Przez chwilę poczułem się jak w prawie cywilizowanym kraju, miałem trochę czasu, więc po posiłku udałem się do wrzeszczańskiego parku, którego nie odwiedzałem od czasu ukradkowych spotkań spożywczych z czasów technikum, a tam miłe zaskoczenie, nie dość, że ludzie spokojnie na ławkach, to jeszcze elegancko porozsiadali się na trawnikach. Do cywilizacji brakowało jeszcze swobodnego spożywania niskoprocentowego alkoholu po posiłku (cydr rulez); ale i tak było niemal niemal. Leci Eco dwa. Ale jest bardziej polityczny i doczesny (ówczesny), wobec czego bardziej hermetyczny aktualnie. *** Mój tygodniowy plan zajęć mógłby się znaleźć jako wzorzec w Sevres. Te same miejsca, te same persony. Dzięki temu wiem na przykład, że pani w masarni mi się roztyła. Stałość i bezpieczeństwo. Umiarkowanie w jedzeniu i piciu. Żadnych niebezpiecznych zawirowań topograficzno-emocjonalnych. No, tak trzymać!
środa, 8 czerwca Otwarcie sezonu na górce. *** Jak spokojnie i sympatycznie przed burzą. Włączamy sobie Today Is The Day. *** Dzienniki Parnickiego są niezwykłe. Dość napisać, że gdyby nie fragmenty o pisaniu, to równie dokładne zapiski można by znaleźć u księgowego. Ale oni nie piszą pamiętników. I w tym rzecz. *** Tekst jest tak męsko dwuznacznie ładny, że nie mogłem, go nie skopiować. Wojt: "Ahh, uwielbiam jak mnie tak zaskakujesz,..." (nooo, potem się wszystko wyjaśnia) "...bardzo fajnie kopnąłeś kompozycje, pomysł z puszczeniem gitary z intra po vocal trafiony w 100%". Ale ładnie. *** Z cyklu z kim wybrałbyś się na górkę (Carmella Bing):
niedziela, 5 czerwca Przepis na pierwsze truskawki w tym roku: Kup kobiałkę. Truskawek, głąbie. Umyj. Podjedz podczas mycia. Zjedz trochę. Większą połowę oddaj drugiej połowie. Pozostałe zgnieć widelcem. (Chyba że masz mikser burżuju). Wlej maź do słoika. Dosyp dużo lodu. Wstrząsaj. Dolej dużo rumu. Wstrząsaj. Dolej barmańskiego syropu waniliowego. Truskawki są słodkie, ale bez przesady. Wstrząsaj. Nie częstuj. I tak powie: za słodkie/za mało słodkie. Pij za pomocą słomki. Bezpośrednio ze słoika. Po masz brudzić drugie naczynie. W sam raz na upalne dni. Pół niedzieli jak z bicza strzelił. Drugie pół: powtórzyć. *** The Molly Maguires (1970). Z Człowiekiem Zwanym Koniem (tudzież Dumbledorem Pierwszym) (Richard Harris) w roli głównej + Connery. Taki pojedynek aktorski. Opowieść dla tych, dla których treść "Naszej szkapy" to abstrakcja s-f. Napomnienie dla polskich górników, że nie mają co narzekać, bo żyją, mają się jak pączki w maśle i mogliby się k... lepiej ubierać. Tak Pyszczku. Węgiel kamienny tak błyszczy. Oglądając przez chwilę poczułem się, jakbym był znowu we własnej piwnicy, ze świeczką, dużym młotem, bryłami karbonowej skały. Drodzy słuchacze, nie zrozumiecie.
