czwartek, 26 marca 2015

Roland Barthes — Roland Barthes (1975)



przełożył Tomasz Swoboda, bardzo ładnie wydana, co mi poprawia jakość czytania, i świetnie się zaczęła: obrazkami
za bardzo inteligentne, ale dowcipne, ludzkie chwilami, zdystansowane, bywa ciepłe; co zaskakujące — świetnie się czyta, można metodą laufera, po wtóre — jest ciekawe, po trzecie — mi nie przeszkadza, że mogę szybko, bo inne fragmenty mogę wolno, te lubię oczywiście bardziej
pod koniec byłem pod wrażeniem człowieka i jego literatury


http://terytoria.com.pl/ksiegarnia,tytuly,672.html

tam są też odnośniki do recenzji, równie trudnych, tyle że przegadanych, ale dobrze, że ktoś zacytował "Motylkowatość", początek jednej jest "zabawny":
"Lekturę tej książki odradzam na wstępie tym, którzy w literaturze szukają jedynie fabuły czyli tzw. „treści”. Tym, dla których tekst to tylko rusztowanie służące temu — że użyję kolokwialnego zwrotu — „o czym jest ta książka”.  Byłby to bowiem dla nich czas stracony, choć po prawdzie najprawdopodobniej nie przebrnęli by nawet przez kilka pierwszych stron" (Lubczyński).


dla mnie jest:
Żebro (fragm.)
Przez długi czas trzymałem w szufladzie ten kawałek siebie (...) zamknięty w sekretarzyku pośród tak "cennych" przedmiotów jak stare klucze, dzienniczek ucznia, karnecik biletowy obity  masą perłową i portfel na wizytówki z różowej tafty, który należał do mojej babki B. Wreszcie któregoś dnia zrozumiałem, że rolą szuflady jest łagodzenie, przygotowywanie śmierci przedmiotów, które przechodzą przez to pobożne miejsce, zakurzoną kaplicę, gdzie zachowując je przy życiu, dajemy im czas na posępną agonię, (...).




Brak komentarzy: