środa, 18 marca 2015

Odcinek z fiku miku



My drogi i Miłościwie Nam Panująca zbieramy rozmaitości wszem.

Na przykład takie poranne, kiedy jeszcze świt wstawał (teraz już jest wstanięty).
Na przykład Budapeszt w Tinker Tailor Soldier Spy (2011) wygląda jak stary Gdańsk


Benedict już był.
Tymczasem w lesie też jest wiosna


podejrzanie wyglądający Cold War Kids, mój zespół jednego albumu


chociaż teraz leci często stary/nowy post-rock


i taki malutki fajniutki guzicek, którego nie mozna ominąć pse pani: Casanova 70 (1965)


no i w fotoszopie mogę "malować" obrazy olejną, tylko musiałbym potem fakturę i sygnaturę, prześcieradło na blejtramie też by się przydało, ale proszę ile oszczędności czasu i pieniędzy






a tymczasem na działce:


 
 



wtorek, 17 marca 2015

Jan Potocki, Rękopisy



Literatura na Świecie
nr 11-12/2014 (520-521)

Jan Potocki, Rękopisy

Bywało zabawnie (Pisma polityczne), bywało zwykle (Korespondencja), przypominał się film (Rękopis znaleziony w Saragossie [wersja 1804]), Tomka świetne podsumowanie sylwetki politycznej (Hrabia, polityka, egzystencja), Słowo o przekładzie Rękopisu Potockiego okazało się o wiele ciekawsze od jego samego (Chojecki!), a potem już były same przysmaki (Queneau na tle) i ciekawostki (Gra w kolory) i fanfary (Laudacja Przewodniczącego Jury).

http://www.literaturanaswiecie.art.pl/archiwum.htm?ID5=461&ID=oferta

to mnie interesuje:

a to chwilowo nie działa:




poniedziałek, 16 marca 2015

Odcinek z NBA (styczeń 2015 dwa) (bo upuściłem folder)


trochę kolorowych zdjęć będzie
pan 55
już nie taki gorący duet
to nie jest najgłupszy koszykarz, tylko musi grać GDZIEŚ
a Love miał być w GSW
ten po lewej to Niemiec
Atlanta!
Atlanta! Atlanta! takie czasy — najlepszy band wschodu
takie sobie Bulls, ostatki, zwłaszcza po kolejnym Rose'sie
chyba nie wypaliło
Dirk passes Moses Malone
Greg Monroe — odejdzie?
jednak Atlanta
Jordan Farmar = out LAC
Klay splash 52
...miami...
new CAVS
Spurs-Gortat

ps. oryginalnie było "trochę kolorowego śmiecia będzie", ale okazało się, że to niepolityczne przecież, naiwnie nawet nie zauważyłem



sobota, 14 marca 2015

Dr. Goldfoot and the Bikini Machine (1965)



który imponuje tytułem, niestety jest w formie komedii slapstickowej, która mnie specjalnie nie bawi (chociaż scena z szufladami, hi hi). To z założenia było totalnie głupie, chociaż celowe. Miało swoje momenty dobrze rozpisane, ALE to nie ma nic wspólnego z filmami szpiegowskimi, prócz wykorzystania typowych bohaterów i schematów. Film prócz tego parodiuje kilka innych pozycji filmowych stąd Igor i stąd Vincent Price (można się zdziwić bo się człowieka zna nie wiedząc skąd) do tego klasyka z zamkiem i średniowieczną salą tortur (widziałem ten oryginał na poważnie). Zatem film w stylu Mela Brooksa i innych strasznych filmów, tym razem mnie nie bawiło. Druga część jest na dvd, będzie milej oglądać.






piątek, 13 marca 2015

poniedziałek



bez oszukiwania, może onegdaj szału nie było, teraz te zmiany są minimalne, już wcześniej mogłem wpisywać: "patrz: poniedziałki", obecnie można zostać przy zmieniających się datach, bo niekoniecznie porach roku (skoro są dwie)

[1]

odrzuciwszy spanie (sny może jeszcze spisywałem w młodości), wydalanie, jedzenie (chociaż jedzenie jest fajne), tyrkę (takie w koło Macieju) poniedziałek zaczynał się stresem pączkującym w niedzielę wieczorem, który trzeba zalewać sfermentowanymi napojami (nie wiem, czy na młodzież szkolną też tak działa)
ale, w te późniejsze miałem zajęcia muzyczne z kolegami, przyjaciółmi, do których (tych zajęć) chodziłem przez las i przestraszałem się dzików, o ile nie zdyszałem i nie spociłem się całkiem (bez sensu), włażąc na górę, bo z reguły się spieszyłem (niepotrzebnie)
poszukiwanie alternatywnych ścieżek w niepoznanym lesie z reguły prowadziło mnie na manowce = zdyszałem i spociłem się całkiem jeszcze bardziej
czasem musiałem dźwigać ciężki sprzęt (gitara/laps/statywy/mikrofony)
efekty naszych działań nie są spektakularne (z biznesowego punktu widzenia kompletna strata czasu), ale Endriu zna się na swojej robocie, ładnie wyciąga soprany (choć nie powiem, żebym je stamtąd zabierał)
czasem byłem po szybkiej kawie, czasem po szybkim jedzeniu
ze dwa razy się zdarzyło, że szedłem od razu po tyrce, więc miałem okazję zaliczyć sklepowisko albo jakiś park, jeden taki pamiętam przed Marsylią, na zboczu górki, we wczesno jesiennej trawie, przy nieco rozproszonym ciepłym świetle, a może to w ogóle nie było w poniedziałek
no i pizza z tele, poniedziałkowa za 5/6 zeta, mała, ale się zdarzyła, parzy w podniebienie
zatem trenowaliśmy sobie z mniejszym lub większym zacięciem, piliśmy z Wojtem piwo, by potem (niekoniecznie latem) (choć wtedy lepiej), powędrować na schody i spędzić dodatkowy czas konieczny, życie takie poruszaliśmy, czasem odprowadzał mnie brzozową aleją (późno, oj późno), ona po ciemku nie stanowi dla mnie niespodzianki (chociaż korzenie potrafią zaatakować), ciemnica albo księżyc świeci jak żarówka o takiej mocy, jakiej nie mamy w domu, to było wspaniałe rozpoczęcie tygodnia

[2]
zdjęcie trza se zmiksować, moje jest na komórze nie do wyciągnienia



czwartek, 12 marca 2015

Strange Dreams / Harvesters



Alex Calder — Strange Dreams // Lavender Vinyl
a nawet bym postawił obok Deerhunter (choć mniej rockowe)
coraz bardziej wsiąkam
8/10



Pieter Bruegel the Elder — The Harvesters (1565)
(https://www.google.com/culturalinstitute/u/0/asset-viewer/the-harvesters/PAH1oMZ5dGBkxg?hl=en)

ja wciąż o tym samym