej Oruni ulega wciąż postępującemu procesowi ruinizacji, przypomina twarz starego pijaka, kiedy odsłania w zęby, z których z przodu zostało zaledwie kilka, z czego połowa szczerniała, a stan dziąseł przypomina dobrze zagrzybione ściany budynków. Widoczne to jest niemal na każdej ulicy, z których każda była po obu stronach obrośnięta regularnymi rzędami domów, czasem klasycznymi, nawet momentami wyszukanymi dekoracyjnie kamienicami z końca XIX i początku XX wieku.
"będę śnił o Morenie, Chełmie i Oruni,
zanurzę stopę w kanale Raduni
"
(vreen, johann vreen w piosence "trójmorski", JZTZ)
***

21 marca, sobota, wiosna (słoneczko już troche pośwituje)
"Body of Lies" Ridleya Scotta, był tradycyjnym filmem sensacyjnym z DiCaprio i Gladiatorem z naiwną wizją miłości ponad pdziałami (co mocno zaszkodziło logice obrazu pod koniec, jeżeli chodzi o motywy działania głównego bohatera). Ogólnie film z serii amerykańskich fobii światowego terroru, co mnie niespecjalnie interesuje (jako główny motyw działań wojskowych jest dla mnie zupełnie paranoiczny). Na pewno ładnie filmowane i w sumie nieźle się ogląda — szczególnie przepiękne były widoki miast z góry w większym lub mniejszym powiększeniu. Świat wschodu (bliskiego czy dalekiego) też niespecjalnie mnie interesuje — nie jestem w stanie znieść takiego stylu życia. W kwestii różnicy zdań doprwadzajacych do konfliktów jestem dosyć tolerancyjny: jak chcą, to niech sie wyrzynają, byle mnie to nie dotyczyło. Wizja świata, w której każdego można podglądać i śledzić (no, okazało się, że jednak nie 6 samochodów naraz) ogólnie mnie śmieszy — oprócz tego, że jestem normalsem, to wiem jakie są prędkości internetu w Polsce i co za tym idzie — rozwój technologiczny, który jest u nas, dla większości ludzi ogranicza się maksymalnie do kuchenki mikrofalowej. Zaś w kwestii zagrożenia terrorystycznego w Polsce wszystko mówi o tym dowcip o terrorystach, którzy przyjechali spóźnieni na dworzec, zginęły im bagaże, pobili ich łysi panowie itd.
***



Tekst Pilcha w dzienniku o Zanussim, Derridzie i Dodzie znakomity. Jak widzę Zanussi, to słyszę tekst Kałużyńskiego, który mówił: "Zanuddzi".
***
Przed filmem jeszcze fragment wykładu Dawkinsa. W sumie można się zgadzać z argumentami, podobnie trafny był żartobliwy komentarz brytyjskiego komika o dominujących religiach świata, który on puszczał. Sęk w tym, że kwestie, iż wszechświat nie został stworzony, tylko jest wynikiem ewolucji, a główne religie są krwiożercze, nietolerancyjne, wypaczone i tym podobne, są raczej bezdyskusyjne, więc — jak dla mnie — nie ma tu o czym dyskutować, a tym bardziej się spierać. Rozumiem jednak, że jego książki budzą duży oddźwięk i on poczuwa się do tego, by na to reagować. Mnie bardziej interesuje, bądź martwi, a raczej przeraża i wpowadza mnie w stan totalnej paniki, kwestia MOJEGO WŁASNEGO NIEBYTU. Ch.. z piekłem, czy innymi "wizjami, które straszą od dzieciństwa katolików" (katolików Romanów — dopisek mój), ale nie mogę sobie poradzić z tym, że mój mózg przestanie działać. I fakt, że jestem wynikiem szczęśliwego przypadku nie daje mi żadnego pocieszenia (może sam fakt stanowi element pewnego zadowolenia — jednak w chwili obecnej to piszę, ale na dłuższą metę nie).
***
Nie pojechaliśmy na topienie marzanny, bo jesteśmy leniwi, Skarbie specjalnie nie naciskało, a jakoś wyraźnie czuję, że różnice wiekowe między nami i zażyłości znajomościowe, stawiają nas w trochę innej pozycji. Ziemniaków w dużej ilosci też nie kupiłem, bo nie były tak tanie, jak się spodziewaliśmy. Jak szedłem do sklepu na Małomiejskiej, to przypomniał mi się V rok studiów, kiedy matula straciła robotę i żylimy z mojego stypendium oraz drobnych pieniędzy zarobionych w wydawnictwie Zysk i ska. Wtedy właśnie żyliśmy na ziemniakach i cebuli, kupowanych w dużych workach (30 i 15 kilo). Sama dieta specjalnie mi nie przeszkadzała — jestem raczej fanem takich rozwiązań — podobnie jak jestem przeciwnikiem wydawania pieniędzy na wszelkie wyszukane elementy (można sobie wymienić), które NIE SĄ NIEZBĘDNE dla przeżycia. W końcu miałem zasadę, że nie będę robił, dopóki nie wystudiuję się do końca, bo jeszcze się napracuję w życiu. I chyba miałem rację (sądząc choćby po ostatnich doświadczeniach). Przeżyliśmy, co nasze, pracę napisałem w terminie, pracę zawodową rozpocząłem w terminie, umiem doceniać, co znaczy np. ogrzewanie mieszkania w zimie i inne tego typu urozmaicenia. Z dzisiejszego punktu widzenia to był czad.
***
W BBC były na żywo zespoły (mi.in. McCartney) oraz wykonawczyni Adele. Bodaj w zeszłym roku czytałem o jej płycie, że 19 latka, że utalentowana, że płytę w całości napisała i nagrał sama. Z talentem wypada mi się zgodzić, choć sama płyta nie jest powalająca (vide np. Emilliana), nie bazuje tylko na elementach akustycznych — to chyba szkoda. Pamiętam okładkę, na której pokazano twarz dziewczyny z półproflu (?). Z tym, że okazało się, że to mega dziewczyna, zdążyła się nieźle napaść przez te 19 lat (zazdrość przeze mnie przemawia, ot co).

***
Kampanie WoG są dla mnie zbyt trudnej, bardziej w stylu przygodowej Larry Croft: musisz odnaleźć klucz, który musisz przynieść do chatki drwala, który powie ci, jak przejść przez zburzony most itd. Ja nie lubię — za dużo trzeba myśleć.
***
Uznawszy, że z pierwszą kasetą z muzyką 007 już się osłuchałem, wymodelowałem kolejną, tym razem mniej piosenek (były wcześniej), zaś więcej muzyki akcji Johna Barry'ego. Mamy na koncie jeszcze 170 zeta — możemy zaszaleć — może pójdziemy do Lidla!
***
"The Escapist" [2008] — klasyczny film więzienny - tym razem nie sama przemoc i zorganizowana przestępczość wewnątrz, ale głównie ucieczka. Nie wiem skąd się bierze to sympatyzowanie z bohaterami więzień, szczególnie w wydaniu amerykańskim czy angielskim (pomijam oczywiście przypadki "w słusznej sprawie", vide "W imię ojca"). Jeżeli przyjrzeć się osobom, które tam przebywają, to są to lewacy, którzy nie chcieli pracować (w końcu wiadomo, że pracują tylko frajerzy), ale dali się złapać, albo zawodowi przestępcy (morderstwa, szantaże, narkotyki) albo chłopcy z nierównowagą hormonalną, którzy używają pięści i kopniaków przy każdej dyskusji - dlatego tam są. Więc kiedy następnym razem będziemy współczuć młodym, pięknym chłopcom z modnymi fryzurami molestowanym przez starszyznę więzienną i zastałe tam okoliczności, warto sobie przypmnieć, że chłopiec taki u nas zazwyczaj chadza w stroju sportowym — starsi rangą na dresie mają skórzane kurteczki, bez skrupułów zajumią ci samochód, plazmę, czy nawet nieszczególnie wartościowy dorobek twojego życia, jeśli mieszkasz na parterze (i niekoniecznie), albo z wrodzoną sobie uprzejmością wytoczą argumenty, że masz niewłaściwą fryzurę, owłosienie twarzy albo przypadkiem spojrzałeś nie tak jak powinieneś. Chętnych zapraszam na podróże autobusami nocnymi po dzielnicach naszego pięknego miasta, szczególnie w dniach imprezowych, czyli w nocy z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę.
Przy okazji — ostatnio policjanci i strażnicy miejscy protestowali, że wydłuża i się czas pracy do emerytury, czy coś — chciałbym nadmienić, że łapać pieszych na czerwonym świetle i palących tytoń koło przystanków można spokojnie do 60. Innej szczytnej działalności naszych służb nie zauważyłem. Być może są niedofinansowani (jak wszyscy) i być może pracują na akord w zdobywaniu wypisanych mandatów — trudno, inni mają gorzej.
A sam film był irlandzko-angielski, bardzo dobrze skrojony, z zastawioną niespodzianką na oglądającego, trzymał w napięciu, wykorzystano bardzo ciekawe i oryginalne wnętrza (stare kanały, nieczynne stacje metra) — zawodowo skrojona rozrywka.


***
Wcześniej "Don't drink the water" Allena. Nie było lekko, bo gadali po angielsku, a napisy po hiszpańsku. Komedia całkiem do śmiania się. Jeszcze wcześniej kolejny odcinek z serii discovery, skąd wzięło się życie na ziemi. Okazało się, że z chemicznej zupy.
***
To była niedziela, więc nie było sportów, był sport w telewizji, ale walka Roya Jonesa Jr. rozczarowała. Przecedziliśmy zeszłoroczną aronię, teraz się odstaje. Całkiem sprawnie poszło, płyn dosyć czysty, bez mętów. Potem zaś chwila tarcia i zrobiliśmy placki ziemniaczane. Rzecz jasna pyszne. Trudno mi wybrać, co lepsze: placki ziemniaczane czy babka ziemniaczana. Być może w tej konkurencji mogła by mocno namieszać kiszka ziemniaczana, ale dawno nie jadłem. Z tym to dopiero trzeba się narobić. I tak dobrze naolejeni spędziliśmy resztę wieczoru. Podczytywuję historię templariuszy, spisanej na podstawie starych reguł, statusów i listów.


środa, 18 marca 2009

piątek 13

w naszym hiszpańskim kapitalny jest również efekt rozluźnienia — niezależnie od tego, czy jestem poduczony, czy nie, po ciężkim tygodniu pracy (ostatnio zauważyłem efekt następujący: skoro wszystkie rzeczy są piekielnie ważne i na wczoraj, ich waga przestaje ważyć — nie da się zrobić wszystkiego — fabryka tyle nie przerobi), więc po takim tygodniu człowiek w krótkim czasie trwania hiszpańskiego odrywa się od tkanki codzienności, potem wciąga w lekcję albo żarty z tego wynikłe, po czym rozluźnia się — miniony tydzień przestaje mieć znaczenie; nie wiem, czy bym uzyskał taki relaks zwyczajnymi dwoma piwami w domu przed tv — w dużej mierze to zasługa naszego prowadzącego Luisa (niekoniecznie sam hiszpański język)
***
muzyka z "You only live twice" (leci) w całości — szczególnie z dodanymi numerami z remastera — świetnie się słucha
okazało się, że nie będzie zdjęć do JZTZ, próbę generalną zrobimy w środę przed występem; w masarni wydałem dużo kasy na mięsa i boczek — wyszła z tego pseudo rolada, ale przyprawione dobrze, nadaje się i na obiad i na zimno do kanapek
***
najpierw zrobiłem prace "domowe" z okładek i archiwizacji np. pierwszej serii Twin Peaks, potem usiłowałem uruchomić Total War: Shogun, ale nie poszło; przegrałem kolejne 4 bitwy w Total War: Rome — barbarian invasion; to demo jest o tyle wygodne, że nie instaluje się, tylko wystarczy je doraźnie odpalić

