piątek, 5 grudnia 2014

Odcinek z pracowitą sobotą



25 października, sobota

My drogi i Miłościwie Nam Panująca zażywaliśmy restauracji. Prawie tak:



26 października, niedziela

Odcinek z chorowaniem 1

My drogi i Miłościwie Nam Panująca cały dzień miksujemy starego micha.

Dokończone
The Raid — Redemption (2011)


27 października, poniedziałek

Odcinek z chorowaniem 2

My drogi i Miłościwie Nam Panująca cały dzień miksujemy w dół me konie.

Dokończone
Dark Skies (2013) — horror

Paris When It Sizzles (1964) — przypomnienie z dysku — ale to była chała!

Italia — Per grazia ricevuta — Nino Manfredi (1970) — jednak to widziałem do końca. Okazało się, że to był cud.



Sekcja Specjalna


 
 
 
John Williams — Raiders of the Lost Ark (1981)


najlepsze z serii, mistrzowskie (kiedy oglądamy znowu?), smakowite muzycznie, a koperta ma przypominajkę



czwartek, 4 grudnia 2014

Odcinek z nową igłą



23 października, czwartek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca rzucamy zabawkami i ciskamy nosidełkami.

Jesień wciąż smętna:

Paw Paw — Lay Down In The Flower Bed (2012)
klimat tym razem bardzo ok, Dodos bez wokali czy inne CoCo Beware
***
Pacific Pride — Vamping In The Key Of Niche (7inch) (2011)
super zagrane wesolutkie indie
brzmienie mi się podoba
90s!
genialne
"Inhaling everything 90's out comes a jagged cloud of refreshing garage-esque tunes that remind us of the first time we heard "Crooked Rain."
nic dziwnego
dlatego też lubię
Copy Haho
odsłuchałem wszystkie piosenki, które wyprodukowali (5+1+1+3)
***
Dead Gaze — Take Me Home or I Die Alone (2010)
singiel shoegaze, wzruszająco nagrane
to chyba w ogóle milusi zespół
***
AGES — Above & Down Below (2014) // Trans Pilsner & Opaque Gold Swirl w/ Bronze Splatter Vinyl LP = ślicznie (Price $14.99 + wiadomo)
ale tylko grają stonerka
***
Już 5 stopni, ciemno w tram.
Robisz jedzenie, dżem, ciasto, wszystko naraz.
Karton nr 2 i telefon doktorski.
Przychodzi Wojt z pustymi flaszkami, odchodzi z pełnymi.
Ale sprzęt i cierpliwość.
W końcu — aż się zgrzałem — gra.
I to w stereo!
Aż nadeszła chłodna noc.




24 października, piątek

Odcinek z debiutem płytowym

My drogi i Miłościwie Nam Panująca popłakalim się na piosence.

2 stopnie.
Bus spoźniony, bez spacerniaka, wieczorem też nie będę się szwendał, bo wyziębnę.
LnŚ etiopska — historia ciekawsza niż literatura. "Nie dość, że Żyd, to jeszcze Murzyn". Super Tomek. Ale dzięki notom przypomniałem sobie (via ethio-jazz 50s 60s) o świetnej płycie z egipskim jazzem.
Salah Ragab and The Cairo Jazz Band!
I druga ciekawostka: Nega Mezlekia, Zapiski z brzucha hieny i brukowa historia z kanadyjską wydawczyni.
Acha, no i oczywiście wątek powieściopisarstwa Kapuścińskiego a Haile Selassie.
***
Yeśeń:
Woodsman — Humdrum (2009)
właściwie całe Fire Talk Records bazuje na tym zespole (ale ile się naodkrywałem, to moje), oni sobie grają tak a muzom, poza historią (pewnie o czymś nie wiem), ale ta płyta jest z tych przyjemnych
zwłaszcza
zwłaszcza
tutaj są jeszcze bardziej rock, a bardziej post i z wykorzystaniem dużej ilości delayów są jak Level Owl chwilami, jak najbardziej
***
Davila 666
nie nie nie!
choćbym nie wiem jak kolorowy mieli
***
The Memories — Touched By An Angel (2014) // Clear Vinyl
no nie no nie
ale są tacy, co lubią
***
http://thrilljockey.com/thrill/Pontiak/Innocence#.VEondrF_KaN
***
Have A Nice Life — Deathconsciousness (2014) // White, Green, and 180g Black Vinyl 2xLP
nieeeee
***
Medicine — Home Everywhere (2014) // Special Edition Purple-/Teal Vinyl 2xLP
straszne, nie mogę tego słuchać
***
Nowhere — S/T (2013) // Clear Orange w/ Red Swirl Vinyl
piękny pomarańczowy, ale miałka ta muzyka, ten psych w stylu lat 60.
czasem nawet pomysłowo z gitarami, ale wokali nie zniese
***
no i dzisiejszy post zaliczony => żadnych pokus
***
Ach, cudownie na taką pogodę powtórzyć sobie:
Beak >> (2012)
***
Hospital Ships — Destruction In Yr Soul (2013)
się okazało bardzo słuchalne
co więcej, znam ten wokal!
(skąd?)
***


Sekcja Specjalna

 
John Barry — Out of Africa (1985)

przyjemnie rozpuszcza, dla niektórych aż zbyt zapewne



środa, 3 grudnia 2014

Odcinek z karnym buziakiem


morning pony

21 października, wtorek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca wieczorem w kuchni ścielimy łóżko tylko dla mnie.

SoundSupply czasem mnie zaskakuje, teraz padło na Fire Talk Records.
***
http://woodsmanman.bandcamp.com/album/woodsman
świetnie się słucha, pomarańczowy winyl!
***
Baby Birds Don't Drink Milk — Think Tone (2013)
chwilami znakomicie ambientowo
***
Royal Trux — Pound For Pound (2000) LP $18.99
takie rzeczy się zdarzają na dusty, ale to bez przekonania
***
Tjutjuna — Westerner (2013)
młodsi bracia starych Trans Am



***
Heaven’s Gate — High Riser (2012)
kobiecy garaż, shoegaze lat 90
jestem w stanie docenić, ale niekoniecznie słuchać
***
Tjutjuna — Tjutjuna (2010)
bardzo słuchalne
***
Ancient Ocean — Through the Fear of Aging (EP) (2014)
pysznie na jesień
***
Woodsman — Teleseparation (EP) (2014)
jeszcze lepiej, bo kołysze
***
Woodsman — Rare Forms (2011)
co oznacza, że świetnie trafiłem z odsłuchem tego zespołu na samym początku
bo to nie
***
Na Stogach i na zagrodzie niefajnie.
Smutna pogoda.
Stare BRAVO.
Chorujemy, starzejemy się, grób.
Do umycia.
Hajle Sellasje I (1892-1975).
Pokaż mi swojego kleszcza.



22 października, środa

Odcinek z pogrążającą się nieudolnością muzyczną

My drogi i Miłościwie Nam Panująca przeglądamy tyci (nie Tyci) ubranka.

Kontynuowamy wątek jesienny:

Gem Trails — Dripps (EP) (2013)
już tylko szumy i trzaski
***
Orchard Thief — Professional Textures (2013)
jak wyżej
a, to mi przypomina te pierdoły, które grałem na kamerze pogłosowej, jako wczesne miasto 1000 gitar
aż muszę to zobaczyć:
http://www.discogs.com/Miasto-1000-Gitar-Vis-%C3%A1-vis-Swoboda-M%C5%82odszy-Miasto-1000-Gitar-Vis-%C3%A1-vis-Swoboda-M%C5%82odszy/release/4074229


***
Turnip King — Moon Landing ? (2013)
szybkogracze na gitarach, garaż, nowa fala, żeński wokal, specyficzna kompresja perkusji
przypomina dokonania małych, jakich słuchaliśmy w Białymstoku
"Rooms / Fleece" mogłoby być w repertuarze
***
Paw Paw — Temporalis / Epiphysis (2013)
wymęczone
***
The Kevin Costner Suicide Pact — Tape Phase (EP) (2013)
ok, docenię za wygląd, winyl, nazwę i specyfikę występów
ale nie mogę tego słuchać
***
Woodsman — Mystic Places (EP) (2011)
oczywiście transamowo, się podoba
***
Jovontaes — Cavedwellers Month (2012)
no dobra, wiem, że Knerze by się podobało, i pewnie powinniśmy tak wydać kasety The Love, ale bez przesady
***
Curtin — Curtin (EP) (2013)
barretowe smęty, akceptuję


***
Na szybko, zmęczone oczy, jeszcze zrobiłem.
Jesień liści.
Nagle zrobiło się zimno.
Opowieść o tablecie.
Od G.
Kartony, rzeczy, blurp.
Do snu.
Blurp.
Zimno.
Blurp.
(blurp)




wtorek, 2 grudnia 2014

Odcinek ze skubaniem winogronków



18 października, sobota

Odcinek z nietypowym spotkaniem

My drogi i Miłościwie Nam Panująca potknęliśmy się o kabel.

Miksowanie, już umiem grupy.
Zapiekane bułki.
Udane zrzucenie opadów niebezpiecznych — Zaspa. Klub Plama.
Lidlowe zakupy na kolację.
Grabienie, duży czarny worek.
Obiad, sprzątanie na czysto.
Wizyta, działka, gramy.
Mało pijemy, a czas szybko minął.
Nadchodzi wielka smuta.


19 października, niedziela

Odcinek ze kumulacją nieszczęść

My drogi i Miłościwie Nam Panująca i pracujące niedziele.

Pół nocy z brzuszkiem.
Niewyspanie.
Sucha bułeczka.
Górki zachodnie, bez spaceru, szczegóły.
Ikea — w niedzielę w tym przybytku było więcej ludzi niż przez cały weekend na spacerach na świeżym powietrzu. Szafka x 2.
Przeczekanie na wro — winogrona.
Kaszka.
15 kg ciężkiej pracy spleśniało.
Pigwa — zbiór, trawa — cięcie ręczne fragmentów.
Stół, ustawienie do "pracy" = wiele miejsca w pokoju.
Kabina prysznicowa.
Przegląd makulatury. Tyle atrakcji.
Nieme na żywo nas ominęło. Szerokim łukiem.


20 października, poniedziałek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca byliśmy calineczkami.

Pada.
Przesłuchałem całe disco The Promise Ring. Z dawnych czasów 2 hity, które znajdują się na liście: Previously on the Top 100 emo songs of all time…….
I już prawie do wyrzucenia, kiedy okazało się, że ostatnia, "Wood/Water" (2002) jest świetnie słuchalnym pop-rockiem.
***
SONIC YOUTH — Rather Ripped — winyl: 73,90 zł
SONIC YOUTH — Sonic Nurse — winyl: 73,90 zł
w serpęcie
kuszące
ale nie-e
***
Murzynów, owszem, czytam. Dzisiaj po raz pierwszy się zaśmiałem.
***
Cudownie, że już obrałaś prawie wszystko.
Zlałem, zagotowałem dwa razy, potem zagotowałem dwa razy, wymieszałem 5 kg cukru.
Japcok za słodki, będzie musiał się odstać.
Porobione.

Sekcja Specjalna

 

Francis Albert Sinatra & Antonio Carlos Jobim (1967)

najlepsza płyta
ich obu



poniedziałek, 1 grudnia 2014

Odcinek z pierwszym w sezonie



16 października, czwartek

Odcinek ze szkoleniem reaperowaniem

My drogi i Miłościwie Nam Panująca jeno na krótkiej analizie przedziałów i strzałek.

Michel Houellebecq — Mapa i terytorium (2011) zakończone. Miewało też słabsze momenty, ale świetna rozrywka.
Okropnie mi się podobało, a czytało sprawnie a z satysfakcją.
Zabieram się za nowe LnŚ. Tym razem nietypowo, zacząłem od wychwalonego Tomka.
Ciemnawo już na dworze. Z bagażem, więc bez spacerniaka.


87. Dartz — This Is My Ship Dancey Q and Not U type stuff. Reminds me of the more forgettable Million Dead (pre-Frank Turner) stuff. C+
(wiki: Indie rock/Math rock/Dance-punk; they toured with Get Cape Wear Cape Fly, c jakoś mi ich przybliża; duże możliwości instrumentalne, technika; za dużo disco, za mało romana, ale słucham z przyjemnością)
(13. Ulysses
Digital Only Bonus Track to już appleC mistrzostwo świata)
***
DARTZ! — The Sad History of the Village of Alnerique (2008) — bardziej naiwne, gorzej nagrane.
I wszystkie inne drobne płyty już nie to, zasadniczo im nowsze, tym gorsze, tak to jest, jak się komuś zamarzy kariera.
Fantastic Apparatus/Cold Holidays 10" (2007)
Once Twice, Again! (2007)
St. Petersburg (2006)
Split 10" (with Stapleton) 2006)
Split 7" (with The Maybes?) (2006)
Who Built the Buildings? EP (2005)
***
86. Ride Your Bike
Bad News From The Bar Sounds like a musical. C+
(nieprawda, brzmi jak indie-rock, problem jedynie w tym, że już pińset takich było, ale słucha się miło)
***
http://theshipyard.bandcamp.com/album/water-on-mars

wiem, że przemawia przez mnie sympatia (wspomnienia występowe), ale prócz fajnych piosenek uważam, że ten album został skompilowany z rozmysłem, a zespół ma własne brzmienie płytowe, energia koncertowa została zachowana, a jest studyjny wykop. W sumie wokal niedopracowany jak już, mógł mniej krzyczeć, więcej śpiewać i bardziej na przód w stylu pop.
Bardzo zadowolony.
***
102. Desoto Jones
The Troubleshooting Is Over Forgot this band existed. Pretty standard mid-2000s MySpace band from New Jersey. C
(no nie da się tego słuchać celowo)
***
The Dandelion War — Geometries and Orchids (2009)
"melted Explosions In The Sky, Radiohead and The Antlers’ Hospice together.[2] The Dandelion War has also been compared to Sigur Ros[3] and My Morning Jacket.[4]"
tyle w temacie = smęty
***
Wszystko poszło zgodnie z klasyką.
Nauczyliśmy się nowych rzeczy. Niektórych nigdy się nie nauczymy.
Jest i wino, jest i piwo, jest i sok.
Są gratulacje.
Jesteśmy umówieni, będziemy się umawiać.
Niektóre rzeczy brzmią dobrze, inne trzeba będzie poprawiać. Niektóre ręcznie.
Zasadniczo mogę być zadowolony (co szybko mija), inni nie będą (co nigdy nie mija).
Wracam na cyku do domu, w plecaku podzwaniają tanie bułki i szemrane kabanosiki. Ten sklep wygląda zupełnie inaczej w tygodniu po południu niż w weekend przed południem.
Obcinanie i zasypianie. Nawet udało się znaleźć strój sportowy.
Piosenkę kiedyś taką miałem.


17 października, piątek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca oglądaliśmy wieczorem... gazetę.

Zamułę dzisiaj mam. Od rana. Aczkolwiek fizycznie sprawnie.
No nie, mszy po francusku nie będę słuchał. (to ci ciekawostka)
Wychodzi słońce, widać kolory. Tak jakbym miał się martwić, jak rozplanować sobie dwie godziny po południu. Na spacer przecież, na spacer! Ale gdzie? Aaa, to tu pojawił się problem. Tyle opcji!
***
Thurston Moore — The Best Day (2014) — bardzo dobrze, że tego słucham:
http://www.npr.org/2014/10/12/354284493/first-listen-thurston-moore-the-best-day#playlist
Jak grają rocka, to też bym chciał coś takiego grać.
Normalnie bym nawet zakupił, ale mam inne priorytety. Ano zwłaszcza, że robiąc pokrętny (ale słuszny) deal będę słuchał Blonde Redhead.
***
Przedłużyłem sobie 6 gracza na rok. Ale ten czas leci.


— ja tu się męczę z drukowaniem, a ty sprawdziłeś w 5 minut
— no bywa
— jak ja go widzę, to on tylko w tych słuchawkach i klepie w klawiaturę, no tak, ale trzeba było się uczyć, a nie rzucać w szkołę kamieniami
***
Today Is The Day — Animal Mother (2014) — wciąż mam sentyment. Chociaż czasem w zwykłym metalu już zatraca się ta ich właściwość noise'owego gitarowego grania. Jakość nie porywa. Okładka świetna.
Chociaż zaczynam doceniać prymat stopy i mięciutkiego werbla nad blachami i resztą perkusji.

