poniedziałek, 10 czerwca 2013

Odcinek z meczem



3 czerwca, poniedziałek

Odcinek z historią o wstawaniu nocnym oraz ze wstawaniem nocnym

My drogi i Miłościwie Nam Panująca na króciutko wesolutko między jednym a drugim spaniem.

Chyba ciepło, biedra, maślanka, Pessoa, zdanżam. Tomek przetłumaczył fragmenty, a mnie się dzisiaj lepiej czyta te wierszydła. Bo nie treść mnie interesuje, a bardziej bardziej jego heteronimiczność i ta cała story.
Dzisiaj game 7 — zaczyna mnie to kręcić.

Jazda, spanie w ciągu dnia (który to już raz?), poszedłem, zagrałem, napiliśmy się na schodach, Wojt mnie rozluzował (nocne pyrkanie — nocne wstawanie). Było zabawnie i to wszystko już wiesz, bom zrelacjonował z dokładnością co do. Zatem po zumbie i przytulanka do prawej krawędzi. (wciąż nieprzyzwyczajeni).

==============================
4 czerwca, wtorek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca trochę tu i trochę tam, wciąż niewiele.

Niezwykły poranek po emocjonującej nocy. Git, mimo że szaro.
Ponadrabiałem drobiazgi i popielęgnowałem swoje rozkręcenie z game nr 7.
I ten wielki stres związany z opuszczonym od lutego doktorem, to on mnie pewnie trzymał w trzeźwości ponocnej (stres, nie doktor). Ale upiekło się. Uff.
Zatem zimno po wyjściu, nowy rożek, Stogi, zdjęcia, pocztówka doszła, likier kokosowy, ubieram się w długie spodnie, wracam idę spać, bo te dwa dni mnie wykończyły. (miała być próba, ale przesunięcie na piątek).



piątek, 7 czerwca 2013

Zwiedzanie w Milanie, dzień 6




17 maja, piątek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca poświęciliśmy część myśli sformułowaniu: DYSTRYBUCJA JELENI WE WŁOSZECH.

Rano chorzy, wieczorem zmęczeni. Mediolan (albo mieszkanie) dają nam się we znaki. GOMORRA, Roberto Saviano (2006) jest bardziej przerażająca niż film, który nie był pogodną rozrywką. Wstajesz godzinę później niż zazwyczaj (10), choć i tak nie przychodzi to łatwo.

Chore gardło, mi przynajmniej mija po jedzeniu, piciu i czynnościach związanych ze zwiedzaniem. Jednak wybieramy się na miasto. Muzeum Historii Naturalnej. Wcześniej zahaczamy, gdzie za cenę 6E są tabletki do ssania — miętowe (nie trzeba myć zębów).

Wychodzi słońce, zaczyna się robić ciepło (foto parczne). Hurra. Wchodzimy, zostawiamy plecak i idziemy do kamieni i kryształów. Okazało się, że muzeum jest duże i jest dużo zwiedzania. Za dużo! Kamienie niektóre śliczne, ładne kolory, kształty. Takich jeszcze widzieliśmy.

Sala dotycząca początków człowieka: homo erectus obok czy przed?
Coś wielkiego: szkielety dinozaurów.
Sporo fosilów, skamieniałych skamielin, szkieletów pre-zwierząt.
Motyle, robale i inne żuki w gablotach — ale to akurat już widzeliśmy.
Następnie przeszliśmy do wypychanych zwierząt, ptaków (czy to zwierzęta?) i innych z podziałką na kontynenty, patrz: okapi, łoś, żubr.

Rym zwierzęcy:

Łoś,
to jest ktoś.


Do tego wizualizacja środowisk, modele 3D, niektóre z nich bardzo udane. Dużo tego dużo. Potem jeszcze zwierzęta Włoch, a nawet okolic Mediolanu. Bardzo takie same jak nasze.

Odpoczywamy na ławce, jemy kanapkę, opalam stopy, nie będzie przesiadki w metrze.

Pytanie na piątek: jak powstaje RICOTTA?

Kupujemy bilety 10-przejazdowe, zahaczamy o C (sałata, prosciutto, ricotta fresca, piwo, pierś z kurczaka, lody), które zostawiamy w domu i idziemy na spacer po dzielni. Nic specjalnego, ale wszędzie pizzerie/bary/kaffeterie oraz pralnie.

Sklep UPIM (miau) ma słabe ciuchy, ale kilka produktów użytku domowego git. Będzie na zakupy przed wyjazdem. A w kiosku to mają DVD (podwójne) 007 z Rogerem Moorem!

Na kolację ryż z kurczakiem w sosie z karczochów. Wszystko zrobiło nam się bardzo dobrze. Oraz wino oraz programy kulinarne (mimo że mięso nie chciało mi się pokroić). Odpoczywamy.




czwartek, 6 czerwca 2013

Odcinek z dniem dziecka



1 czerwca, sobota

My drogi i Miłościwie Nam Panująca robimy pracę w domu, ale bez negatywnych skutków.

Wstaję raniej, robię, więc mam wcześniej zrobione w łerdzie. Nawet wysłałem potem. I dostałem esa na dzień dziecka. Prezenty przemyślane, wykonane. Zabrałem się za EPkę i osiągnąłem spektakularne zadowolenie z szybkości i efektów pewnej pracy, jaką wykonałem. Trochę dobrych brzmień, trochę dawno nie odczuwanej z tego powodu satysfakcji. Miło.
A ja zrobiłem frytki i były pyszne.
Potem były zakupy — z tych dużych — i z okazji dnia dziecka lody o smaku pasty do zębów (mojito czyli). A na deser zestaw odcinków z siostrą J.
Bo wcześniej jeszcze współpracowałem z małym fryzjerem 4. Tym razem szybciutko, ale bardzo produktywnie i dobry wygląd (trochę strach, U!).

==============================
2 czerwca, niedziela

Odcinek z plackami ziemniaczanymi

My drogi i Miłościwie Nam Panująca spędzamy zupełnie leniwą niedzielę. Nawet z radiem. I pyszności i atrakcyjny las ponadtoż.

Znowu wstaję i sprawdzam, czy mój kręgosłup wstał ze mną. To była niby 9:30, a Tobie, mimo otwartych drzwi, zeszło do 11. Taka jajecznica! (pieczarki).
Prasówka, ja werbel i stopa, po kawie, z okazji ciepłego dnia (to chyba już piąty w tym roku, na termometrze w cieniu 23 stopnie) idziemy zobaczyć stary wał kolei, zanim położą nowy. Skrzyżowanie Potokowa, kawałeczek w górę, most nr 1 i most nr 2, kawałek  żółtym szlakiem, Migowo Dolne, Brętowo, Matemblewo, Dolina Strzyży, staaaara znana ściecha, dwie górki i do domu. Przy spacerze o wakacjach. Oraz zoo.
A ja zrobiłem placki ziemniaczane i były pyszne.
Kontynuujemy pisanie drugiego pliku tekstowego (taki przykaz). Się człowiek ponaopisuje.
A Miami nie do końca daje radę. Znowu. 3-3. Będą nerwy. Cavs powraca. LeBron sam przeciw wszystkim.

Chelsea Light Moving (2013) — słucham troszkę naokrętkę, bo nowe. Co z tego, że jest jakie jest. Należy się cieszyć, że człowiek w tym wieku nie robi wstydliwie żenujących rzeczy, a tylko się przyzwoicie powtarza.
Album o Rzymie jest przewspaniały. I chyba ma wszystko co trza, nawet język włoski.
I kości na cztery.


środa, 5 czerwca 2013

Zwiedzanie w Milanie, dzień 5



16 maja, czwartek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca kontra extra znany fresk, na którego wszystkie terminy były już zarezerwowane, więc nie było go w planach. Wygrywamy 1-0.