potem dokonałem technologicznego cudu i zainstalowałem "In the Wake of Gods" — fanowski dodatek do Heroes III — pamiętam, że w dawnych czasach to w ogóle się nie udawało; chodzi, i co więcej — pełne jest niespodzianek (nowe elementy, nowe funkcje, nowe kreatury, nowe możliwości, innego rodzaju umiejętności i inny sposób prowadzenia walki na polu bitwy) — tak więc żegnajcie wszystkie strategie czasu rzeczywistego! teraz, kiedy już będziemy chcieli odpocząć od tradycyjnej wersji gry (ostatnio i tak rzadko gramy), będziemy kontynuować naszą przygodę z krainą magii i miecza!
***
na odkrywaniu tajników WoG zastały powracające mnie Skarbie z siostrzenicą, po czym Skarbie szybko poszło lulać bo ją strasznie krzyż nawalał — więc basen jak znalazł, a my z dzieckiem siedzieliśmy nad Wog do 30 minut po północy (tradycje H3 w rodzinie są silne)

w niedzielę musiałem podgonić obiecaną robotę, ale udało się zrobić seans filmowy z "Mrocznym widmem", następnie poszliśmy na Chełm na basen; basen jak dla mnie jest strasznie nudnym przedsięwzięciem — jeżdżąc na łyżwach trzeba cały czas uważać — a tutaj nic się nie dzieje, tylko się pływa w tę i nazad; jak za wolno, to nawet zimno; taki penis kurczy się do wielkości ekologicznej mini marchewki, i nawet jak nie ma się czego popuścić, to zawsze mam wrażenie, jakbym popuszczał — basen jest przereklamowany
***
odwieźliśmy dziecko na Kowale, zjedliśmy małe co nieco, zważyliśmy się, podobnież mam 59, czyli, że schudłem o 3 kg w ciągu pół roku, ale z czego mogłem schudnąć?!
***
gdy wróciliśmy do domu, była już 18, nie zabawiliśmy długo i weekend zdążył się skończyć z akcentem, że po takim weekendzie to powinniśmy teraz odpocząć
***
poniedziałek miałem w ogóle szalony: odbiór płyt (czarne wyszły rewelacyjnie, Skarbie też z początku optowała za czarnymi, ale po jakimś czasie białe uważa za nie gorsze), papier listowy w empiku, gdzie spotkałem Dżerdżeja, z którym zamieniliśmy kilka kwestii — widać wyraźnie po sylwetce i twarzy, włosach, że rzeczywistość napoczyna go w coraz większych kawałkach (praca, dom i właściwie nie ma czasu na więcej), tania EiS na tanich gazetach, rzutem na taśmę dwa czyste pudełka (w centrum Gdańska został jeden papierniczy, nie wiem czy znalazby się jakiś sklep metalowy), zapakowanie, podrzut do wyborczej, szybko do domu, raz dwa do lidla (inteligentnie wybrałem produktów za mniej niż 20 zeta, choć kartą można płacić powyżej)
***
wieczór na szczęście upojny, szczególnie z "You only live twice" zamiast codziennej modlitwy
***********
***********
****007***
***********
***********
teraz idę na urlop i będę zajęty

wtorek, 17 marca 2009

Medieval II

to dowiedziałem się we wtorek (najbliższy występ), rozmawailiśmy też z ew. twórcą obrazka do muzyki kevinów — zobaczymy, co z tego wyniknie, próba bez Johny'ego, ale długa
w środę była środa, miałem pilne postanowienie przepisać stare opowiadanie, ale zrobiłem prosty plakat, napisałem z błędami notkę o zespołach i 2 ha minęło; podciągnęliśmy się z hiszpańskim (choć czytanka średnio)

ponieważ producent Empire: Total War udostępnia demo wcześniejszych produktów, zaciągnąłem i zainstalowałem "Medieval II" — jednak karta graficzna naszego komputera-laptopa nie jest najwyższych lotów, ale w demo można zagraćładnie wygląda (takie marzenie z dzieciństwa — walczyć masą żołnierzyków)


czwartek, 12 marca 2009

nie możemy się doczekać!

w poniedziałek wróciłem z miasta, zjadłem, włączyłem na program 2 tvp, a tam rozdanie polskich orłów filmowych, patrzę po tych twarzach i czuję się jakbym był po 3-dniowej iprezie, kiedy budzę się i rzeczę: "kim do cholery są ci wszyscy ludzie i gdzie ja jestem"
***
następnie zabrałem się do usprawnienia windowsa 98 do obsługi usb (mamy pena 8 gigowego — Skarbie kupiło — ja go mam); instalacja sterowników i uzdatnianie ich czynności przez ze mnie należy zaliczyć do kategorii cudów — działa!jedyną wadą naszego komputera stacjonarnego jest powolność (nadto widoczna przy transferze danych teraz właśnie), ale w końcu to tylko procesor 700, a system działa nam w miarę sprawnie i bez przerwy od 2001 roku — dziękujemy!

byliśmy oboje raczej śnięci, pogralim i poszlim spać, na dobranoc "Licencja na zabijanie" — koszmarne lata 80.
wtorek 10.03
a właśnie, czytałem kilka numerów EiS, i okazuje się, że Cieślak grywa w Heroes III (cholera); z innych ciekawostek dowiedziałem się, że gość z IRY/czy tego innego zespołu z Gdańska w trakcie ew. sesji nagraniowej wysłałby mnie na lekcje śpiewu; zaś realizator Alanis Morissette nie kompresuje plików, tylko samodzielnie układa poziom głośności dla każdego pliku, dziubąc każdy drobniutki element (= jeżeli głos wokalistki już wybrzmiewa, to nie używa żadnego dopalacza, tylko podnosi głośność takiego fragmentu, by by na poziomie, który mu odpowiada) (= musi to brzmieć cholernie naturalnie, aż do przesady) (ale do tego trzeba też mieć wokal) (podobnie robi z innymi instrumentami, np. gitarami — ciekawe)

oprócz tego czytam kolorowy przewodnik po Sudetach — radość podwójna: obrazki i dużo ciekawostek, które można by zwiedzić (odelgłości nie takie wielkie), pieszo bądź rowerem, po wtóre obecne elementy Śląska, który przewijał się w ostatniej książce "Mikrokosmos" — trochę wizerunek rejonu mi się uzupełnia


Endriu załatwił występ JZTZ i Wojt the la Volt we Wrzeszczu — wielka radość — najprawdopodobniej zagramy 19 marca w czwartek — nie możemy się doczekać

wtorek, 10 marca 2009

marzec figlarzec

niedziela 8 marca
eee, gdzie to myśmy byli... dzisiaj machnęliśmy domową pizzę, ciasto wyszło trochę twarde, ale Skarbie sprawnie butelką rozwałkowało na cienko, wobec czego samo pieczenie wymagało kwadransa i pizza wyszła chuda, pełna dodatków i smaczna (oliwki, kapary, kiełbasa i ser)

zadziwiające, że bodaj w brytyjskiej edycji "tańca z gwiazdami" w przerwach występują na żywo zespoły, właśnie grała i śpiewała Avril Lavigne, zdaje sie, że urosły jej piersi i wygląda jeszcze atrakcyjniej, szczególnie kuszące wrażenie sprawiają mocno zarysowane górne kły

dzisiaj niewiele atrakcji, bo wziąłem ze sobą robotę - na szczęście własne sprawy mam poukładane: wczoraj ułożyłem pliki do 4 numerów In The Name Of Name (późno wczoraj wstałem) (nie są całkiem długie, jak zapowiadałem 4 x 10 min; raczej 7, 6, 5 minut — ale będzie okazja je wydłużyć), zapakowałem na pena, jestem przygotowany na jutrzejsze przekazanie płyt
***
w sobotę dokończyliśmy "Słodkiego drania", potem oglądaliśmy "Strzały na Broadwayu" — szalenie śmieszne i podobało mi się na tyle, że mogę go zaliczyć do kategorii "jeszcze raz"; zabawnie rozpisane role z oczywistą mistrzowską postacią Cheecha

