sobota, 14 marca 2015

Dr. Goldfoot and the Bikini Machine (1965)



który imponuje tytułem, niestety jest w formie komedii slapstickowej, która mnie specjalnie nie bawi (chociaż scena z szufladami, hi hi). To z założenia było totalnie głupie, chociaż celowe. Miało swoje momenty dobrze rozpisane, ALE to nie ma nic wspólnego z filmami szpiegowskimi, prócz wykorzystania typowych bohaterów i schematów. Film prócz tego parodiuje kilka innych pozycji filmowych stąd Igor i stąd Vincent Price (można się zdziwić bo się człowieka zna nie wiedząc skąd) do tego klasyka z zamkiem i średniowieczną salą tortur (widziałem ten oryginał na poważnie). Zatem film w stylu Mela Brooksa i innych strasznych filmów, tym razem mnie nie bawiło. Druga część jest na dvd, będzie milej oglądać.






Brak komentarzy: