czwartek, 16 czerwca 2016

3–10.06.2016



3 czerwca, piątek

zatę Żono ma

i po emocjach, odsłuchałem mecz finałów, który stał na kiepskim poziomie, mimo 3 kwarty tak do wyrównania, głupi gracze, głupia taktyka, najlepsza seria tych play-off już była
***
prócz tego miałem problem ze wstawaniem, świetne miałem zakupy w biedrze, śniadanko, ogóras i swobodnie daję ognia w robocie, przynajmniej wiem, co robię
***
dusty zaklepane
***
prawie wszystko zrobiłem (te niewygodne zostawiłem sobie na poniedziałek) i wyszedłem na spacerniak, słonecznie, ciepło, troszkę wieje, 154 do Gdańska
spotkaliśmy się w empiku, nie zdążyłem obejrzeć komiksów, zdążyłem się rozczarować magazynami piłkarskimi, nawet jest "Spectre" na winylu, takie czasy
wróciliśmy rodziną na wro i wpadłem na pomysł
***
Mama pojechała do domu po rzeczy, myśmy się jakoś zajmowali w domu, ponieważ już późno było, po pewnym jedzeniu przyrządziłem letnią kąpiel, dużo rodziny atakowało dzisiaj wieczorem, z grilem i bez, na szczęście nie czekaliśmy na nikogo, i po dwóch piwach obejrzeliśmy film do końca:
Criminal Activities (2015)
i udaliśmy się na dyżurowanie


4 czerwca, sobota

zatę Żono ma

sprawnie mi poszło w nocy, dziecko w łóżeczku, z dwiema przerwami śpimy sobie do 7
***
Mama na śniadanie szybko zrobiła bardzo dobre naleśniki, mimo nieswoich garów
i niby szybko, ale jednak nie, wybraliśmy się na Stogi, po drodze Kidzińscy
***
na Stogach "afera", musiałem zdemontować szafkę i baterię, by je później zmontować, kiedy się okazało, że wkładu nie uda się rozłożyć, ale woda nie cieknie
to przerywane było spacerem dookoła stawu (kaczki, żółte irysy, perkoz?, rybki, owady)
dzwonił Piotr z raportem
robieniem i spożywaniem obiadu, pomidora, jabłka, owocków, banana, truskawek
z czego obiad poszedł nam bardzo dobrze, dziecko samodzielnie szamało aż po dokładkę
nie było smoczka, nie było spania, ale było leżakowanie, siedzenie, chodzenie, słuchanie, czytanie, oglądanie, siłowanie, więc znalazł się i niegdysiejszy chill i pracowity spokój, dziecko padło w aucie, ale ożywiło się na kąpieli, więc znów zasypiało godzinę
***
nie miałem palm, wiec słuchałem Karate, nabrałem o tym zdania, bo oni przeszli sporą ewolucję w graniu, i miałem rację, kiedy wspominałem o tym na koncercie "W starym kinie"
2005-04-24 (niedziela), 20:00
***
zabrakło nam czasu i derminacji, by obejrzeć film albo hinduską piękność, więc zaskoczyliśmy się pierwszymi odcinkami BBT (ależ ona młoda i nieładna) oraz niebezpiecznymi zwierzętami, których nie widzieliśmy na oczy — emocjonująca strata czasu
Muhammad Ali kipnął


 5 czerwca, niedziela

zatę Żono ma

sprawnie mi poszło w nocy, dziecko w łóżeczku, z dwiema przerwami śpimy sobie do 8:10, szał, ale głowa jednak boli (tlen?)
***
z poranną telewizją, to było jak dzieńdobrytvn oraz walki bokserskie komentowane przez Kostyrę i Kuleja, była taka niedziela
stare pieczywo jako grzanki wypadło rewelacyjnie, a myśmy wypadli na spacer na plac zabaw, a tam — rodzinnie! i jakże typowo (słyszałem, o czym rozmawiały)
nietypową zaś trasę zrobiliśmy, bo po długim huśtaniu się dziecko wolało przechadzkę, to poszliśmy pod górkę 3 razy
***
drzemie dziecko, drzemie Mama (wcześniej zakupy), sprawdzam hdmi, wszystko działa cacy, żeby nie przedłużać, zapuściłem horror
Southbound (2015)
który na razie robi dobre wrażenie
***
nie zwlekając również, spakowaliśmy się zawczasu (to wtedy mi została ta niedzielna telewizja, w której oczywiście nic nie ma), mecz Copa America z kolorowymi papużkami był wcześniej, na razie bramek nie strzelają, czemu zrobili to "w trakcie" Euro 2016?
***
obiad, ogórkowa, zjedliśmy już w domu
potem poszliśmy na spacer do castoramy, by kupić domek narzędziowy, po drodze spotkaliśmy Endriu na rowerze
zakupy i sklep były bardzo ciekawe, ja i dziecko bawiliśmy się nieźle (deski klozetowe!), a Mama kupowała
i może jeszcze dokupi szafeczkę
***
wracamy, kolacjonujemy się, gra "Skyfall" (przypadek?), skróty meczy obejrzane, kąpiel wykonana, piję piwo, zasypiamy przez godzinę, tym razem z zaległą palmą, a wieczór nam się rozszedł, więc tylko znany film do snu, gdzie bardziej słychać muzykę niż dialogi, czuję więc, że muszę z kasetą udać się na działkę, ale nie dzisiaj, bo dzień mnie wymęczył, jakoś
ale spałem dobrze


6 czerwca, poniedziałek

zatę Żono ma

za 20 min będę mógł słuchać meczu, drugi "finałów", dobrze, że nie podkusiło mnie skutecznie, by wstać w niedzielę o 5:40
***
temperatura spadła o 10 stopni, 15 to jest całkiem chłodno, wychłodziło nam pokój, na słońcu nieźle
bardzo dobre opowiadania (przejmujące? szokujące?) w LnŚ aktualnie
***
więc szybko wracam do piątku, skoro nie zrobiłem spacerniaka, żeby się tym zająć w pierwszej kolejności (to był długi weekend, wyjazdowy, jakbyśmy mieli wakacje, aczkolwiek niedzielą się już zmęczyłem, i nawet tak trochę czasu było wakacyjnego, z którym nie wiadomo, co zrobić, a przecież tyle dni to jakoś trzeba wykorzystać)
(zbieżność muzyczna, 3 i 4 płyty SDRE to są pierwsze wakacje po 2000 roku, Copa America i nocne granie w H3, a tv to był jeszcze czarno-biały, uściślając, to on grał w gamie kolorystycznej czerwono-czarnej, czyli był to popsuty kolorowy) (zbieżność czasowa, niedawny urlop przypomniał mi wakacje studenckie, kiedy to nie jeździło się na wycieczki/wyprawy, bo siłą rzeczy nie można tego robić przez 3 miechy — a szkoda, więc siedzieliśmy w domu, ja zajmowałem się nicnierobieniem, południowe słońce przeciskało się przez zdezelowane żaluzje, pestka szumiała zaraz za ulicą, całe dnie na H3, jeno komp nie dawał rady, ale było wiele czasu na czytanie)
(i na co to całe czytanie przyszło)
***
podtrzymuję swoją zniżkę nastroju z wczorajszego popołudnia
***
ponownie Santana z żoną na perkusji grają hymn
***
i po zawodach, jestem rozczarowany poziomem (i niemocą)
"James powinien po tym meczu zmienić ksywkę na Zakopane"
"Kyrie Irving attends the funeral of LeBron James so that he can let him down one last time
***
zaliczyłme biedrę, ponieważ mamy ogórkową, to jeszcze jako warzywo kupiłem sobie ogórka, brawo
***
wróciłem niemal sprawnie (gorzej z połączeniami), lewkonia, a Mama wybywa na kosmetykę
jakoś spędziliśmy ten wieczór z dzieckiem, nie żebyśmy coś robili, ale też nie nudziliśmy się, kawa, skróty meczy, podjadałem aż miło, aż Mama wróciła na wieczorne
te zaś normalnie, zasypianie bardzo długie, ale spokojne, dziecko daje się uprosić, by już nie wyrzucało smoczka, ja w tym czasie słucham palmy (dobra postawa wobec meczu nr 2) i robię rekordy na kwadracikach, 70 tys. pyknąłem
***
poszedłem sprawdzić, co słychać na działce, i od razu do ziemi i wyrywać chwasty, a jak już się zrobiło ciemno, to podlałem, machnąłem wino
tym razem lecą hurtem tableau, kilka numerów wpadło, trzeba będzie wyszukać, c to za zespoły
zielona planeta, nic na nas nie czeka
późno wróciłem i siup do łózia, z podwodną muzyką do słuchania, bo — wiadomo — nie słychać dialogów
trza skończyć horror, ale nie miałem siły dzisiaj, późno już


7 czerwca, wtorek

zatę Żono ma

popełniłem błąd zaglądając na tvp sport, gdzie na wejściu podają wyniki, więc już nie będzie oglądania "na żywo"
a szkoda, bo nabrałem ochoty na mecz piłkarski copa
lecz skoro jestem w nastroju pomniejszonym, ledwo zmusiłem się do spacerniaka, to jednak sobie posłucham, na pewno rozjaśni mój, dzisiaj i tak bardzo jasny, choć 16 stopni, poranek
***
wstawanie gorzej, przejażdżka i LnŚ dobrze
potrzebuję truskawek
***
i kupić euro
***
nagle sobie przypomniałem, że mogę jakąś płytę przywieźć z berlę, więc od razu humor mi się poprawił, zacząłem wyszukiwać dziesiątek i "brać winyl" — trza będzie odsłuchać i wybrać, ależ rozkoszna mordęga
***
zrobione, zaliczone, popracowane, oddane, trzeba zabrać się za horror
***
Argentyna-Chile 2-1
bez emocji
***
Mama mnie wbłagała, więc waluta jutro, dzisiaj z pęcherzem pełnym truskawek dymię do domu, spotkaliśmy się po drodze
a wieczór spokojnie, właściwie na stojaka, trochę w chodzonego, jeszcze dodatkowo się obżarłem, a dzieci miały omlet na kolację (Mama zrobiła), zmyłem duże naczynia i już do kąpieli
***
wieczorne tradycyjnie, niemal na wesoło (gdyby nie ta pielucha), zasypianie też tradycyjnie, tyle że godzinę
po 21 to już niewiele da się zrobić, więc tylko sprawdzenie, czy coś nam zostało z poprzedniego berlę, a Mama wybrała, jakie frykasy chce zjeść
***
puściłem dwukrotnie kreta do rur, było szumnie i bulgocząco, i niemal niemal do snu, bo kolejne 20 minut filmu znowu mnie pozytywnie zaskakuje, późno już było


8 czerwca, środa

zatę Żono ma

po wcześniejszej pobudce (4) ponownie chwilę mi zajęło, by zasnąć (te plany plany)
tak czekam, czekam, by jakiś mecz wysłuchać z rana, a na razie linków niet
na szczęście wydrukowałem bilet, niestety nie wziąłem starych mapek, będę musiał potem przerysować
przejazd szybki i czytelniczy, spacerniak szykuję na popołudnie (wiele wiele wiele planów), na dworze dzisiaj cieplej, z kolei pokój się wychłodził, w ostateczności, to lepiej
***
USA - Kostaryka 4-0
słaba obrona, strzelanina, szybki mecz
***
i jak nagle, po grzmotach, lunęło!
***
Kolumbia - Paragwaj 2-1
ale atrakcyjny mecz i dzięki Paragwajowi (kończyli w 10) wynik był otwarty do końca, szalone akcje i kolorowa piłka, to jest Copa America!
***
szalona środa w mlecznych podróżach trwała w najlepsze, co prawda urlop krótki, gdyby się tak samo dało przed normalnym pozałatwiać na cacy, hej!
niemniej, nowelowy niezależny horror trzymał do końca w napięciu, pewnie musiałbym przeczytać instrukcję obsługi, ale grunt, że to był dobry seans, z pętlą
***
więc to było już półtora dnia tego dnia, następnie dokładnie zaplanowane zakupy i szybka przechadzka po wyznaczonych terenach: lato, lidl, liście
na szybko, ale z koniecznym transferem, udane zakupy we Wrzeszczu, ełr staniał nawet do 4:37, gites
a hambuksów na rogu już nie ma, trudno, ale wróciłem do domu głodny jak pies, a tam lodówka zupełnie puściutka, musiałem zjeść czipsy
była już 18, a wszystko przede mną, do wtóru głośnej, eleganckiej, acz nerwowej muzyki "Skyfall" (ach jak gra) zapakowałem wszystko, śmieci wyniesione, jadę na wro, gra muzyka, książka się czyta, biegnę biegnę, a wieczór wciąż jak na lato, pełen chill
już było po 20, już musieliśmy się zbierać, mapa oznaczona miejscami do zaliczenia, spać, a nie, nieprawda, jeszcze pół wieczora usiłowałem sobie wgrać filmy na smarta, większość nie działa, no nic