akurat oglądam jakieś zawody lekkoatletyczne w Turynie (Majewski złoto w pchnieciu kulą), wczoraj widziałem jak Panathinaikos Wawrzyniaka w kilka minut wpakował 3 bramki Larissie Żurawskiego, który był niewidoczny (bądź jak kto woli — niewidzialny)

zaskakująco dobrze (bo nieznany) zaprezentował się brytyjski film "Zgon na pogrzebie", kameralna czarna komedia, której akcja dzieje się w jednym budynku podczas ceremonii pogrzebowej — odważny, zabawny, z dobrymi pomysłami, dobrymi rolami — zawodowa rozrywka

w piątek trafił nam się podwójny dodatek do dziennika (stąd wrażenie, że był taki gruby) — bez rewelacji (co prawda jest Nabokov, ale "Lolity" nic nie przebije), więc spokojnie chcę doczytać do teksty o grze "Empire: Total War" — takie mnie zawsze kręcą, choć oprócz napoczęcia "Europa Universalis" i "Kozaków" raczej nie spodziewałbym się, że uzależnię się w jakiś głębszy sposób

tydzień był ciężki, urlopu nie chcą podpisać, lepszy się nie zapowiada, więc nie ma się co ekscytować

w piątek w nocy miałem pomysł na tekst o "Machu Picchu" (jak to się pisze?!), GUPI, ale śmieszny i po angielsku czy hiszpańsku będzie dobrze brzmiał

książka o Wrocławiu skończyła się znienacka i zrobiło mi się smutno

poniedziałek, 9 marca 2009

dzień pierwiastka kwadratowego

wtorek (3.03.09) — dzień pierwiastka kwadratowego) — mieliśmy próbę bez Johny'ego, zaskakująco długo trwała, właściwie normalnie graliśmy, z akcentem na wokale; wcześniej po zapłaceniu hiszpańskiego (uff, karta kredytowa działa!), przybyłem na salę i nagrałem podstawy do numerów In The Name Of Name, z prostego mikrofonu brzmienie całkiem stonerowe wyszło
***
środa, zaraz po robocie pojechałem do Endriusa, Macieya zapomniał o próbie JZTZ, Endriu w trakcie zdążył wypalić płytki, szlifujemy pomysł okładki, zaśpiewaliśmy co trzeba, na zakończenie do bitu Endriusa pociągnęliśmy właściwe dźwięki "farelki" by Disco Angel — zabawnie było jak sobie śpiewaliśmy i gibaliśmy się przy odsłoniętym oknie — z ulicy musiało to komicznie wyglądać; planujemy teledysk z pannami z fitness klubu
***
szaleństwo w robocie, więc muszę jakoś tak wychynąć spod tej przygniatającej mnie rzeczywistości, bo przecież ileż można, od tylu lat, zawsze tak samo
właśnie dymałem po schodach dzierżąc poręcz w dłoni i przypomniałem sobie, jak dzieckiem będąc biegałem z wiaderkami węgla, najpierw po pół, potem po 3/4, następnie po całym; nasze schody były drewniane, zawsze mówilismy, że mieszkamy na 3 pietrze, w rzeczywistości było to trzecie piętro, w końcu na parterze piekarnia, na I Węsierscy oraz "Jasiu" z konkubiną, na II Omernikowie I Danilewiczowie, na III my, obok strychu, właściwie na poddaszu, ale samo mieszkanie było stosunkowo wysokie, taki model z podwyższeniem "wieżyczek" na obu końcach domu, strych i piwnica przechodnie, można było się bująć z klatki A do klatki B; z III do II i z II do I pietra było 21 schodów, z I na parter 22 — ki diabeł?
wcale rzeźby sobie nie zrobiłem od noszenia węgla — oprócz przegięcia w jedną stronę — bo nie dźwigałem mięśniami, ino chwytałem wolną ręką za poręcz i tym sposobem się dźwigałem do góry

czwartek, 5 marca 2009

odsłuchane przedostatnio

odsłuchane, zapomniane, wybitne wyróżniłem w poprzednich notkach

A Camp — Colonia (2009)
A Camp — Stronger Than Jesus (Single) 2009
Akimbo — Jersey Shores (2008)
Animal Collective — Merriweather Post Pavilion (2009)
Antibalas Afrobeat Orchestra — Liberation Afrobeat Vol. 1 (2000)
Apples in Stereo — Fun Trick Noisemaker (1995)
Apples in Stereo — New Magnetic Wonder (2007)
Apples in Stereo — Velocity of Sound (2002)
Asobi Seksu — Hush (2009)
Atlas Sound — let_the_blind_lead_those_who_can_see_but_cannot_feel
Baroness — Red Album (2007)
Beastie Boys — The In Sound From Way Out (1996)
Benoit Pioulard — Temper (2008)
Billy Cobham — Crosswinds (1974)
Blood on the Wall — Liferz (2008)
Bon Iver — Blood Bank (2008)
Bon Iver — For Emma, Forever Ago
Bragg, Billy — Mr Love and Justice (2008)
Bullit (1968)
Calexico — Carried To Dust (2008)
Califone — Roots And Crowns (2006)
Captain Beefheart — Safe As Milk (1st Album US 1967)
Carla Bruni — Comme Si De Rien Netait (2008)
Chad Vangaalen — Soft airplane (2008)
Coconut Records — Davy (2009)
Cyndi Lauper — Bring Ya to the Brink (2008)
David Shire — The Taking of Pelham, One, Two, Three
Death in June — The Rule of Thirds (2008)
Deerhunter — Microcastle (2008)
Deerhunter — Weird Era Cont (2008)
Deutsch Nepal — Dystopian Partycollection (2008)
Dick4Dick — Grey Album (2008)
Dungen — 4 (2008)
Dungen — Tio Bitar (2007)
Eagles Of Death Metal — Heart On (2008)
Ebony Rhythm Band — Soul Heart Transplant (1969)
Eddie Harris — Bossa Nova (1963)
Ellen_Allien — Sool (2008)
esquivel_cabaret manana
Estrada Nagrania — Fonoteka 1 [2007]
Exorcist
Fleet Foxes — Album Club Exclusive (2008)
Fleet Foxes — Fleet Foxes (2008)
Fleet Foxes — Sun Giant EP (2008)
Franz Ferdinand — Tonight Franz Ferdinand (2009)
Frightened Rabbit — The Midnight Organ Fight (2008)
Funky_Brazil
Gang Gang Dance — Saint Dymphna (2008)
Guns N' Roses — Chinese Democracy (2008)
Juno Reactor — Gods And Monsters (2008)
Kaiser Chiefs — Off With Their Heads (Limited Deluxe Edition) [2008]
Kate Nash — B-Sides
Keane — Perfect Symmetry (2008)
King Khan & BBQ show (2007)
King Khan and BBQ Show — What's for Dinner (2006)
Komeda — Astigmatic (1965)
Komeda — Muzyka Krzysztofa Komedy 2 (1974)
Komeda — Rosemary's Baby (1968)
Komeda — The fearless vampire killers (1967)
Krzysztof Komeda — Cul-De-Sac (1966)
Lafayette Afro Rock Band — AFON (1971-74)
Lalo Schifrin — Boulevard Nights
Lalo Schifrin — Brubaker (1980)
Lalo Schifrin — CHE!
Lalo Schifrin — Enter the Dragon (1973)
Lalo Schifrin — Fire and Ice
Lalo Schifrin – Fox
Lalo Schifrin — Ins and Outs
Lalo Schifrin — Lalos Competition
Lalo Schifrin — Latin in the Horn
Lalo Schifrin — Medical Center and Other Themes
Lalo Schifrin — No One Home (1979)
Lalo Schifrin — Once a Thief (1965)
Lalo Schifrin — Piano Strings and Bossa Nova (1961)
Lalo Schifrin — Rollercoaster (1972)
Lalo Schifrin — Samba para Dos (1963)
Lalo Schifrin — Sol Madrid (1968)
Lalo Schifrin — Spectrum (1957)
Lalo Schifrin — The Amityville Horror (1979)
Lalo Schifrin — The Cannonball Adderley Quintet And Orchestra (1970)
Lalo Schifrin — The Dead Pool
Lalo Schifrin — The fourth protocol
Lalo Schifrin — The Sting II
Lalo Schifrin (producer) — Night_Flight (1979)
Lalo Schifrin piano — Pat Thomas Desafinado
Lalo Schifrin, Dizzy Gillespie — The New Continent
Larry Graham & Graham Central Station — My Radio Sure Sounds Good To Me (1978)
Lars Horntveth — Kaleidoscopic (2008)
Low — Santa's Coming Over 7'' [Sub Pop, 2008]
Matmos — Supreme balloon (2008)
Max Tundra — Parallax Error Beheads You (2008)
Mayuzumi Toshiro – Reflections in a Golden Eye
Mireille Mathieu
Mireille Mathieu 2
Mission Impossible...And More! — The Best of Lalo Schifrin (1962-1972)
Múm — Yesterday Was Dramatic — Today Is OK.
O'Death — Broken Hymns, Limbs And Skin (2008)
Pavement — Slanted & Enchanted (1992)
Pete and the Pirates — Little Death (2008)
Polish JAZZ — part1 (1950-1960)
Polish JAZZ — part2 (1960-1970)
Polish JAZZ — part3 (1970-1980)
Pop Levi — Never Never Love (2008)
Prayve's Blaxploitation Bombs
Prayve's Euro Pop Funk!
Prayve's Freakbeat Jerk Grooves
Prayve's Jazz Funk Fusion
Prayve's Jazz Funk_Delight
Psychocukier — Malpy Morskie (2007)
Psychocukier — No More Work (2008)
Quantum Of Solace (2008)
Quincy Jones — Bossa Nova (1962)
Quincy Jones — Dollar$OST (1971)
Quincy Jones — Man And Boy (Soundtrack)
Quincy Jones — Sounds...And Stuff Like That (1978)
Quincy Jones and Harry Arnold Big Band — Jazz (1953)
QuincyJones — I Heard That! (1969)
QuincyJones – Ndeda
QuincyJones — You've Got It Bad, Girl (1973)
Robert Forster — The Evangelist (2008)
Roy Budd — Catlow and Other Themes
Russian Circles — Station (2008)
Silver Rocket — Tesla (2008)
Simpsons Super Spectacular 01 (2005) (Oroboros-DCP)
SJ Esau — Small Vessel (2008)
Snow Patrol — a hundred million suns (2008)
Sopor Aeternus — Sanatorium Altrosa (2008)
Spiritualized — Songs In A&E (2008)
Stanko, Urbaniak, Dudziak, Dylag — Well remember Komeda (1972)
Stark Reality — Now (1970)
Steve Von Till — As The Crow Flies (2000)
Sun Ra — Some blues but not the kind thats blue (2008)
T Bone Burnett — Tooth Of Crime (2008)
The Coral Sea — Firelight (2008)
The Foreign Exchange — Leave It All Behind (2008)
The Good, the Bad & the Queen (2007)
The Killers — Day & Age (2008)
The Matthew Herbert Big Band — There's Me And There's You (2008)
The Plastic Constellations — We Appreciate You (2008)
The Secret Machines — Secret Machines (2008)
The Twilight Sad — Fourteen Autumns And Fifteen Winters (2007)
The Twilight Sad — Killed My Parents And Hit The Road (2008)
The walkmen — You and me (2008)
Today Is The Day — Kiss The Pig (2004)
Today Is The Day — Temple Of The Morning Star (1997)
Today is The Day — Will Power (1994)
Vampire Weekend — The Kids Don't Stand a Chance (EP 2008)
You Only Live Twice (1967)
Youthmovies — Good Nature (2008)