poniedziałek, 6 czerwca "Like brothers do" poszło mi bardzo sprawnie. Rzeczywiście chwilami ograniczyłem się do bardzo delikatnego eq. Znaczy się, nagrało się w sam raz. Podobno niektórzy tak mają, że od razu jest dobrze nagrane. Ho ho. *** Besieged (1998). Bertolucci to hochsztapler i zdania nie zmienię. Scenariusz pisany na kolanie. Realizacja jak etiuda studencka. Jedyne, co można tu oddać, że Rzym bardzo nienachalnie skręcony. *** Kevin Arnold — Rampant Snout (7.XI.1996). To 20 minut siermiężnego tru tru noisowego lo-fi. Zdaje się, że wtedy Kamila i Filip ograniczali się w przychodzeniu na próbę. Stąd rewolucyjny (jak na nasz zespół) skład na dwie gitary, perkusję i wokal. Najważniejsze to się dobrze bawić w lubianym towarzystwie. Pozdro Mariusz! Skoro jest to jedno ze stereofonicznych nagrań, to nie ma zmiłuj. Potraktujcie to jako ostrzeżenie. Całość tutaj: http://www.megaupload.com/?d=FDSH3D8B
piątek, 3 czerwca Czy to okładka książki dla młodzieży?
Nie do końca. Czy to rzecz o prawdziwej przyjaźni? Tak jakby.Justin Chin, Moi byli o imieniu Michael *** Ale nas rozwalili — 100:54. Grali do znudzenia jedną akcję, a nam nic nie wchodziło. Dobrze, że graliśmy na dworze. Nie umarliśmy z ataków gorąca dzięki temu.
sobota, 4 czerwca
Umberto Eco, Zapiski na pudełku od zapałek I. Który raz to już czytam? W sam raz do położenia na pralce. W przerwie między jedynką a dwójką. W sam raz genialne w tejże formie. Mój ulubiony fragment (na przykład): Pragnąc przekazać czytelnikowi (w związku z pojęciem „czytelnik”por. D. Coste, „Three concepts of the reader and their contribution to a theory of literarytexts”, “Orbis literarum” 34, 1880; W. Iser, “Der Akt des Lesens”, Monachium 1972; “Derimplizite Leser”, Monachium 1976; U. Eco, “Lector in fabula”, Mediolan 1979; G. Prince,„Introduction a l’etude du narrataire”, “Poetique” 14,1973; M. Nojgaard, „Lelecteur et la critique”, “Degres” 21, 1980) garść świeżych intuicji (por. B.Croce, “Estetica come scienza delfespressione e linguistica generale”, Bari1902; H. Bergson, Oeuvres, Edition du Centenaire, Paryż 1963; E. Husserl,“Ideen zu einer Phdnomenologie undphdnomenologischen Philosophie”,Den Haag 1950), w związku z malarstwem (odnośnie pojęcia „malarstwo”por. Cen-ninoCennini, “Trat tato delia pittura”; Bellori, “Vite d’artisti”;Vasari, “Le vite”; AA.W., “Trattati d’arte del Cinquecento”, opr. P. Barocchi, Bari 1960;Lomazzo, “Trattato dellarte delia pittura”; Alberti, “Delia pittura”; Armenini, “D’ veri precettidelia pittura”; Baldinucci, “Vocabolario toscano dellarte del disegno”; S. vanHoogstraaten, “Inleyding tot de Hooge Schoole der Schilderkonst”, 1678,VIII, l, ss. 279nn.; L. Dolce, “Dialogo delia pittura”; Zuccari, “Idea de’pittori”) Antonia Fomeza (jeśli chodzi o bibliografię ogólną, por. G. Pedicini,„Fomez”, Mediolan 1980, zwłaszcza ss. 60-90), muszę podjąć próbę analizy(por. H. Putnam, „The analytic and the synthetic”, w: “Mind, language, and reality”, 2,Londyn-Cambridge 1975; M. White, wyd., “The age of analysis”, Nowy Jork 1955) w formie(por. W. Kohler, „Gestalt Psychology”, Nowy Jork 1947; P. Guillaume, „Lapsychologie de la forme”, Paryż 1937) całkowicie naiwnej i wyzbytejuprzedzeń (por. J. Piaget, “La representation du monde chez l’enfant”,Paryż 1955); G. Kanizsa, “Grammatica del vedere”, Bolonia 1981). Jest tojednak rzecz (odnośnie rzeczy w sobie por. I. Kant, „Kritik der reinenVernunft”, 1781-1787) niezmiernie trudna na tym świecie (por. Arystoteles,„Metafizyka”) postmodernistycznym (por.por. ((por. (((por. por.)))))).Dlatego nie robi się nic (por. Sartre, „L’etre et le neant”, Paryż 1943).Pozostaje milczenie (Wittgenstein, „Tractatus”, 7). Przepraszam, możeinnym (por. J. Lacan, “Ecrits”, Paryż 1966) razem (por. Viollet-le-Duc,“Opera omnia”). *** Dwa palce wybite + jeden ostro nacięty (sporo krwi) (kto by pomyślał, że kciuk się tak człowiekowi przydaje) (ostatnio miałem takie dziecięce wrażenie, kiedy odkryłem istnienie małego paluszka u stopy) + syf na nosie + pierwsze oparzenie słoneczne I stopnia = całkiem udana sobota. *** Olszynka we wspólnej wyprawie rowerowej (A&E) odkryła przed nami swoje industrialno-sielskie oblicze. Naprawdę bardzo ładnie, bardzo dobrze. Plus piesza wycieczka. Dowiedzieliśmy się co zowią Zakoniczynem. Grunt to mieć 20 zeta i kupić dziewczyńskie spodnie. Pewnie tradycyjnie starczą na kilkanaście lat. Chyba jestem urodzonym sportowcem. Niedługo o mojej kondycji fizycznej zaczną krążyć legendy.
The Roman Spring of Mrs. Stone (1961). Warren Betty. (Znakomita wymowa)(inni mówią na to akcent). Jak tylko ujrzałem, od razu uwierzyłem we wszystkie opowieści doń dotyczące. Mając taki visual osobowo nie mógłbym nie skorzystać. To byłby grzech. Oprócz tego bardzo ładnie z ich strony, że odwiedzają te miejsca, które każdy może rozpoznać. Rosa Klebb jak zwykle niezawodnie odpychająca. Oprócz tego, że Vivien Leigh, to film pozostaje niedościgłą abstrakcją — umówmy się: żadne z nas nie będzie obrzydliwie bogate, tudzież nie spotka kogoś w tym stylu obrzydliwego. A szkoda. (Na dywagacje również.)
Szału raczej też nie. Gdyby nie chwile radości. Podsumowując: — w googlach było na pierwszym miejscu, że są urodziny — przekonałem się, że mam całkiem zgrabne paluszki u nóg — że o łydce nie wspomnę — dobrze, że nie muszę się depilować — wygrałem w twistera (ha!) — bardziej się najadłem niż napiłem — wcześniutko skończyliśmy — w nocy (sen) goniła mnie wielka Cyganka; i to wcale nie w celu kopulacyjnym; dziwne; dlatego się nie wyspałem — pogoda nie odpuszcza -> zaczęło się kolejne lato w naszym pokoju — miała zostać dłużej, już bez dzieci, ale mąż nie pozwolił — wrócił po pijaku na rowerze do domu; ciekawe, co trzeba zmajstrować, żeby mieć bana na powrót do domu po 21 — wiadomo, że prawdziwa impreza zaczyna się parę godzin później — a mówiłem, żeby nie mieszać — i niech ona nie dotyka twoich włosów — wszystko zależy od tego w co się bawisz i z kim się bawisz — a ciekawe, czy by dała w te zaczerniałe od czerwonego wina zęby (impresja taka) — miałeś się już nie odzywać — a coś mnie podkusiło — jeżeli twoim najbardziej h/c wspomnieniem jest, że pobrudziła ci się skarpetka od twistera... — zdruzgotany porażką w wyścigu dżdżownic rzucasz w towarzystwie 30 dzieci: "k..., kto tam ciągnął z tyłu!?!" — bezcenne
czwartek, 2 czerwca Postanowiłem być miły i zająłem się wokalami do "Twillight Sattelite". Wokale pięknie, nie wiem jak teraz pomieszczę gitary. To zmartwienie na potem. Początek "like brothers do" wrzucam, bo jest podjarka. Pamiętam, że kiedyś miałem podobne wrażenia w kwestii "Ringo", a nie wrzuciłem i teraz żałuję. (bo do finału jeszcze trochę czasu).
I okazało się, że wciąż włączamy komp stacjonarny przez F1. Ale przynajmniej nowy/stary (dostany w prezencie) monitor pozwala pracować. W związku z tym, że to jednak nie jest najnowszy sprzęt, chyba jednak zdecydujemy się na zmianę jednostki. *** Don Black odpisał. Fajnie. (heh, ciekawe który). Ale zobaczymy co dalej. *** Chritopher Hitchens, Misjonarska miłość. Matka Teresa w teorii i w praktyce. Krótkie. (anty)propagandowe. *** Criss Cross (1949). A co tam. Nie dam się filmu noir tylko dlatego, że jest wyklepany według schematu. Ok, przyznaję się, Burt Lancaster mnie nie przekonuje. Ale mają naprawdę ciekawe zmiany w chronologii przedstawianych zdarzeń. Ale Tony Curtis nam się pojawił podczas tańca. Ale muzyka jest kapitalna. Ale jakość obrazu jest tak zniewalająca, że aż chce się oglądać dla tej skali szarości. Same ale. Yvonne De Carlo. A tutaj jeszcze lepiej: Sophia Loren, Yvonne De Carlo and Gina Lollobrigida.
Próba przypomina mi o miejscu na świecie. Stabilność i bezpieczeństwo. *** Teoretycznie myślałem o tym, żeby się nawet przesiąść. Ale strasznie nie lubię zmian. Jak jeszcze pomyślałem, że musiałbym opróżnić 3 szuflady i przenieść dwa segregatory jakieś 240 cm dalej, to samym myśleniem byłem zmęczony. Że niby co mi widzą na ekranie, kiedy wchodzą do pokoju? Gołe baby? Pff. Nie ma się czego wstydzić. Ostatecznie (głupi argument) uznałem, że lubię swój widok z okna swojego. *** Ach, nie pisałem wcześniej, ale w zeszły czwartek to konkurs był. I my go wygraliśmy. JAK ZWAŁ TAK ZWAŁ. To moja pierwsza w życiu. Heh. Słyszałem tylko jeden band (ot, takie tam mieliśmy na głowie), i czasy jednak idą do przodu: to był miks wczesnych rolling stonesów, berry'ego, yardbirds i pierwszych kings of leon. *** "A wiesz, byłyśmy we trzy na tym basenie, i tam nam ciebie brakowało". A mówią, że takie rzeczy tylko na filmach. *** z cyklu (Denise Milani):
poniedziałek, 30 maja Tak. Też w to nie wierzę. Gdyby mi ktoś parę lat temu powiedział, że najlepsza płyta na teraz to: Rameses III — I Could Not Love You More (2009)! *** Uff. 36 stopni w zachodzącym słońcu. Czy zeszłego lata było takie lato? W maju? *** Pisałem tekściki dla Endriusa. Z jednego jestem szczególnie zadowolony, utrzymany jest w dobrym klimacie nieodżałowanego Virgin. Pozostałe też niczego sobie. Ponadto wstępny riff do kolejnej piosenki Wojta jest wstępnie dobry. I podoba mi się aktualne brzmienie instrumentów, więc może nie będę się w tym dłubał. *** 2010 Experiment, The — cóż. Dowód na to, że to ja powinienem wybierać filmy do oglądania. Oprócz tego świetne miejsce, żeby sparafrazować cytat: "Muszę przyznać, że bardzo się zawiodłem na doborze bohaterów. Oglądając wersję niemiecką wyobrażałam sobie każdą postać zupełnie inaczej i z wyglądu jak również z charakteru. Jeszcze nigdy po obejrzeniu filmu na podstawie innego filmu nie byłam tak zawiedziony doborem aktorów do ich pierwotnych wersji. (...)" *** Z cyklu "z cyklu" (Priya Rai):
I (bu ru rum bu ru rum), zapraszam na nasz nowy singiel. Smacznego!