9 czerwca, czwartek

zatę Żono ma

plan był taki, że może się uda, to wgram po niewiadomej mecz do obejrzenia, ale linki jeszcze nieświeże, więc tylko przeczytałem, że jest 1-2 i idziemy w chłodny poranek
noc standardowa, w połowie spokojna, 3 pobudki, półtora karmienia i trochę nerwów/niespania, czy dziecko zaśnie przed budzikiem, układanie w myślach planów miast spania, ale ładnie poszło
***
w pociągu luzy, więc zaraz po pożegnaniu domu rodzinnego na Oruni już można się było zabrać za punkty programowe: gotowane jajka, pomidory, pieczony kurczaczek, folia metalowa
czytałem czytałem i czytałem, i prawie poszedł pełny nr "Książek", Ty zaś biedzisz się nad Łaciną, chłodny porter z termokubka znakomicie przerywa środek dnia, w pełni najedzeni, po kawie/herbacie, kiedy już tyłek zaczynał boleć zaczęły się Niemcy i zaraz wysiadka (7:36-13:36), nawet zwiedzaliśmy kawałek dworca w Gdańsku
ha, i nawet gazetę z euro dostałem, czytałem fejsowe ciekawostki o piłkarzach, bravo sport niemalże
***
wychodzimy trasą znaną sprzed 2 lat, mur taki sam, oblegany, most już na pamięć (podobnie jak trasa z pociągu tak i ulic Kreuzberga nie oglądamy uważnie, prawie jak u siebie)
meksykańskie żarcie odkryte, hostel w konsekwencji też, meldowania w ogóle nie było, zostawiliśmy graty i już wracamy z powrotem na obiad (tacos, burito, guacamole), może dla mnie nie oszałamiające, ale godnie i do pełna, zwłaszcza z dodatkiem piwa pszenicznego w dedykowanym doń pokalu o takim samym logotypie, tak lubię
***
Taqueria Ta'Cabron
***
z powodu bezpośredniej bliskości zrobiliśmy rekonesans w lidlu, przy okazji uzupełniliśmy zapasy alkoholu, nawet w wersji damskiej, różowej
zanim to, to jeszcze obowiązkowe lody z polecenia, zwiedzamy przy okazji kwadraty dzielnicy, jaki tam jest spokój i jaka obfitość ofert gastro, a nawet winyle w piwni
***
Vanille & Marille
***
wracamy do hostelu (podobieństwo do mediolańskiego pokoju jako żywo), odświeżamy się, chillujemy (jest zmiana = nie mam pędu do zwiedzania), ale skoro jeszcze dużo czasu przed nami (17), to idziemy poszukać zupy, może jeszcze lodów
spacerujemy po naszym kwartale, koło kanału, gdzie w ciepłym słońcu leniwią się miejscowi, rezygnujemy z jednej jadłodalni, kierując się w stronę klubu napotykamy inną, tę polecaną, więc trochę chcąc, a trochę nie, jemy wietnamską zupę oraz letnie sajgonki (letnie, czyli niepodgrzewane), a zupa jest tak gigantyczna, z mięciutką wołowiną, pełna makaronu (oraz kolendry), sajgonki przegryzane pikantnymi warzywami, śmy się objedli niesamowicie, a jeszcze musiałem piwo wcisnąć przed klubem
***
Hoai Nam
***
zdjęcie przed klubem jest amerykańskie, ale rozpiska mówi, że jeszcze wiele czasu przede nami, mogłem nie wciskać
przeszliśmy się niedaleko, posiedzieliśmy na dworze, a potem na patio, wstęp na bilet www bez problemu, winyl 25 ełr, nie biorę
ok 21 przez 3 kwadranse grał germański shoe-gaze ze śpiewającą i grającą na bazie Murzynką z otyłością, przekombinowane brzmieniowo, ale sprawne i słuchalne — Jaguwar
https://jaguwar.bandcamp.com/
***
ładnie ułożony klub, sala klubowa, około setki ludzi, światełka, zespół wygląda jak na teledyskach = profeska
granie nieco ciut za głośno (szczególnie w noise'owych zakończeniach numerów, które zagrali kilka razy za dużo)
bardzo udany miks poprzednich hitów oraz numerów z aktualnej płyty, brzmienie mega dopracowane, oryginalne nad miarę (np. Thurston Moore wydaje się prostym grajkiem), nagrywałem duże fragmenty tych znanych numerów, ponieważ byłem pod głębokim wrażeniem odtworzenia muzyki i jakości z płyt
piwo i kola (co się robi z żetonami?)
w moim przypadku ocenianie jest zawsze trudne, bo i za stary na emocje, ale technicznie stawiam bardzo wysoko
***
wracamy ciepłym wieczorem, kładziemy się spać
a potem przygody z dzikim zwierzęciem, tyle że mi w tym zmęczeniu już nic nie mogło przeszkodzić, co innego Mamie


10 czerwca, piątek

zatę Żono ma

przygotowałem sobie na stoliku wszystkie elementy do porannej rozrywki, a tymczasem wcześniej przebudziła się Mama, a ja spałem do oporu, czyli do 10
jeszcze mocno najedzeni, spakowaliśmy się, wyrzuciliśmy podgryzioną kanapeczkę i siup na miasto przed czasem
***
wykorzystaliśmy to na spacer do lidla, zajrzeliśmy do sklepiku po kawę, okazało się, że to od Greka, to jeszcze pasztecik ze szpinakiem, aczkolwiek pyszności w  kuwetach tam leżały
w lidlu pełno zagranicznego alkoholu, mnóstwo słodyczy i jabłuszko, plecak wypełniony dokumentnie
***
jeszcze wolniej spacerujemy do Kreuzburgera, który był otwarty już przed 12, więc złożyliśmy stosowne zamówienie wraz z piwem, a także nugetsy brokułowe
takie to było nasze śniadanie, które z trudnością dało się zanieść na dworzec wschodni (po drodze dziewczę w prześwitującej bluzce, piersi stały równie sztywno jak ułożona na żel fruzyra)
***
po zarejstrowaniu się na ławeczce zabieram papiery i idę z łamanym angielskim do germańskiego sklepu, by odebrać 2 płyty, które metodą opłacalności wybrałem z 31, niemiecki stoner i australijski post-punk, żadnych przewalutowań ani opłat za transfer, zapłaciłem na miejscu cacy
po drodze zakupiłem konieczny falafel z halunami i już naprawdę chillująco wybrałem się w drogę powrotną, bo czasu miałem dość, jak wykryłem
***
podobnie jak poprzednimi razy pociąg był mocno zajęty, ale nasze miejsca wyborne, kiedy już się naczytałem, a pogoda się popsuła, to obejrzałem film (szkoda, że więcej nie współpracowało)
Electra One (1967)
bardzo szybki, biegający i pościgujący film, który w tej podróży stał się w sumie nieistotną częścią tych 6 godzin, prawie się zdrzemnąłem po piwie, ale musiałem wyjąć długie spodnie, więc przeszło
***
nie dość że pogoda się zepsuła, to jeszcze pociąg nabrał 25 min spóźnienia, wracamy na wro i od razu na rozpoczęcie
Francja-Rumunia 2-1
(a ten gol to po faulu na bramkarzu)
ciut jemy, ciut wypakowujemy się, ciut już skupię txt, a na ładnie błyszczącym ekranie biegają piłkarze, a ja nagle nabrałem euro w krew
jeszcze jest niepewność, czy mecz nr 4 nba (co tam finał nba) jest dzisiaj czy jutro, ale po spokojnej nocy już wiem, więc zaczyna się oglądanie, dokończone już w domu




Brak komentarzy: