środa, 14 października 2015

13–19.09.2015



13 września, niedziela

zatę Żono ma

wspólne spanie powoduje gorąco i brak tlenu, ale dyżurowanie, choć więcej pobudek, wciąż spokojnie, łącznie z porankiem, przesikami (Ryszard), kupami itp.
***
wybraliśmy się na Zaspę, okazało się na spacer, bo spało
fotelik będzie można sobie wyrzucić, dobrze
foto zaliczone, biedra też, leroy też i mediamarkt też
taka rodzinna niedziela
***
po obiedzie już byłem zmęczony, ale na to rozkojarzenie dobrze działało "Diamonds", które może nie jest nówką, ale jest w bardzo dobrym stanie = wiele razy = świetnie się słucha = no i jest "Circus, circus"
***
drugi spacer zaliczyliśmy
ciut bezsłonecznie
acha, był straszny wałek wykładziny, przeszkadzał pójść po kable
***
zasypianie bardzo dobrze, nadrabiam piwo i palmę
ubrudziłem się pompując rower, za zimno w głowę na jeżdżenie (i stary złom z tego roweru)
***
partyjka Świata Dysku do snu udana, jest element ekscytowania się rozgrywką
nie ma tv do snu, bu


14 września, poniedziałek

zatę Żono ma

dwa browce robią dobry szum, by nie myśleć o nadchodzącym dniu
ale się nie wyspałem, bo jednak za późno polazłem, ale czipsy pyszotka
***
słyszałem nowe Low i wcale mnie nie
stare
Part Chimp — Thriller (2009)
mi robi
***
we wczorajszych "rozmyślaniach":
smutny ze mnie frontman i wokalista, ale Endriu mnie komplementował (mimo moich zapomnień tekstu), nastroju oczywiście nie miałem, choć okoliczności dopisały (pewnie brak piwa i niezjedzone darmowe żarcie), frekwencja (znajomi Gośki) dopisała, chyba w ogóle ładnie wyglądało i brzmiało, prócz naszego poszerzonego składu (to zawsze jest fajne), był Hubert na gitarze elektrycznej (ładnie się przygotował) oraz Dominik (chyba) z elektrycznym ukulele (nie było słychać)
mam problem z tymi imionami obcych ludzi (zamknięcie i izolacja) (może tak wygląda, ale nie odrabiam pańszczyzny, tylko wolałbym piątek) (pewnie na to nakłada się wieloletnie rozczarowanie małymi występami, które nikogo nie interesują, ciężko mi się już ekscytować tymże)
wpadł Wojt, więc wróciłem szybko do domu
"jeszcze nigdy Twój mąż nie wrócił z występu tak szybko i trzeźwy"
***
dzięki Endriu za słuchawki!
***
ja jestem smętny prywatnie, a Richard Hawley oficjalnie, nowa płyta
Richard Hawley — Hollow Meadows (2015)
niestety słabo
***
prócz tego, skoro już byłem objedzony po tyrce, po lekkiej lokomcyjnej, kupiwszy 33 koperty (4,40 zeta)(łącznie), odebrawszy LnŚ (jak zwykle miałaś rację), poszliśmy się działkować z pracą (ostatni raz w zeszły roku), nożyce mi działają, Ty dziubiesz i siejesz, dziecko się nudzi, ale udało się co nieco
***
mnie to w sumie odpowiada cięcie trawy nożycami, mogę ją poznać z bliska
jak ostatnio szedłem w takim zamknięciu ode świata, przeleciał spory wróbel, myślę: "o, wróbelek", matka mówi: "o, wróbelek" i tak pewnie będę miał na starość, skoro już teraz tak mam
***
jak wróciłem, to po przepakowaniu się już przyszło zmęczenie i pora spać, udało się przed 23


15 września, wtorek

zatę Żono ma

15 stopni, więc krótkie spodnie (jeno w tyrce zimmno)
przesłuchuję stare/nowe słuchawki
spacerniak dobrze
***
potem wybrałem się na Heweliusza po pilota, ale nie da rady w 40 min dostać się do Gdańska (a potem się nawet okazało, że muszą znać nr telewizora, pfff)
***
spotkaliśmy się na kwadracie, te lody walnęły mnie po kieszeni, ale smaczne były
spacer do domu
a ono POTWORNIE zgłodniało
"głodny nie jesteś sobą" — potem dopiero mogło się ucieszyć poznawszy tatę
***
potem jeszcze machnąłem się na działkę, gdzie dosiewałem drugi poziom po uprzednim podziobaniu go i zdążyłem jeszcze podlać, zanim dziecko się kompletnie znudziło
***
zbieramy "ekipę" na stateczkowy rejsik
wieczorne ok, a jedzenie jednak później
20 razy powstań do zasypiania i o 21 już wolne!
(koniec palm => Johnny Staccato, odc. 3)
***
przygotowałem, wypiłem ciemne, odsłuchałem
(gupio tak bez dużych filmów)


16 września, środa

zatę Żono ma

musiałem przed snem przesłuchać umpę 2, satysfakcji nie było, następnego dnia przekonałem się, że znowu zabrakło mi wyobraźni i odwagi by zrealizować coś w stylu The Cult Of Dom Keller czy innych tableauowców
ale już nie ma co nad tym płakać, na pewno jest "oryginalnie", a potem będę nagrywał studyjne jazdy i wydawał na winylach
***
nasze dziecko ma po prostu małych rodziców, ot co
***
dzisiaj zapracowany, ale nikt mnie na razie nie wnerwia
***
po biedrze, gdzie się objadłem lodem (nieprawda, wcześniej jeszcze były winogrona i polskie brzoskwinie oraz staruteńka muffinka) się mi odechciało robić, bo już nadrobiłem punktację, a autorzy chuj, nie czekają
***
zabawny Jerzowy esemesik (do pokazania)
***
w końcu chwila dla mnie i dobiłem do 900 filmów, cieszę się
Wybranych pozycji: 900
Średnia wybranych: 5.92
ale jest 40 dziesiątek
***
za chwilę środa:
pochlaj i wyżerka!
***
wyrwałem się szybko
That Man in Istanbul (1965)
Klaus Kinsky pokazuje swoją wampirzą twarz, film mam mnóstwo akcji
***
zauważyłem, że skoro jestem 10 min w sklepie, to już nie chodzę z takim uwielbieniem i nie poluję na promo czy arty z kolejnych akcji tygodniowych frykasów, no nie ma na to czasu
przepakowałem się na kamieniu, pogryzły mnie mrówki
ale lato wróciło, lato!
bez dodatkowych wycieczek, transfer do dziupli też bez przygód, pożarłem pączusia na moście a Adaho oddał megafon (nie mają znowu perkusisty)
dzisiaj nie byliśmy mistrzami świata w graniu, ale głupoty możemy wciąż wymyślać
***
na krótki rękawek do domu — niesamowite
prąd wyłączyli w lesie i przy kolejce
a ja, rozochocony chlebem i kasetą włączyłem letni film (bo lato) i chichrałem się przed snem


17 września, czwartek

zatę Żono ma

mamy ostatki lata
słuchawki jednak łamią się w innych miejscach, trza będzie nabyć, na zimę, jako nauszniki
spacerniak, poranek ładny, lekkie mgiełki, rosa
***
najebka była, a i wyżerka też bośmy latali do kuchni po kromkę za kromką, tego okropnego świeżego lidlowego, typu włoskiego, z masłem
i jeszcze orzeszki w posypce, do kończonego piwa = pełny brzuch dzisiaj z rana
efekty uboczne nieduże, prawie się wyspałem
(ostatnio wiele dziwnych snów, bardzo rozbudowanych, obcy ludzie, obce miejsca)
a teraz w poprzedni dzień wpiszę, co wczoraj
***
robota mi leży, ale musiałem sobie wybrać słuchawki przecież
a jest w czym
***
Death Trip (1967) Kommissar X - DVD
tym razem DVD ma jakość odpowiednią, a nie jak ta szmata z Istambułu, chociaż akcja też tam, oraz Kapadocja!
***
no, film skończył się dobrze
nie wiem czy wybieram bieganininę Belmondo czy popisy Buchholza, ten jest bliżej klasyki spy
acha
Muebles y atrezzo: Miró
gdyż kooprodukcja hiszpańska m.in.
***
i się zdenerwowałem, aż mnie brzuch rozbolał, tram nie jeździły jak trza, jeden stał jak gupi w polu, pieluch nie kupiłem, korektę (teraz!? fff) odebrałem
***
z tym nerwem jeszcze wróciłem do domu, ale z wiechciem chociaż
zabrałem dziecko na działkę, musieliśmy razem deptać trawę i podlewać, bo już nie mogło wytrzymać z nudów i ze zmęczenia na tym kocu, bez NICZEGO, a przecież nawet pniaka do wspinania skombinowałem
dolny poziom wyszarpany i wydziobany, zgrzałem się, toż to 25 stopni dzisiaj było!
***
wieczorne, znowu na zmęczeniu + ten brzuch, chyba z głodu
w końcu po jajku i z kawą zasiadłem do zasypiania
23 pionizacje i godzinka poszła, ale o 21 już wolne!
***
zebrałem sie i do snu siup
ach właśnie, pamiętałem jeszcze w poniedziałek, a teraz już nie
9 miesięcy!


18 września, piątek

zatę Żono ma

właśnie, taki ziew zmęczeniowy dzisiaj, chłodniej, mnie słońca, wietrznie
siedzę i nie mam gdzie zaglądać, znaczy się mam, ale bez energii, a robota czeka (wciąż)
nie wiem, czy na chwilę nie przerwać tej wielkiej kobyłki historycznej, bo bym się zaczytał do znużenia
***
sly vinyl odsłuchane (NIC), kolejny xls, niestety znowu emo, podczytany porcys — te usilne "promowanie" muzyki dla nielicznych, której nie da się słuchać (kolejne wiekopomne zestawienie); na WAFP następne zestawy płyt polskich wykonawców, ileż wszyscy tego trzepią; w końcu będą nowe palmy
=> osłabiony żywotnościowo dzisiaj jestem
pewnie to ciśnienie
***
się nawysyłałem (chyba), a potem nic nie pamiętam, z wieczora również
***
kawałek trawy?
***
zdaje się, że wieczorem miałaś wyjściówkę, a ja miałem wieczorówkę, udaną zresztą, katalogowałem winyle
no i dyżurowanie


19 września, sobota

zatę Żono ma

popsułem jajecznicę zdechłym jajem (już drugi raz w historii), trza było nową
zebraliśmy się nawet za wcześnie i odprowadziliśmy babcię z wózkiem do lasu
przyjechali uczestnicy wycieczki i wybraliśmy się w 1,5-godzinny rejs stateczkiem, gdzie zwiedziliśmy ciut zatoki, kawałek do mostu pontonowego w Sobieszewie i kawałek w stronę rafinerii, obok stoczni Wisła; okazało się, że Stogi to wyspa
silnik hałasował, dzieci się rozochociły i rejs należy uznać za udany
po czym zjedliśmy rodzinnie (na 3 rodziny) pizze i frytki w tawernie, gdyż hotel miał imprezę, czyli ślub właśnie
acha, i im i nam dopisała pogoda, prawdziwa końcówka lata w tym wrześniu
***
objedzeni dotarliśmy na Stogi, tam senność oraz dwie nowe przesyłki, w tym szybka Fat History Month
tę otworzyłem nawet w aucie, kiedy dziecko odsypiało
***
wieczór chyba nas niczym nie zaskoczył
dyżurowanie również




Brak komentarzy: