piątek, 13 marca 2015

poniedziałek



bez oszukiwania, może onegdaj szału nie było, teraz te zmiany są minimalne, już wcześniej mogłem wpisywać: "patrz: poniedziałki", obecnie można zostać przy zmieniających się datach, bo niekoniecznie porach roku (skoro są dwie)

[1]

odrzuciwszy spanie (sny może jeszcze spisywałem w młodości), wydalanie, jedzenie (chociaż jedzenie jest fajne), tyrkę (takie w koło Macieju) poniedziałek zaczynał się stresem pączkującym w niedzielę wieczorem, który trzeba zalewać sfermentowanymi napojami (nie wiem, czy na młodzież szkolną też tak działa)
ale, w te późniejsze miałem zajęcia muzyczne z kolegami, przyjaciółmi, do których (tych zajęć) chodziłem przez las i przestraszałem się dzików, o ile nie zdyszałem i nie spociłem się całkiem (bez sensu), włażąc na górę, bo z reguły się spieszyłem (niepotrzebnie)
poszukiwanie alternatywnych ścieżek w niepoznanym lesie z reguły prowadziło mnie na manowce = zdyszałem i spociłem się całkiem jeszcze bardziej
czasem musiałem dźwigać ciężki sprzęt (gitara/laps/statywy/mikrofony)
efekty naszych działań nie są spektakularne (z biznesowego punktu widzenia kompletna strata czasu), ale Endriu zna się na swojej robocie, ładnie wyciąga soprany (choć nie powiem, żebym je stamtąd zabierał)
czasem byłem po szybkiej kawie, czasem po szybkim jedzeniu
ze dwa razy się zdarzyło, że szedłem od razu po tyrce, więc miałem okazję zaliczyć sklepowisko albo jakiś park, jeden taki pamiętam przed Marsylią, na zboczu górki, we wczesno jesiennej trawie, przy nieco rozproszonym ciepłym świetle, a może to w ogóle nie było w poniedziałek
no i pizza z tele, poniedziałkowa za 5/6 zeta, mała, ale się zdarzyła, parzy w podniebienie
zatem trenowaliśmy sobie z mniejszym lub większym zacięciem, piliśmy z Wojtem piwo, by potem (niekoniecznie latem) (choć wtedy lepiej), powędrować na schody i spędzić dodatkowy czas konieczny, życie takie poruszaliśmy, czasem odprowadzał mnie brzozową aleją (późno, oj późno), ona po ciemku nie stanowi dla mnie niespodzianki (chociaż korzenie potrafią zaatakować), ciemnica albo księżyc świeci jak żarówka o takiej mocy, jakiej nie mamy w domu, to było wspaniałe rozpoczęcie tygodnia

[2]
zdjęcie trza se zmiksować, moje jest na komórze nie do wyciągnienia



Brak komentarzy: