wtorek (3.03.09) — dzień pierwiastka kwadratowego) — mieliśmy próbę bez Johny'ego, zaskakująco długo trwała, właściwie normalnie graliśmy, z akcentem na wokale; wcześniej po zapłaceniu hiszpańskiego (uff, karta kredytowa działa!), przybyłem na salę i nagrałem podstawy do numerów In The Name Of Name, z prostego mikrofonu brzmienie całkiem stonerowe wyszło
***
środa, zaraz po robocie pojechałem do Endriusa, Macieya zapomniał o próbie JZTZ, Endriu w trakcie zdążył wypalić płytki, szlifujemy pomysł okładki, zaśpiewaliśmy co trzeba, na zakończenie do bitu Endriusa pociągnęliśmy właściwe dźwięki "farelki" by Disco Angel — zabawnie było jak sobie śpiewaliśmy i gibaliśmy się przy odsłoniętym oknie — z ulicy musiało to komicznie wyglądać; planujemy teledysk z pannami z fitness klubu
***
szaleństwo w robocie, więc muszę jakoś tak wychynąć spod tej przygniatającej mnie rzeczywistości, bo przecież ileż można, od tylu lat, zawsze tak samo

wcale rzeźby sobie nie zrobiłem od noszenia węgla — oprócz przegięcia w jedną stronę — bo nie dźwigałem mięśniami, ino chwytałem wolną ręką za poręcz i tym sposobem się dźwigałem do góry
2 komentarze:
Jako pilny czytelnik "Literatury na Świecie" chciałem tylko zauważyć, że fragment o dźwiganiu węgla to najlepsza rzecz, jaką czytałem w ostatnim tygodniu (a czytałem niemało, i to dobrych rzeczy).
dzięki; trochę na wyrost (moim zdaniem), ale łechce mile - vreen
Prześlij komentarz