Nietypową pobudkę miałem ok. 8:20. To przez te auta jeżdżące w deszczu. Wraz ze zmianą pogody zmienia się nastrój. Miami-Chicago 4-1, Memphis-Oklahoma również, czyli skończyło się na pierwszych zwycięstwach. O ile w pierwszym przypadku była to chwilowa niespodzianka, to w drugim konieczne będą zmiany. Oczywiście o tych wynikach dowiaduję się wieczorem, bo rano ich nie ma na telegazecie, rano były włoskie stare filmy.
 
Po śniadaniu zaczęliśmy się długo zbierać, wyszło ok. 12. Pada, ale jedziemy do Castello Sforzesco. Tego od Bony. Jedna przesiadka, nowy dworzec, sporo ludzi, duży ruch, trafiamy. Duży zamek. Obniżka 26 na bilet 3-dniowy działa (7 i 3,5E). Zwiedzamy średniowieczne resztki, niedokończonego Michała Anioła i nagle zamknięta pinakoteka. Łeee. Spacerujemy w deszczu, ciężko cokolwiek znaleźć, rozmieszczenie "atrakcji" w tym nieco innym Malborku nie jest intuicyjne. Wreszcie: Egipcjanie i mumie, silografie. Po szczęśliwym uwolnieniu plecaka ze skrytki bagażowej jemy kanapkę i wtedy dostrzegamy schody. A tam: instrumenty muzyczne, ceramika, sztuka użytkowa, znaczy się widelce. Powolne spacerowanie po tym obszarze wykończyło nasze stopy. Acha, ważne tapiserie tam były. I sala z listowiem Leonarda. Oraz obraz, którym się zachwycił.

 

Ale po 16:30 ożyliśmy na dworze, tym bardziej, że przestało padać. Jest niedaleko, więc idziemy do Santa Maria delle Grazie. (no, a z tego wszystkiego wyszło, że nie ma jego foto). Po chwili dyskusji zapytujemy o bilety, są dwa na 18:45 za 13E. Bierzemy. Szwendamy się po naprawdę ładnej i ekskluzywnej dzielnicy, dwa razy się zgubiłem.
 
Trafiony, zaliczony, oglądamy. To chyba nie ten obraz (fresk), który widziałem ok. 1997 roku. Ale spoko, ładny. Wizyty limitowane czasowo. Ile zostało z oryginału?
 
Zmęczeni do domu. Zakupy w simple, bez sałaty, bo nie znaleźliśmy wagi. Ale piwo tak. W domu spaghetti z grzybowym sosem, dobre to było, ale mało i nadrobiliśmy nowymi ciastkami.
Na szczęście na innym kanale była powtórka TEGO programu kuchennego (http://www.la7.it/imenudibenedetta/index.html). Ważny element wieczoru. Chyba pora znowu coś przekąsić.

 
 
 
 
 


ps. 900 — gratulacje! My się mamy dobrze, jeże śniadają z kotkami, a Wy?



wtorek, 4 czerwca 2013

Odcinek zaprzeszły


a w lidlu rzucili nowe rożki

29 maja, środa

Odcinek z próbą zespołu, a w lidlu rzucili nowe rożki

My drogi i Miłościwie Nam Panująca rozpoczęliśmy pierwszy weekend w tym tygodniu.

A Miami nie do końca daje radę. 2-2. Sprawiłaś się (brawo) i doprowadziłaś i odprowadziłaś auto do szczęśliwego przeglądu. No.
Tutaj osiągam mini sukcesy kosztem robienia cicho sza.
Mieliśmy próbę z pogadankami — bo dawnośmy się nie widzieli. No i mamy już rozpiskę do po wakacjach.
Na dobranoc była siostra J.

==============================
30 maja, czwartek

Odcinek z punktowaniem albo z zupkami błyskawicznymi

My drogi i Miłościwie Nam Panująca mieliśmy dzień nieszczęść z wylewającymi się płynami.

Pobudka i jajecznica (z tych dobrych).
Smarowanie, balsamowanie. Nogi teraz to mają być codziennie, bo się "popsuły".
Będzie dużo gabartytów do prania, a potem do prasowania.
Tramwajem na wro.
Gril, dużo jedzenia i dużo piwa.
Mieszkanie na Morenie z widokiem.
Poważne sprawy — ściąganie zaległych odcinków.
Big bang i lecimy spać.

==============================
31 maja, piątek

Odcinek z kolejnym początkiem weekendu. I to nawet z niespodziewanie dobrą pogodą.

My drogi i Miłościwie Nam Panująca znowu zmieniamy miejsce i łóżko spania — kolejna premiera.

Pessoa, ciepło, Miami-Indiana 3-2, tego już nie obejrzę, robię, wiem, co mam robić — git.
To już drugi początek weekendu w tym tygodniu.
W Osso znowu się obłowiłem (Orson, Lubiewo, Historia architektury).
Na kosza już za późno, poza tym nie mam gardła, więc lepiej nie ryzykować.
Zapiski, a na kino piątkowe mamy Le Szyfra i duńskie "Polowanie", o którym przeczytałem chwilkę na Quentinie. Trochę straszne, ale skończyło się nie tak strasznie — dało radę po tym spać.
Jagten (2012)


poniedziałek, 3 czerwca 2013

Zwiedzanie w Milanie, dzień 4



15 maja, środa

My drogi i Miłościwie Nam Panująca zwiedzamy podczas dnia siąpiącego, a on się nazywa Ugly house (Ca Brutta, Muzio Giuseppe)

Wszystko jak w zegarku (pobudka), chorujemy sobie powolutku (pokasłujemy, budzimy się z kluchą w gardle, wymagamy odkrztuszania). Sos grzybowy bardzo ok, kanapki zrobione (i tak ich nie zjedliśmy), jedna (prosto z Polski) poszła do wyrzucenia.

Mediolan dzisiaj chmurny, a potem nawet nam objawił prawdziwy deszcz. Ciut zmokliśmy.
Tym razem metrem do Stazione Centrale. Budynek imponujący wielkością i monumetalizmem. Szukamy informacji kolejowej, nie oglądamy kapliczki, spieramy się co do punktu informacji. W końcu znajdujemy automaty samoobsługowe (wyraz samoobsługowe to wyraz dnia) (nie pamiętam dlaczego), gdzie okazuje się, że pociągi do Vigevano odjeżdżają co godzinę i bilet kosztuje 3,50E. Będzie dobrze.

Długo piechotą, niecałą godzinę, znaleźliśmy 3 self-bary, w miarę pełne luda. Plan się zarysował.
 
Okolice Muzeum Bagatti Valsecchi bardzo eleganckie. W środę wstęp 4E. Rezydencja bogacka umeblowana w drogie i cenne sprzęty nawet z okresu średniowiecza. Pokoje codziennego użytku + historia z telewizorem. Kobiecina, która nas śledziła i chrząkała.
 
Ogólnie dobre wrażenie, ale zbyt krótko to trwało. Potem idziemy zjeść późny lancz, ale było już pusto i przestraszyli nas niezrozumieniem, więc w tej stresującej sytuacji wzięliśmy zimny kuskus, ryba w karczochach, do tego sałata  droga bułka i wyszło 13,80E.
 
Przez park (ten park) idziemy do Duomo i zaczęło już ostro padać. W okolicach sklepów (tych od Emanuela) można iść pod kolumnami. Znajdujemy duże kino, a tam był szczęśliwy poniedziałek 13 maja. Może będzie jeszcze jeden. (był, ale film dla dzieciuków, za 2,5E).
 
Zwiedzamy katedrę całkiem porządnie, ale sporo niedostępnego (np. obejście ołtarza). Jest całkiem urocza (z Notre D. w P. nie mam takiego wrażenia), ale niewiele w niej z pierwszego sortu (takich jak obdarty ze skóry).
 
Po tym deszczu i katedrze nieco zmarznięci wracamy do domu wcześniej niż zazwyczaj. Kawa, herbata, dopiero na kolację (20:30) robimy zapiekankę (ryż/mielone/ser/cukinia/pomidor) i wyszło extra.
Przez to, że oglądamy te programy o kuchni.
 
Teraz, kiedy jest akurat finał Ligi Europy (Benfica-Chelsea) pojawił się film "Ghost writer". ("Nie pojmuję, obejrzałam cały film, którego nie znam, w języku, którego nie znam, nie wiem, o co w nich chodziło, a obejrzałam go całego"). Kaszlesz coraz bardziej, choroba się rozwija.

nasz ugly house
dworzec space ship
 
 
 
 
 

tera foto obce (+ jedno na czole)

 
 
 



piątek, 31 maja 2013

Zwiedzanie w Milanie, dzień 3



14 maja, wtorek

Zdjęcie z łoża śmierci.
 
Regularna pobudka, regularne wstawanie, nieregularne śniadanie -> jajecznica po włosku (kiełbaska, cukinia), kanapki, wino mieszane i w drogę.
 
Stacja Duomo, Via Torino, lekkie zgubienie, ale okrążywszy budynek, znajdujemy wejście do PINACOTECA AMBROSIANA.

Szału tam nie było, a na pewno nie za te pieniądze (15E), zwłaszcza że obraz Leonarda wywieźli do Japoni. Luini całkiem ok, Tycjan bez rewelacji (jak zwykle), BOTICELLI (odnowiony) śliczny i kolorowy, wielojęzyczne biblie w nieistniejących językach fantastycznie ozdobione i obmalowane. Ghirladiao do wyróżnienia. NAZWISKA: Bramantino, Bassano, Paul Brill oraz Jan Brueghl.
Caravaggio (martwa natura) całkiem wyjątkowo, podobnie jak karton Rafaella. Guido Reni bardzo słabo, ale pałac oryginalny i niektóre sale (kolumny, mozaiki) mogły stanowić cel sam w sobie. (Finał -> biblioteka). Martwa natura z instrumentami muzycznymi nieciekawa, podobnie jak Tiepolo. Rzeźba Canovy. Końcówka rozczarowująca, bo szykowałem się na XIX wiek i owszem Hayez, dzieci (Twój obraz)
 
EMILIO LONGONI, Chiusi Fuori di Scuola:


oraz odrobinę resztek Chagalla, ale to już było wszystko. Rysunki Leonarda, jeden Chrystus i do domu.
Czyli do ogrodu Parco delle Basiliche, gdzie odpoczęliśmy na trawie z widokiem na bazylikę. Kolumnada wcześniej i później, wygodny wypoczyn.


Poszliśmy zobaczyć resztki rzymskiego amfiteatru, naprawdę resztki, Corso Genova, mały staw z gigantycznymi karpiami i sumem, obok niewielkiego publicznego basenu. Kanał Darsena musieliśmy obejść przez Porta Ticinese. Hala targowa + kiosk z rybami.


Następnie kanał Naviglio Pavese, lody z lodziarni (2 x 2,30E — orzech laskowy, kokos, miętowe z czekoladą), idziemy, jest trochę zbyt miejsko, czujemy się nie do końca zmęczeni, ale to już niedługo. Lidl za 800 m i to nas wymęczyło, narobiliśmy już tego dnia kilometrów. I nie ma cydru. Zatem zakupy zastępcze: 1 kg chleba i powrót autobusem 95. Na szczęście jest zaraz (bo jeździ raz na godzinę).
Jazda ok. 20 min, "zwiedzamy" normalne dzielnice.
Jemy makaron z mięsem mielonym i sosem pom. Zmęczeni oglądamy kanały o gotowaniu (jak wczoraj). Lidlowy radler jest baaardzo słaby. Kanały o gotowaniu staną się naszym chlebem wieczornym. Benadetta zamiast radio Nova.