***
Alt-J — This Is All Yours (2014) — ale nuuuudy. Dzie jest Matylda ja się pytam.
***
Wymyślony dobry spacerniak przez Kowale i wąwóz.
Sport sprawnie fizycznie, mimo 4-miesięcznej przerwy.
Pakowanie na wro.
Do domu.
Spać.

 




czwartek, 27 listopada 2014

Odcinek z niespodziewaną dostawą



14 października, wtorek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca mamy nowy, wazowy, wystrój wnętrza.

Dorobek moich dwóch tygodni ciężkiej pracy:
Baby Bird (+ kawałek The Orb) — dawny i zupełnie już nieznany artysta, z przebojami, głos Bono, jeden numer z rave'owym "The End" czy innym "When the music over". Bardzo dobre, kto dziś o tym pamięta? (podobnie jak o POLAR). Złota kaseta maxell. Osłuchane niegdyś mocno.
***
Placebo — Black Market Music — to jednak już ścierwo jest. Przebój się trafił, ale wszystko takie naciągane. A wiem, że kiedyś mi się podobało. Ale to musiało tyczyć debiutu.
***
Fred Frith + Pan Kifared. Jedno męczące i słabe, drugie weselsze, a nawet zabawne. Nie wiem które było które. Ale jeden numer nawet znałem.
***
Raz, dwa, trzy — cztery — odfajkowane.


***
Varius Manx — Ego
muzyka straszna, słowa okropne, co najmniej zabawne wobec osobowości Kasi Stankiewicz, która nie powstrzymała się przed niedawnym emocjonalnym coming autem.
***
Lady Pank
Koncertowa już słychać, że Panasewicz przepił głos, nie wiem skąd wzięli metalową sekcję rytmiczną, ale polskie Police to już nie jest. Było minęło.
***
Drugi raz Freddie oraz Caballe
raz wystarczyło.
***
Proletariat
IV. Wiadomo, trochę wciórne i wstydliwe, ale muzycznie pozostał pewien swojski oldschool. Starali się. Hej naprzód marsz. I oni trochę poszli.
***
Rapeman
Two Nuns and a Pack Muee ciężko mi słuchać niektórych ostatnich rzeczy Shellac, a co dopiero tamten jazgot i ryczące soprany. Konwalie, ale nie wracajmy.
***
Pixies
Sufer Rosa & Come on Pilgrim szybko minęło, troszkę bolało. Wolimy miękkość Breeders.
***
Jimi Hendrix
Band of Gypsys & All the Hits na pamięć. Nie wiem, czy potrzebowałbym teraz w wersji winylowej, w końcu hippie mi minęło. Musiałbym przyjrzeć się poważniej "Electric Ladyland".
***
Dżem
Wehikuł czasu 1,2,4. nie wiem, gdzie 3. Sympatyczny ten koncert, kawałki wzruszające, tak jak nie cierpię Dżemu nie mogę ukryć, że znam te numery aż za dobrze. Trudno, co zrobić.
***
Ramones
Halfway to Sanity śmignęło, nawet nie zauważyłem. No ale zawsze wolałem Sex Pistols.
***
Dżem
Absolutely Live wychodzi na to, że nie pamiętam.
***
Dead Can Dance
czarna okładka, podpisał się Romanek w 1995. Muzycznie do strawienia, aczkolwiek zbyt po całości pojechali tym dulcymerem.
***
Ministry
KEAgamaHXzeta (?) znane, lubiane, nawet wciąż nowoczesne, jak na dzisiejsze czasy. Ba, "przeboje" dwa z tego były.
***
Pearl Jam
Vs + Yield gdzieś się nawet szwendały oryginalne kasety. Niestety zbyt dobrze znam, ale teraz, kiedy lubię rocka, czasem się przydaje.
***
Michał Żebrowski
Lubię, kiedy kobieta cóż za kuriozum.
***
Pink Floyd
Atom Heart Mother kiedyś podjarka, dzisiaj zbyt wydumane. Chyba jednak najbardziej lubię okładkę.
***
King Crimson
In the Wake of Poseidon już druga taka, jedna zostaje.
***
Cat Stevens
Greatest Hits bardzo milusie, zupełnie niewspółczesne.
***
Rodan & Big'N
szacowne. Nawet przez chwilę wahałem się z tym Rodanem, ale to tylko ten jeden numer. Stawiam na Hoover.
***
Metallica
Metallica niestety też znam.
***
Queen
Innuendo druga kaseta = podwójne nieszczęście.
***
Roger Waters
Amused to Death (part 1) nie dał pograć, bo się mie/mulił.
***
Lady Pank
Łowcy głów to dlatego kiedyś byli porządni pisarze tekstów = fachowcy. A tak... "pada deszcz".
***
Dżem
The singles właśnie to, single im wychodziły, płyty nie do końca.
***
o.n.a.
modlishka no nie wiem, co powiedzieć. Albo sięgnąć do lokalnych historii, że to "obok nas" wyłowili diament z sali prób albo rzec, że dzisiejsza pogoń za wizualnością jest czasem słuszna.
***
Wybrałem się na krótkie spodnie, a tu pada. Ale rano 14 stopni.
Trochę odżyłem w końcu. To pewnie ta pomocna dłoń.
***
James Horner
Star Trek 2 The Wrath of Khan (1982) — miło mnie rozczarowało, takie space-sf w muzyce + jeden dobry temat. Dobrze się tego słucha.
***
158. Again For The Win
Bonus Deluxe Version Pop punk with a piano. Sounds like a mess. D-
(a wyjątkowo taki spokojny roczek się przyda na dzisiaj)
***
132. Sounds Like Violence
With Blood On My Hands Already tired of this band’s dancey thing. C-
(a mnie z tym bardzo sympatycznie, taki "nowoczesny garaż" to jest, bardzo do słuchania, popowa energia)(I bardzo podobają mi się brzmienia, jakie stworzyli)(a bo to z 2007 roku jest)
***
I ten deszcz mi popsuł trochę atmosfer, ciut zmokłem, ale kolory piękne. Ta komunikacja na Stogi straszna.
I, co nie zdarza mi się w ogóle, przegadałem 1,5 godziny. Nawet nie przerzucałem makulatury. Spodnie będą skracane. I przyszedł graal. (a ja tę igłę mam do poprawki!).
Co więcej: nie jest czarny, ale plamisty. Szał, szał.
***
Aż zawiozłem do domu i pokazałem. A tam dziki pod lampą se szamały.
Nie mogłem sobie przypomnieć tej zupy na zakwasie i pakujemy żarówki na jutro. Tamci uratowali remis na 2-2, więc nie będzie euforii w narodzie.

Pau Gasol — preseason, a w tle Psze Państwa! (i nie rodzynek)

15 października, środa

Odcinek z deszczową próbą

My drogi i Miłościwie Nam Panująca kolacją i watachą.

Ładnie i uroczyście dzisiaj nad jesiennym stawem/parkiem. Rześko. Jasno. Świeżo.
Książkę kończę sobie powoli i ze smakiem.
***
115. Clair De Lune
Assisted Living Slightly less clowny, but still pretty clowny. C
(nic ciekawego)
***
67. Track A Tiger
We Moved Like Ghosts I like this a lot more than the other one I reviewed. The strings and drums back the vocals nicely. B-
(Low, Yo La Tengo and Iron & Wine = podobne, i bardzo dobrze)
***
Acha, tymczasem trafił się cymesik, więc chciałem się przypodobać Wojtowi (igła igła), zatem będzie i "Adore" i "Fake Can Be Just As Good". Dobry zakup. Czekam na potwierdzenie.
***
Przez chwilę nie, ale chyba już się rozpoczęła pora roku, w której przez pół roku pada.
***
Afera żarówkowa, przerzucanie się trzema kasetami. Postępów oczywiście nie robimy.
"Miał raka wszystkiego".
Za to są nosidełka i zabawki — znakomicie.
Późny wieczór na przepakowaniu się zupełnie rozszedł.