wtorek, 7 czerwca 2016

15–18.05.2016


Autorka kolorowych zdjęć Oruni Dolnej jest Martyna Winnicka — absolwentka ASP w Gdansku
15 maja, niedziela

zatę Żono ma

po dłuższym spaniu i śniadaniu, jako że las jest nudny i słoneczna polanka w Zielonej nie wchodzi w grę (tam, gdzie czytałem "Psią trawkę", kiedy jeszcze była taka możliwość na spacerze), poszliśmy na miasto i były to budynki neofilologii
pozwiedzaliśmy niemal wszystko, znaleźliśmy znane nazwiska, po czym cieć rzekł do nas, że to nie muzeum, nie wolno chodzić
zlałem go śmiechem
przecież nie będę z nim dyskutował, że na biologii muzeum jest, a i ludzie pomocni
***
po obiedzie miała być drzemka, ale po 50 minutach okazało się, że jednak nie będzie, co postanowiło nas przed trudnym wyzwaniem, jak zmitrężyć ten czas do obiadu
tego dnia przeglądałem również rzeczy, których pozbyła się Mama, przebieranki, wyrzucanki, brawo Mamo
***
po obiedzie, padało, ale przeczekaliśmy chwilkę i udałem się z dzieckiem na mokre place zabaw, gdzie udało się spędzić ponad godzinę, wyszło słońce, asfalt parował, zabawa była, ale się skończyła powrocie
***
Mama wyszła na kawę z prądem, ale i tak zmarzła z koleżanką od rozdrobnień
chłopak w tym czasie nie chciał jeść niczego (prócz ogórka), wysmarował sobie rajtuzy kaszką, więc po przygotowaniu wszystkiego o regularnej godzinie wystawiłem go do mycia i zasypiania
i nawet mleka nie chciał zjeść
więc dojadł już niemal całość w łóżeczku i szybko zasnął
strasznie się zdenerwowałem
***
miałem coś porobić, ale jak poprzeglądałem strony, to skończyłem na allegro (bez kupowania) i wróciła zmarznięta Mama, ogarnęła dziecięce fotografie (bardzo dużo tego wywołała), w tym czasie, o 21:30 grało sobie po raz siódmy Toronto z Miami i godzinę później poszedłem mocno spać

16 maja, poniedziałek

zatę Żono ma

jakże tradycyjny powrót do tyrki, tyle że pada
***
oczywiście nic nie poszło, wiele się nazbierało, zatem do ogarniania, a nie miałem tego czasu na spokojne przeglądanie poczty
wiele notatek do przeczytania
zapomniałem wziąć pomidorówy z domu, więc 2x na chlebie
w miarę rozwoju dnia, coraz bardziej przyspieszając, czułem się swobodniej
pojawiła się spy nowość, ale czasu dla siebie nie miałem
***
korzystając z okazji, mimo mocnego deszczu zaliczyłem małą pizzę i park, który tak się rozliścił, że nie ma porównania z moimi kwietniowymi fotkami, których dawno nie ponawiałem
całkiem przyjemna pętla i przechadzka po starych śmieciach, tyle że bus uciekł
już wszystko pozasłaniane, młodzież oraz dorośli mężczyźni mogą swobodnie kryć się po krzakach i cementować przyjaźnie z alkoholem
***
skoro bilet, to i urlop, to i kupiłem ten drogi (choć tańszy) na pociąg, będzie trochę relaksu i wyjazd w znane, co lubimy
Mama miała zły dzień, bo dziecko wstało o 5, i już za chwilę było zmęczone, i tak niemal przez dzień cały
***
szybkośmy się zebrali z wro i po bardzo krótkiej wizycie w domu już dymałem z tym ciężkim basem i strasznie się zmęczyłem
na tych próbach to wychodzi ze mnie kierownik zespołu, łącznie z tym występem, choć heh, nie wiadomo po co to wszystko komu
np. Paweł to zajmuje się głównie mieszkaniem DOCELOWYM
ja zaś zastanawiam się, jaką następną lekturę muszę machnąć
***
Mama już spała, więc udałem się do pana komputera, ale bez szaleństw i niespecjalnie długo (durne komentarze na stronie o nba — Maria Czubaszek) i już tylko obejrzałem film po portugalsku do snu
strasznie jestem łasy na słodkie ostatnio, pożarłem przed snem OSTATNIĄ kokosankę oraz leciwego wafelka
sądziłem, że będę sikał przez balkon, a tymczasem całe piwo zatrzymało się, wyspałem się, Mama i dziecko również, bo spanie do 7

17 maja, wtorek

zatę Żono ma

przemyśliwałem oglądanie meczu "na żywo", ale na szczęście uniknąłem rozczarowania w wyniku braku właściwego linku, OKC zaskoczyli GSW, nio nio
***
zajętość była przeogarniająca, szczególnie doświadczyłem tego następnego dnia
czyli wtorek był jeszcze ok, tylko zimno
byłem w biedrze zdaje się
bananowo
***
spotkaliśmy się na ryneczku, kawałek spędziliśmy spokojnie, by wpadła Ciotka i poszły na zakupy
myśmy zabawiali się przez ten niedługi czas sprawnie, wieczorne normalnie, bez nerwów, i mimo celowanego opóźnienia w zasypianiu (późna drzemka w ciągu dnia) byłem wolny o 20:20
potrzebuję mieć 007 po ang, który wyświetla się na tv
***
Mama wróciła szybko, jak zwykle, kiedy miałem się zająć czymś konkretnym, znalazłem stare pliki i zmontowałem oryginalną wersję "w dół me konie" do pokazania
hah, to była kiedyś historia, a i numery takie ciepłe

 

***
Gosia zapodała konieczność napisania notki, cóż
***
20 min filmu do zasypiania, ale będzie do powtórki, słabo słyszałem ze zrozumieniem


18 maja, środa

zatę Żono ma

jadę normalnie, ale tutaj już zaczęło się tyranie, nie miałem chwili czasu, pojawiły się nerwy
***
dodatkowo od nocy dziecko ma gorączkę i sraczkę, i tak przez cały dzień, na wro
***
z tego "zapału" z dotarciem do domu, pojechałem tam, a nie na wro
zrobiłem niepotrzebne zakupy (wędlina), których potem zapomniałem zabrać do tyrki do żarcia
małe słuchanie płyty przy kawie, dokańczam książkę, żeby już jej nie wozić, wtedy przyjechały biedne dziecki
szybko mycie i do spania, karmienie jakoś poszło, zasypianie migiem, tyle że wczesna noc przerywana jeszcze 3 razy, cuchnie niemiłosiernie
***
zatem zrobiło się więcej czasu na pisanie notki (właściwie x 2), co uczyniłem i się umęczyłem tą pracą umysłową, wysłałem
Mama musiała się szybciej udać na posterunek, choć to i tak już po 22 było
***
CAVS zrobili mocarne swoje, widziałem skróty przed schowaniem kompa
***
do snu obejrzałem 40 min, gdyż ponieważ wciągnęło mnie




Brak komentarzy: