czwartek, 4 września 2014
Odcinek z próbowaniem
23 lipca, środa
My drogi i Miłościwie Nam Panująca rozpakowujemy kolejną szybką paczkę.
Ja zdążyłem, ale bus się opóźnił = nie było spacerniaka. Książka o 22-letniej młodzieży idzie.
***
Takie cuda kina dzisiaj odkryłem:
http://nzpetesmatteshot.blogspot.com/2014_03_01_archive.html
***
Słucham ost i widzę sceny filmowe. Bez oglądania. Nawet te sieczkowate dają radę, stymulująco. Co nie znaczy, że nie obejrzę po raz n-ty.
***
Widziałem początek i strasznie mi się podobało — nie mogę się doczekać dalszej części filmu. Dialogi pięknie się barwią.
***
Szybko w naturę na pętelkę, wieje silny wiatr. Dzięki Endriu za mastera z szybkim dostarczeniem. Nic właściwie nie robiliśmy, ale wbrew ostatnim miesiącom miałem wrażenie, że to taka cotygodniowa impreza z muzyką w tle. Tyle zamarudziliśmy bezproduktywnie, że objawieniem był fragment, który wymyśliliśmy na wyjściu. Pontiak się kłania.
Dźwigam basa do domu.
Płyty są cacy, słuchanie później. Szykujemy się na jutrzejsze uroczystości.
Spitsbergen!
piątek, 29 sierpnia 2014
Odcinek ze spokojnym wtorkiem
21 lipca, poniedziałek
Odcinek z nagrywaniem
My drogi i Miłościwie Nam Panująca, a właściwie Ty załatwiasz, załatwiasz i załatwiasz.
Spacerniak, by zażyć.
Jeffrey Eugenides, Intryga małżeńska (2003) — za stary jestem na takie książki, ale po 50 stronach dam się wciągnąć do przeczytania.
***
sandał — czek
koperta — czek
poczta — czek
płyta — czek
śledzie — czek
mięso — czek
obiad — czek
sałatka — czek
i jeszcze inne czeki
***
Ledwom się na czas wyrwał z tej pracy.
Zabawne to było: jaka okładka "Betty" jest każdy widzi.
A muzykaaaaa, jezu, co ty kupiłeś!
***
Do tego ładnie wykonana VII Blitzen Trapper. Bardzo fajnie, bardzo fajnie. Jak na nasze warunki bardzo dobra cena za nową płytę (2013).
***
Zjadł, spakował się i poszedł był. W tamtym miejscu jeszcze świeci słońce o tej porze — czek.
Tym razem myśmy mieli wolne i pili piwo, a Juliusz grał na bosaka. Nie wiem gdzie to wszystko pomieszczę. W tzw. miksie.
Więc na razie poszliśmy na schody.
Nie sprzedawaj "1000 Hurts"!
***
ustawianie papierowym mebli — czek
spać — czek
Odcinek z nagrywaniem
My drogi i Miłościwie Nam Panująca, a właściwie Ty załatwiasz, załatwiasz i załatwiasz.
Spacerniak, by zażyć.
Jeffrey Eugenides, Intryga małżeńska (2003) — za stary jestem na takie książki, ale po 50 stronach dam się wciągnąć do przeczytania.
***
sandał — czek
koperta — czek
poczta — czek
płyta — czek
śledzie — czek
mięso — czek
obiad — czek
sałatka — czek
i jeszcze inne czeki
***
Ledwom się na czas wyrwał z tej pracy.
Zabawne to było: jaka okładka "Betty" jest każdy widzi.
A muzykaaaaa, jezu, co ty kupiłeś!
***
Do tego ładnie wykonana VII Blitzen Trapper. Bardzo fajnie, bardzo fajnie. Jak na nasze warunki bardzo dobra cena za nową płytę (2013).
***
Zjadł, spakował się i poszedł był. W tamtym miejscu jeszcze świeci słońce o tej porze — czek.
Tym razem myśmy mieli wolne i pili piwo, a Juliusz grał na bosaka. Nie wiem gdzie to wszystko pomieszczę. W tzw. miksie.
Więc na razie poszliśmy na schody.
Nie sprzedawaj "1000 Hurts"!
***
ustawianie papierowym mebli — czek
spać — czek
22 lipca, wtorek
My drogi i Miłościwie Nam Panująca doświadczamy lata oraz losu (2 x L)
Tyle się z rana pakowałem, że późniejszy bus.
Ponieważ "Zielona Polska" wcale nie jest taka zła, mimo pierwszych zastraszających stron tego ekoprzewodnika, to załapałem chęć na te szlaki szlaczki, brzegi rzeczki, rzadkie rośliny i rezerwaty. Tak bardziej palcem po mapie, ale pomarzyć można.
***
Skoro mamy wtorek to:
Type O Negative — October Rust (1996) — bałem się tego bardziej niż było trzeba. Nieszkodliwe. Strasznie zabawne foto zespołu.
uwaga:
Brat 2 — rosyjski film akcji z 2000 roku w reżyserii Aleksieja Bałabanowa, bezpośrednia kontynuacja filmu Brat z 1997. "Tymczasem do Moskwy przyjeżdża Wiktor, brat Daniły, który został milicjantem po powrocie do domu, jednak przez kiepską pracę zaczął pić alkohol i przestał wspierać swą matkę".
Kasetę (nie taką najgorszą) otrzymałem niegdyś w prezencie od..., no właśnie, imienia już nie pomnę, ale było to podczas gdańskiej wizyty, będącej pokłosiem usa-camp. Zdjęcia nawet ostatnio znalazłem. Krótkie wspominki polsko-łotewskie.
***
No i zapodałaś mi lepsze napisy, a ja zacząłem się świetnie bawić. Bardzo mi się podoba początek. Motyl też był, ale trudności z identyfikacją pozostają. Tym razem bez specjalnych emocji, te poszły w zieloną Polskę.
Ponieważ lato, to gorąco i bez foto.
Skoro już miałem się polenić, to popłynąłem w zaciemnieniu i żywiołaki wodne strasznie mocno mnie strzaskały.
MVP zapowiada kłopoty finansowe. Drodzy Państwo, co ja mogę. Nie pierwsze i nie ostatnie upadłe pismo (Razem, Zarzewie, Non-Stop, Magic Basketball, czy nieodżałowany Świat Młodych). Podobno (nie wiem, zgaduję), te pieniądze gdzieś tam są.
Przeszmuglowałem płyty, byłem w miarę wcześnie z gołąbkami. Kawa i Blitzen Trapper. Będzie kolejny pogrzeb w tym roku. Czasy, czasy i śmierć pięknych sosen za 99 zeta.
Przyjechało 25 paczek więc będą i puzzle i klocki.
My drogi i Miłościwie Nam Panująca doświadczamy lata oraz losu (2 x L)
Tyle się z rana pakowałem, że późniejszy bus.
Ponieważ "Zielona Polska" wcale nie jest taka zła, mimo pierwszych zastraszających stron tego ekoprzewodnika, to załapałem chęć na te szlaki szlaczki, brzegi rzeczki, rzadkie rośliny i rezerwaty. Tak bardziej palcem po mapie, ale pomarzyć można.
***
Skoro mamy wtorek to:
Type O Negative — October Rust (1996) — bałem się tego bardziej niż było trzeba. Nieszkodliwe. Strasznie zabawne foto zespołu.
uwaga:
Brat 2 — rosyjski film akcji z 2000 roku w reżyserii Aleksieja Bałabanowa, bezpośrednia kontynuacja filmu Brat z 1997. "Tymczasem do Moskwy przyjeżdża Wiktor, brat Daniły, który został milicjantem po powrocie do domu, jednak przez kiepską pracę zaczął pić alkohol i przestał wspierać swą matkę".
Kasetę (nie taką najgorszą) otrzymałem niegdyś w prezencie od..., no właśnie, imienia już nie pomnę, ale było to podczas gdańskiej wizyty, będącej pokłosiem usa-camp. Zdjęcia nawet ostatnio znalazłem. Krótkie wspominki polsko-łotewskie.
***
No i zapodałaś mi lepsze napisy, a ja zacząłem się świetnie bawić. Bardzo mi się podoba początek. Motyl też był, ale trudności z identyfikacją pozostają. Tym razem bez specjalnych emocji, te poszły w zieloną Polskę.
Ponieważ lato, to gorąco i bez foto.
Skoro już miałem się polenić, to popłynąłem w zaciemnieniu i żywiołaki wodne strasznie mocno mnie strzaskały.
MVP zapowiada kłopoty finansowe. Drodzy Państwo, co ja mogę. Nie pierwsze i nie ostatnie upadłe pismo (Razem, Zarzewie, Non-Stop, Magic Basketball, czy nieodżałowany Świat Młodych). Podobno (nie wiem, zgaduję), te pieniądze gdzieś tam są.
Przeszmuglowałem płyty, byłem w miarę wcześnie z gołąbkami. Kawa i Blitzen Trapper. Będzie kolejny pogrzeb w tym roku. Czasy, czasy i śmierć pięknych sosen za 99 zeta.
Przyjechało 25 paczek więc będą i puzzle i klocki.
czwartek, 28 sierpnia 2014
Odcinek z letnimi szaleństwami
19 lipca, sobota
My drogi i Miłościwie Nam Panująca nieuchronnie zmierzamy od mebli do lepszych mebli.
Po niezbyt późnym wstaniu, korzystając ze wspaniałej soboty w środku lata, wybraliśmy się po szczotę do liroya. Nie powiem, była to swego rodzaju przygoda. Ale jednak wyraźny znak, że wakacje się już skończyły.
***
Niemniej, po podwójnej porcji wędzonej buraczkowej odkurzyłem piwnicznego nieszczęśnika. Napompował się. Tego jednakowoż się nie zapomina. Się jedzie. Z lasem jest taki problem, że wszędzie wygląda tak samo i trzeba mieć samozaparcie albo dużo piwa. Roślinność jednolita i podszyta zeschłością, gdzie nie dociera słońce, a z jego niedostatku występowanie zwierząt rozmaitych ogranicza się do martwej myszy. No mi to nie stanowi, się jedzie.
Teraz — jak już hobby odświeżone, przyda mi się taki rowerek za 4 tysie.
***
Na skrawku prócz papierówek i wiśni są jeszcze truskawki, maliny, porzeczki i aronie. No ciekawe.
***
No to stołu na razie nie będzie, choć ładny był.
***
Miałem odwieźć na Stogi płytę "Actually", ale jakoś podoba mi się w przeciwieństwie do "Like a Prayer", która jest zwyczajnie nudna. Podstawówka jak trza.
My drogi i Miłościwie Nam Panująca nieuchronnie zmierzamy od mebli do lepszych mebli.
Po niezbyt późnym wstaniu, korzystając ze wspaniałej soboty w środku lata, wybraliśmy się po szczotę do liroya. Nie powiem, była to swego rodzaju przygoda. Ale jednak wyraźny znak, że wakacje się już skończyły.
***
Niemniej, po podwójnej porcji wędzonej buraczkowej odkurzyłem piwnicznego nieszczęśnika. Napompował się. Tego jednakowoż się nie zapomina. Się jedzie. Z lasem jest taki problem, że wszędzie wygląda tak samo i trzeba mieć samozaparcie albo dużo piwa. Roślinność jednolita i podszyta zeschłością, gdzie nie dociera słońce, a z jego niedostatku występowanie zwierząt rozmaitych ogranicza się do martwej myszy. No mi to nie stanowi, się jedzie.
Teraz — jak już hobby odświeżone, przyda mi się taki rowerek za 4 tysie.
***
Na skrawku prócz papierówek i wiśni są jeszcze truskawki, maliny, porzeczki i aronie. No ciekawe.
***
No to stołu na razie nie będzie, choć ładny był.
***
Miałem odwieźć na Stogi płytę "Actually", ale jakoś podoba mi się w przeciwieństwie do "Like a Prayer", która jest zwyczajnie nudna. Podstawówka jak trza.
20 lipca, niedziela
Odcinek z weekendem bez Fromborku
My drogi i Miłościwie Nam Panująca jednak nie skorzystaliśmy z wypasionej pogody ostatniego takiego lata.
Torn Curtain (1966) — nie jest chyba warte aż tak wysokiego miejsca na liście. Dla wyznawców Paula Newmana — zawsze, dla fanów Hitchcocka — niekoniecznie, dla miłośników sarniej urody Julie Andrews — owszem. ("Funeral in Berlin" — takie skojarzenie, ale nie ta klasa). Anachronizmy można darować, naiwność fabuły też przejdzie, fragmenty stricte szpiegowskie naprawdę elektryzują, ale wszystko to pozbawione żartu, lekkości, mało ciekawa muzyka, dodatkowo zupełnie niezrozumiałe, słabo kręcone sceny z projekcją tylną, a nawet w studio! Wyłącznie dla fanów STARYCH filmów szpiegowskich. Odhaczyłem na liście i nie żałuję.
***
Pies sąsiada — Tekla.
Szalooona.
Na łące byłem jakiś taki zgarbiony. Mebelki będą, światełka jakby nie świeciły, klasyczny duży kosz z promo wykorzystałem chyba tylko z sentymentu. No może jeszcze dla trudniejszej literatury. Słuszność postępowania w zdjęciach wybierania. Nie zapomnieć o deserze z kremem. Ogórki nr 2 nastawione. Odcinki (x 2) wartościowe. Ostatnie krople nalewki pigwowej z sylwestra. W sam raz na lato.
Odcinek z weekendem bez Fromborku
My drogi i Miłościwie Nam Panująca jednak nie skorzystaliśmy z wypasionej pogody ostatniego takiego lata.
Torn Curtain (1966) — nie jest chyba warte aż tak wysokiego miejsca na liście. Dla wyznawców Paula Newmana — zawsze, dla fanów Hitchcocka — niekoniecznie, dla miłośników sarniej urody Julie Andrews — owszem. ("Funeral in Berlin" — takie skojarzenie, ale nie ta klasa). Anachronizmy można darować, naiwność fabuły też przejdzie, fragmenty stricte szpiegowskie naprawdę elektryzują, ale wszystko to pozbawione żartu, lekkości, mało ciekawa muzyka, dodatkowo zupełnie niezrozumiałe, słabo kręcone sceny z projekcją tylną, a nawet w studio! Wyłącznie dla fanów STARYCH filmów szpiegowskich. Odhaczyłem na liście i nie żałuję.
***
Pies sąsiada — Tekla.
Szalooona.
Na łące byłem jakiś taki zgarbiony. Mebelki będą, światełka jakby nie świeciły, klasyczny duży kosz z promo wykorzystałem chyba tylko z sentymentu. No może jeszcze dla trudniejszej literatury. Słuszność postępowania w zdjęciach wybierania. Nie zapomnieć o deserze z kremem. Ogórki nr 2 nastawione. Odcinki (x 2) wartościowe. Ostatnie krople nalewki pigwowej z sylwestra. W sam raz na lato.
ps. właśnie zauważyłem, że na tych wybranych przeze mnie, to się chwytają
środa, 27 sierpnia 2014
Odcinek z obczajaniem fuzzów i motylami
17 lipca, czwartek
My drogi i Miłościwie Nam Panująca z pleblaplulubl.
Kilka stopni mniej, ale wciąż lato, zatem kapelusz i spacerniak. Węgierski kocioł w najlepsze. Znajomo brzmią odwołania do losów ludności w żywocie komunistycznym.
***
Oczywiście 3CD zestaw John Barry — The Bee's Knees (The Emi Years 1957-1962) to nic rewelacyjnego, kilka beatowych numerów trafiło na wczesne ost, ale laurka się należy.
My drogi i Miłościwie Nam Panująca z pleblaplulubl.
Kilka stopni mniej, ale wciąż lato, zatem kapelusz i spacerniak. Węgierski kocioł w najlepsze. Znajomo brzmią odwołania do losów ludności w żywocie komunistycznym.
***
Oczywiście 3CD zestaw John Barry — The Bee's Knees (The Emi Years 1957-1962) to nic rewelacyjnego, kilka beatowych numerów trafiło na wczesne ost, ale laurka się należy.
***
Zajętość była do późna, na zupę nie starczyło czasu, raczyliśmy się pomundialowymi słodkościami. Korzystając z dnia idę na długi spacerniak. Tam z dzikiej łąki unoszą się masowo motyle o kolorach rzadziej spotykanych. (w domu trudności z identyfikacją książkową, ale). Ciepło, lato, więcej zdjęć do usunięcia z telefonu.
***
Zmęczony tygodniem po/rozpakowałem i zabrałem się za ustawianie i zeszło do wieczora. Telefony załatwione. Z obżarstwa zjadłem nawet kolację. Pleblaplulubl.
Zajętość była do późna, na zupę nie starczyło czasu, raczyliśmy się pomundialowymi słodkościami. Korzystając z dnia idę na długi spacerniak. Tam z dzikiej łąki unoszą się masowo motyle o kolorach rzadziej spotykanych. (w domu trudności z identyfikacją książkową, ale). Ciepło, lato, więcej zdjęć do usunięcia z telefonu.
***
Zmęczony tygodniem po/rozpakowałem i zabrałem się za ustawianie i zeszło do wieczora. Telefony załatwione. Z obżarstwa zjadłem nawet kolację. Pleblaplulubl.
18 lipca, piątek
Odcinek z parapetowaniem
My drogi i Miłościwie Nam Panująca objedzeni i zawożący.
Może stopień niżej, ale wciąż lato. Na deser, naprawdę wisienka na torcie w LnŚ była Barbara Kopeć-Umiastowska i jej "Dehnel na trawniku" i to było wyborne. Tak, czekamy na kolejny przekład. A taki Gadda w nowym tłumaczeniu dodaje bezstratnie mistrzowski błysk i wysokich lotów wirtuozerię, jakby co.
***
Dzień z tych pędzących, kiedy człowieka zaskakuje "już szesnasta?!?", ale szczęśliwie, z wielkim westchnieniem ulgi ostatnim kliknięciem wysyła się jakże ważne i niecierpiące zwłoki maile.
***
Wciąż lato nam dokazuje, zrobiłaś ciasto, bardziej mulata niż murzynka. Jeszcze ciepły — pyszny. Do tego było sporo wege żarcia, łatwość w dotarciu na miejsce (w końcu to Orunia), przez chwilę można z zawiści porechotać (ależ macie piękny widok..., który wam zaraz zabiorą). Wyśmenity balkon sprawdził się lepiej niż cała impreza, przy trzecim piwie nie przeszkadzało mi, że jest takie gorzkie. W sam raz było, sen bez problemów.
***
W magicznym pliku, który ostatnio poddaję ewaluacji (druga płyta z mp3 się znalazła, uff), props John Barry — The Wrong Box (1966) mam zanotowane "warto, ciekawie się tego słucha, szczególnie świetne suity, ALE cena LP jest zabóóójcza!", bo to oznacza jakieś szalone 100 EU na serwisie, ale przed wyjściem na dusty nagle (!), znienacka (!), gwałtownie (!) pojawiło się (!) za 50 dolców, co stanowi różnicę. Ależ pole do popisu wyobraźni. Niemniej, podobnie jak Quiller za 20, czy nasz człowiek Flint za 34 to nieco przesadzona oferta. Zaczekam. Nawet mi się zdarza powstrzymać. W końcu jeden płatek rozdzielam na trzy.
Odcinek z parapetowaniem
My drogi i Miłościwie Nam Panująca objedzeni i zawożący.
Może stopień niżej, ale wciąż lato. Na deser, naprawdę wisienka na torcie w LnŚ była Barbara Kopeć-Umiastowska i jej "Dehnel na trawniku" i to było wyborne. Tak, czekamy na kolejny przekład. A taki Gadda w nowym tłumaczeniu dodaje bezstratnie mistrzowski błysk i wysokich lotów wirtuozerię, jakby co.
***
Dzień z tych pędzących, kiedy człowieka zaskakuje "już szesnasta?!?", ale szczęśliwie, z wielkim westchnieniem ulgi ostatnim kliknięciem wysyła się jakże ważne i niecierpiące zwłoki maile.
***
Wciąż lato nam dokazuje, zrobiłaś ciasto, bardziej mulata niż murzynka. Jeszcze ciepły — pyszny. Do tego było sporo wege żarcia, łatwość w dotarciu na miejsce (w końcu to Orunia), przez chwilę można z zawiści porechotać (ależ macie piękny widok..., który wam zaraz zabiorą). Wyśmenity balkon sprawdził się lepiej niż cała impreza, przy trzecim piwie nie przeszkadzało mi, że jest takie gorzkie. W sam raz było, sen bez problemów.
***
W magicznym pliku, który ostatnio poddaję ewaluacji (druga płyta z mp3 się znalazła, uff), props John Barry — The Wrong Box (1966) mam zanotowane "warto, ciekawie się tego słucha, szczególnie świetne suity, ALE cena LP jest zabóóójcza!", bo to oznacza jakieś szalone 100 EU na serwisie, ale przed wyjściem na dusty nagle (!), znienacka (!), gwałtownie (!) pojawiło się (!) za 50 dolców, co stanowi różnicę. Ależ pole do popisu wyobraźni. Niemniej, podobnie jak Quiller za 20, czy nasz człowiek Flint za 34 to nieco przesadzona oferta. Zaczekam. Nawet mi się zdarza powstrzymać. W końcu jeden płatek rozdzielam na trzy.
wtorek, 26 sierpnia 2014
2014-07-01, wtorek — Bairro Alto, Miradoro de Graca, mieszkanie
Dzisiaj też jest wtorek!
My drogi i Miłościwie Nam Panująca zwiedzaliśmy na niebiesko (są tam takie foty). Miały być łańcuchy i ozdoby — to były. Dużo.
Ale tematem odcinka była wciórność i rozpad. Po drodze na punkt widokowy, w szalonej dzielnicy, jakby chińskiej, jakby obok tego. To nie była pora na zupę (bo 12), ale taką za 1 euro, u lokalsów, to byłoby coś.
Tam gdzieś tkwiło życie (albo praca), być może trochę strasznie. Ale to miasto tak ma. I tak się wybudowało na każdym pochylonym skrawku.
Punkt widokowy ział chłodem. Kościół nie był warty wspinaczki. Ale spacer taki mógłbym odbywać i odbywać.
Czy foto mieszkania będą w innym odcinku?
My drogi i Miłościwie Nam Panująca zwiedzaliśmy na niebiesko (są tam takie foty). Miały być łańcuchy i ozdoby — to były. Dużo.
Ale tematem odcinka była wciórność i rozpad. Po drodze na punkt widokowy, w szalonej dzielnicy, jakby chińskiej, jakby obok tego. To nie była pora na zupę (bo 12), ale taką za 1 euro, u lokalsów, to byłoby coś.
Tam gdzieś tkwiło życie (albo praca), być może trochę strasznie. Ale to miasto tak ma. I tak się wybudowało na każdym pochylonym skrawku.
Punkt widokowy ział chłodem. Kościół nie był warty wspinaczki. Ale spacer taki mógłbym odbywać i odbywać.
Czy foto mieszkania będą w innym odcinku?
Twoje drzewo.
poniedziałek, 25 sierpnia 2014
Odcinek z/bez oglądania foto
![]() |
| Luca Carlevarijs — Veduta di Verona |
15 lipca, wtorek
My drogi i Miłościwie Nam Panująca strzyżemy się na Strzyży.
No i wyszło dzisiaj to niespanie, straszny zwis. Na szczęście, w pierwszej części przeglądu przewodnika mogę być usatysfakcjonowany, bo prawie wszystko widzieliśmy/zaliczyliśmy.
***
John Barry — Starcrash (1978) — niech se piszą co chcą, moonrakeropodobne, co mnie strasznie bierze.
***
Pożegnania z kasetami:
Queen — The Miracle (1989) — z tego pamiętam głównie "Ajłoneroll", w końcu to lata szkolne były jeszcze. Nienajlepsze.
Queen — The Game (1980) — pisali, że syntezatory i że przełom. Na pewno "Another One Bites the Dust". Coś tam jeszcze, bez sentymentu.
Queen — The Works (1984) — że niby słaba, ale "I Want to Break Free", ale "Radio Ga Ga" i jakoś lepiej niż powyższe. Szkoła, szkoła.
***
Wtorek jest długi i emocjonujący, jakby obejmował dwa dni.
Szybkie zakupy, rożek, lato, lato!
W kawałku dziczy gęstej żółtozielonej unosiło się wiele rodzajów motyli a szewc do siedemnastej. Busy zastępcze nie są skomunikowane z tram w wyniku zamknięcia mostu siennickiego. Się jedzie. Mówię, że najpierw musi ktoś zginąć przebiegając przez ulicę, by zdążyć.
Bez zdjęć, bo lato, lato!
***
Wracam na zimne przedramię, trochę jedzenia i kurek smażenia (na jutro), i jeszcze kosiarka pach pach (lato, lato!), a potem do snu wymasowany okropnie fajnie, jak dorocznie przystało.
Jeszcze mamy nowe zalecenia w wyniku wyników oraz książkę tego Żydka za 1,5 zeta (nie licząc przesyłki), bo to był mój hit wakacji.
My drogi i Miłościwie Nam Panująca strzyżemy się na Strzyży.
No i wyszło dzisiaj to niespanie, straszny zwis. Na szczęście, w pierwszej części przeglądu przewodnika mogę być usatysfakcjonowany, bo prawie wszystko widzieliśmy/zaliczyliśmy.
***
John Barry — Starcrash (1978) — niech se piszą co chcą, moonrakeropodobne, co mnie strasznie bierze.
***
Pożegnania z kasetami:
Queen — The Miracle (1989) — z tego pamiętam głównie "Ajłoneroll", w końcu to lata szkolne były jeszcze. Nienajlepsze.
Queen — The Game (1980) — pisali, że syntezatory i że przełom. Na pewno "Another One Bites the Dust". Coś tam jeszcze, bez sentymentu.
Queen — The Works (1984) — że niby słaba, ale "I Want to Break Free", ale "Radio Ga Ga" i jakoś lepiej niż powyższe. Szkoła, szkoła.
***
Wtorek jest długi i emocjonujący, jakby obejmował dwa dni.
Szybkie zakupy, rożek, lato, lato!
W kawałku dziczy gęstej żółtozielonej unosiło się wiele rodzajów motyli a szewc do siedemnastej. Busy zastępcze nie są skomunikowane z tram w wyniku zamknięcia mostu siennickiego. Się jedzie. Mówię, że najpierw musi ktoś zginąć przebiegając przez ulicę, by zdążyć.
Bez zdjęć, bo lato, lato!
***
Wracam na zimne przedramię, trochę jedzenia i kurek smażenia (na jutro), i jeszcze kosiarka pach pach (lato, lato!), a potem do snu wymasowany okropnie fajnie, jak dorocznie przystało.
Jeszcze mamy nowe zalecenia w wyniku wyników oraz książkę tego Żydka za 1,5 zeta (nie licząc przesyłki), bo to był mój hit wakacji.
![]() |
| Anonimo, Francesco Guardi — Santa Maria della Salute, Venice |
16 lipca, środa
Odcinek z przegadaną próbą
My drogi i Miłościwie Nam Panująca szykujemy się do karczowania.
Powróciłem do węgierskiego dekameronu, bardzo zadowolony z tego czytania. Spacerniak — czuje lato, wiele lata.
Nie spodziewałem się, że takie będzie u nas (jak za dawnych czasów, wiadomo).
***
Się wlokło i trza było pracować.
Tymczasem w OSSO szał i wypas, można przebierać, żal że nie można więcej. Wielkie, ciężkie, wspaniałe albumy i książki.
Kucharska jest, malutki Perec jest, duży Eco i średniowiecze również. Mniam.
***
Skorośmy się dawno nie widzieli, to było wiele do opowiadania.
Kaseta gra i umiemy się z niej nauczyć numeru na nowo — brawa dla nas.
***
Wracam wcześnie, zgłodniałem tak, że aż się spociłem. Karczowanie, globulka jako nabój i tylko ciekawe, czy słońce będzie, pewnie, że jestem na tak.
Odcinek z przegadaną próbą
My drogi i Miłościwie Nam Panująca szykujemy się do karczowania.
Powróciłem do węgierskiego dekameronu, bardzo zadowolony z tego czytania. Spacerniak — czuje lato, wiele lata.
Nie spodziewałem się, że takie będzie u nas (jak za dawnych czasów, wiadomo).
***
Się wlokło i trza było pracować.
Tymczasem w OSSO szał i wypas, można przebierać, żal że nie można więcej. Wielkie, ciężkie, wspaniałe albumy i książki.
Kucharska jest, malutki Perec jest, duży Eco i średniowiecze również. Mniam.
***
Skorośmy się dawno nie widzieli, to było wiele do opowiadania.
Kaseta gra i umiemy się z niej nauczyć numeru na nowo — brawa dla nas.
***
Wracam wcześnie, zgłodniałem tak, że aż się spociłem. Karczowanie, globulka jako nabój i tylko ciekawe, czy słońce będzie, pewnie, że jestem na tak.
piątek, 22 sierpnia 2014
Odcinek z fuzzem
13 lipca, niedziela
Odcinek z wizytą
My drogi i Miłościwie Nam Panująca niemal oglądamy finał MŚ.
Spałem do oporu, potem wizyta z obiadem (przyprawiłaś karkówkę, ogoliłem ziemniaki), następnie leniuchowanie. Części sportowe gazet prawie przerobione, letnie fragmenty z serialu prawie wybrane, zakupy na dwa razy prawie cacy. Przebieram foto i nagle okazało się, że oni zaczęli wcześniej!
Ale skończyli później, do karnych nie doszło.
Niemcy-Argentyna 1-0.
Należało im się choćby za Portugalię i Brazylię.
==============================
14 lipca, poniedziałek
My drogi i Miłościwie Nam Panująca na półprofesjonalnych zawodach sportowych.
Obudziło mnie wcześniej (to pewnie przez ten seks z oliwą), posłuchałem muzykie, spakowałem się i spacerniakiem. Wróciła pogoda, nastrój na lato jest. Trza korzystać z nastroju na lato.
Tymczasem lesby z Siedmiogrodu rozwijają się w tej LnŚ i doszło do wielce zaskakującego fragmentu z Old Shatterhandem — wspaniały pomysł literacki, duży ubaw.
No to lecę.
***
Złe wyniki. Ale zawody były. Trochę nie dopracowaliśmy techniki. I przymuła na powrót. (tak to jest, jak się nie dosypia).
Strasznie duszno, koszulka do zmiany.
Podobnie jak szedłem na górkę.
***
Juliusz zlutował jak trza — gra.
Poszły elektryki, a potem fuzzy — jak ja dawno nie grałem! (jako muzykant nie będę tutaj podsumowywał ostatnich lat mojej twórczej niedziałalności) (na przykład ciężko u nas w domu znaleźć jakikolwiek instrument) (a Wojt trenuje w kuchni) (no chyba, że uznamy, że pracuję mózgiem).
Posprzęgaliśmy chwilę, było miło, paluszki zjedzone, czipsy się zmarnowały.
22:22, chciałoby się jeszcze, ale musiałem się zadowolić 8 robaczkami świętojańskimi i jeżem.
Odcinek z wizytą
My drogi i Miłościwie Nam Panująca niemal oglądamy finał MŚ.
Spałem do oporu, potem wizyta z obiadem (przyprawiłaś karkówkę, ogoliłem ziemniaki), następnie leniuchowanie. Części sportowe gazet prawie przerobione, letnie fragmenty z serialu prawie wybrane, zakupy na dwa razy prawie cacy. Przebieram foto i nagle okazało się, że oni zaczęli wcześniej!
Ale skończyli później, do karnych nie doszło.
Niemcy-Argentyna 1-0.
Należało im się choćby za Portugalię i Brazylię.
==============================
14 lipca, poniedziałek
My drogi i Miłościwie Nam Panująca na półprofesjonalnych zawodach sportowych.
Obudziło mnie wcześniej (to pewnie przez ten seks z oliwą), posłuchałem muzykie, spakowałem się i spacerniakiem. Wróciła pogoda, nastrój na lato jest. Trza korzystać z nastroju na lato.
Tymczasem lesby z Siedmiogrodu rozwijają się w tej LnŚ i doszło do wielce zaskakującego fragmentu z Old Shatterhandem — wspaniały pomysł literacki, duży ubaw.
No to lecę.
***
Złe wyniki. Ale zawody były. Trochę nie dopracowaliśmy techniki. I przymuła na powrót. (tak to jest, jak się nie dosypia).
Strasznie duszno, koszulka do zmiany.
Podobnie jak szedłem na górkę.
***
Juliusz zlutował jak trza — gra.
Poszły elektryki, a potem fuzzy — jak ja dawno nie grałem! (jako muzykant nie będę tutaj podsumowywał ostatnich lat mojej twórczej niedziałalności) (na przykład ciężko u nas w domu znaleźć jakikolwiek instrument) (a Wojt trenuje w kuchni) (no chyba, że uznamy, że pracuję mózgiem).
Posprzęgaliśmy chwilę, było miło, paluszki zjedzone, czipsy się zmarnowały.
22:22, chciałoby się jeszcze, ale musiałem się zadowolić 8 robaczkami świętojańskimi i jeżem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



.jpg)












