sobota, 2 grudnia 2017

Army of Shadows (1969)



nowo poznany Lino Ventura, Simone Signoret oraz fr ruch oporu (to mnie najbardziej gryzło = wygodne okoliczności) (oki, rozumiem, to szyszki), Melville, przepiękne lokalizacje oraz końcowe zaskoczenie (wcześniej się nie zorientowałem, kto jest szefem = ta czapka mnie zmyliła)
bohaterów tragicznych już się naoglądałem w polskim kinie z okresu



Orions belte (1985)



Norwedzy! (miło słyszeć ten język) jest niejaki zaczyn pod przygodówkę, bohaterowie robią za sympatycznych, często pijanych abnegatów (ogólnie swojszczyzna pracujących)
od kiedy spotkali ruskich szpiegów zaczyna się sensacyjna akcja z ucieczką i strzelaniną, a następnie jest film survivalowy



piątek, 1 grudnia 2017

Lotosblüten für Miss Quon (1967)



egzotyczna lokalizacja (pojedyncza) oraz egzotycznie wyglądający (wręcz demonicznie) antagonista, w tym wypadku przedstawiciel "prawa", poznałem jeszcze jednego aktora (ten łysy, z wąsem); aferka z diamentami znalezionymi w ścianie, odrobinę scen akcji, właściwie wyszedł z tego krótkotrwały melodramat (słaby), który machnąłem niemal w dwa dni



Lisa e il diavolo (1973)



wyraźny znak, że i Sylva Koscina i Elke Sommer, kiedy już niemłode, tracą swój urok, szczególnie przy nieumiejętności gry aktorskiej, acz cycki, które było nawet widać, wciąż atrakcyjne (zakładam, że tylko to ma dla mnie znaczenie)
sam film = horrorystyczno-mistyczny = w ogóle mi to nie leży
acha, Kojak z nieodłącznym lizakiem jest ok



The Brothers Grimsby (2016)



aż płakałem ze śmiechu, bo ta głupia komedia, profesjonalnie zrobiona, śmieszna chwilami była, wszystkie chwyty wobec widza zastosowane, skatologiczny humor, ale zadowoleni OBOJE (!) byliśmy



Les Aventuriers (1967)



Alain Delon, Lino Ventura (którego właśnie poznaję w "Army os Shadows"), Joanna Shimkus jako energiczna artystka
zaczęło się jak film przygodowy z zapowiadającym się romansem, ciekawym trójkątem bohaterów i niezwykle młodzieńczo męskim Alain w kurtce lotniczej z kożuszkiem = klasa i obiekt westchnień
brak pewnego realizmu (taki jacht?!) sugeruje mi, że film jest jakby pochwałą życia, szczególnie w wydaniu wolnych zawodów, druga część filmu klasyczna katastroficzna przygodówka, sceny podwodne, zarośnięty Delon wygląda niezwykle i wciąż lepiej niż Ethan Hawke



nigdy nie wyglądał tak dobrze



mi nawet szkoda, jak wyrzucam zepsutą skarpetkę, więc tym bardziej przykro
bądź zdrów!