piątek, 14 listopada 2014

Odcinek z zakańczaniem



Co źle zapisałem i czego już nie znajdę. Varia-cje takie, post.

Lombardia 1829-1926 (niezły album)

Domenico Pesenti, Covo della chiesa di Santa Maria Novella in Firenze, 1891
(Choir of Santa Maria Novella Basilica in Florence, by Domenico Pesenti 1843-1918)
L'ambasciata della ferrovia Mantova Monselice
Il ponte di diga Masetti
Antonio Mancini
Angelo Dall'Oca Bianca
Leonardo Bazzaro
Giovanni Segantini
Vincenzo Irolli, In giardino, 1920
Gulio Aristide Sartorio, In viva el mare, 1926
Alberto Bononi
Pier Focardi
Vittorio Matteo Correos
Luigi Nono
Carlo Zanon
Tranquillo Cremona
Gaetano Previati
Pompeo Mariani, S.M. Umberto I
==============================
Francesco Albotto, Grand Canale
Miechele Marieschi, Grand Canale 7 del Carbon
Luca Carlevarijs, Palazzo Ducale di Milano
Luca Carlevarijs, reduta di Verona
Francesco Guardi, Piazza San Marco
Canaletto, Caprichio con chiesa gotica
Wilhelm Bernatzik, Ingreso al paradiso
Ferdinand Kruis, Sala a neuer market
==============================
Gustav Klimt, La sala dell,antico Burgtheater di Vienna
Adolf Bohm, Paesaggio con prato in pendio ed erta parete racciosa
Anton Romako, L'imperatrice Elisabeth
Otto Wagner, beretto del manifeso...Karlsplatz 1898
Anton Romako, Signora e signore nel salotto, 1887
Carl Moll, Prima calezione, 1903
Wilhelm Gause, Bollo municipale, 1904
Otto Wagner, Progetto per la chiesa di Steinhof, 1906
Otto Wagner, Progetto per il concorso per il Postparkasse, 1906
Ferdinand Hodler, Il giorno, 1889
Alfred Hegel, Ritrato di Karl Kraus, 1899
Alfred Roller, Scenole la notte, 1901
Koloman Moser, Gesang, Liebe, Musik, Tanz, 1895
Max Oppenheimer, Ritrato di Thomass Mann, 1926
John White Alexander, Isabel e il raso do basilico, 1897
Arnold Schonberg

Anton Romako, L'imperatrice Elisabeth

Ferdinand Hodler, Il giorno, 1889

Gerstl, Richard — Arnold Schoenberg Seated (1906)

Gustav Klimt, La sala dell,antico Burgtheater di Vienna

Max Oppenheimer, Ritrato di Thomass Mann, 1926



czwartek, 13 listopada 2014

Odcinek z 3D



21 września, niedziela

Odcinek z zapomnianymi imieninami

My drogi i Miłościwie Nam Panująca zaczęliśmy od pikniku śniadaniowego.

A potem wiele innych atrakcji.
I nawet popodcinałem werbel w miksie. Był taki czas.
Bardzo obfite śniadanie na pikniku (o cenach nie wspomnę): tarta, 2 x zupa, pierogi, kawa.
Sopot wciąż załadowany autami.
Wystawy obie zaliczyliśmy w 1,5 godziny. W sam raz. I obie niezłe.
Teodor Axentowicz — Ormianin polski
Iwan Ajwazowski —  Czas i wieczność
Mi chyba nawet druga bardziej, przez ten obrazek w stylu niderlandzkim, który też chciała ukraść jedna babcia.
Po powrocie te kurczaki (skrzydełka/pałki/ziemniaki) piekły się chyba ze 3 ha i na nic. Ale pysznie przyprawiłem. W tym czasie posadziłaś krokusy.
A róży krzak poszedł na balkon — do przeczytania.
Była sesja z olejem lnianym, zrobiło się ciemno, oni zaczęli grać i my też.
Te instrukcje do gier to zawsze wyzwanie.
W sumie to zginęliśmy na tym K2.
I zapomnieliśmy o meczu, a oni zostali mistrzami świata w siatkówce.
To jest sukces.
I bardzo późno do snu (przez te stracone płucka).


22 września, poniedziałek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca spędziliśmy wieczór w poczekalni.

Chłodnawo, ciężkie wstawanie.
I uwaga, zaskoczenie:
Closterkeller — Cyan (1996) — ze 3 dobre numery tam są, jest melodia, jest heavy-rock, raz wyczułem Black Sabbath. Zaskakująco do słuchania (na słuchawkach).
I mogłem niemal wszystko ogarnąć (robićrobićrobić), że nawet zaliczyłem słodką wyprawę do biedry. Wycinają/pogłębiają zbiornik (ten z łabędziami) koło starej pętli Wieżycka.
Wyleczyłem się z:
Quincy Jones — Big Band Bossa Nova (1964) — znakomite, ale nie chce mi się teraz. Mimo 6,99$.
***
The Prize (1963) — akcja na statku trzyma w napięciu. Klasyk sensacji. Do tego słodkie zakończenie, Paul Newman już zdradza fryzurą (?), muzyka jak najbardziej. Przyznam, że elementy komediowe mi przeszkadzały w odbiorze. Takie "poważne sensacje" wolę na poważnie (=> Quiller). Niemniej.
(zasadniczo obcym nie polecam)
***
Byłem dłużej, ale zajechałem krócej.
I trzeba było czekać i czekać i czekać.
I do tego nic nie było widać! (a kupę kasy poszło)
Niemniej — jest kilka zadań na najbliższy czas.
(robićrobićrobić)
Deszcz pada w tę i we w tę, więc bez podlewania.
Odcinek i Szwedzi i hormon do snu.

 

Sekcja Specjalna

 
John Barry — Somewhere in Time (1980)

słodziak, rzewny słodziak, ale wciąż z tych bardzo dobrych
na okładce Dr Queen, co nas zbliża do 007, do Supermana nie




czwartek, 6 listopada 2014

Odcinek z wieczorną szybkością w wordzie



18 września, czwartek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca z herbacianym prezentem.

Ha, po parującym zbiorniku w świetlistości poranka już jestem zaprzyjaźniony z
The Appleseed Cast — Sagarmatha (2009) — to jeszcze jakoś dostępne na winylach. Reszta nie. Prócz GRAALA.
***
Pogubiłem się z rzeczami, niepokój jest, mimo że jest spokój. Taka praca, taki stan. Widoki Raduńskiej z googla — miło się wspomina.
***
Hundred Hands — Her Accent Was Excellent (2006) — Chris Crisci coś to robi, ale nie śpiewa, więc nie, nudne.
(94. Hundred Hands – Little Eyes – Appleseed Cast side project that sounds exactly like the Appleseed Cast. C+)
***
Przyszły streszczenia do zabawienia, jazda jazda.
Na szybko zgrabiłem i wyrzuciłem pełną siatę liści. Podlewanie i siup do dom. Zasiadam i robię. Na dwie ręce, a potem trochę na głowę. Nie byłem zadowolony z efektu, ale podciągnięty w pkt.
***
Lody kukułkowo-toffi szybko wychodzą, więc też musiałem przed snem.


19 września, piątek

Odcinek ze zmarnowaniem czasu i pieniędzy

My drogi i Miłościwie Nam Panująca mieliśmy problemy z okropnie płatnym parkingiem.

Wstałem wcześniej, żeby sfotografować świetlne refleksy na zbiorniku. Ja wstałem, a słońce nie. No i dupa.
Zatem robię (a plany nam się przesuwają i uciekają, nie będzie drugich wakacji w tym roku) (potem też już nie :D )
***
szostygracz.pl robi po raz kolejny projekcję 100 koszykarzy. Nawet nie zajrzałem do zeszłorocznej, ale oni zaglądają.
Zbieram.
Zygmunt Solorz — najlepszy blokujący MŚ w siatkówce — doskonały żart.
***
Coraz obszerniejszy przegląd dusty/g-play sprawi, że wiele wykreślę (prócz Julie i Franka). I chyba bez Barry'ego teraz z dusty i allegro, takie same są na cd/and/lp — a to może poczekać.
***
Nadrobiłem, nie wiem kiedy po szkła, chyba trzeba podlewanie, a potem Axentowicza, skoro zaraz sobie pojedzie.
***
No i nie zdążyliśmy. Bardzo byłem zmartwiony, pomieszane plany na weekend.
Siedzimy tam w hałasie, piwo potwornie drogie, b-smart ok, ale w całości to nie był rozrywkowy wieczór w Sopocie.


20 września, sobota

Odcinek z wiązką chwastów pełną robaków

My drogi i Miłościwie Nam Panująca zwiedzaliśmy zardzewiałą nowoczesność.

Rano wielki omlet.
Trochę rozlatania między działką, liczeniem kosztów, wyjazdem.
Namęczyłem się i związałem sznurkiem do wędlin wielkiego kloca ze starych krzaków, które już zdążyły zgnić. I pełno pełzającego robactwa, z jajeczkami. Błeeee.
Potem w domu miksuję usilnie.
No i jeszcze zakupy.
Ty tam się potykasz, w końcu zajeżdżam i w ramach rozrywki, że nie idziemy na ognisko i grilla zardzewiałe ECS.
Dyskusyjne.
A starego Gdańska coraz mniej w tym Gdańsku.
Wracamy do domu, by znowu się spotkać z kolegami znad Sundu.


Sekcja Specjalna

 

Julie London — Sophisticated Lady (1962)

zawsze po całości
to jest mono, a tam gra tylko dwóch gości, WSZYSTKO




środa, 5 listopada 2014

Odcinek z osą!



14 września, niedziela

Odcinek z winem bezalkoholowym

My drogi i Miłościwie Nam Panująca dzień na wychodzeniu nawet.

Niby o 9, ale wciąż za późno.
Jajecznica z rozlewającym się żółtkiem, a potem nawet na piknik śniadaniowy. Więcej, ale bez rewelacji.
Buty trochę w stylu Rosy Klebb, ale muszą być. Wizyta w P&P jak zwykle kształcąca. I pokazali nam gdzie jest alkohol bez alkoholu.
Właściwie smakuje on jak sok, ale winny.
Na obiad pyszne spaghetti.
Wcześniej zaś udałem się na naszą upalną egzotyczną działkę, gdzie panuje ciepły mikroklimat i ostatnio opaliłem się więcej niż przez całe lato (kiedy unikałem słońca).
Kwietnik dokończony, liście i jabłka zebrane. Przyszłaś i przycięłaś krzaki. Sekator jak ta lala. Nauczyłem się strzyc lewą ręką i przyciąłem górny panel trawy oraz chwastowe konwalie. Rośnij rośnij. Potem jeszcze jedno podlewanie na wieczór. Już nie ma siat z korzonkami na ogrodzie!
***
Zmywanie, sofa back. Jednak nie da się na niej spać, mimo że zaciemnienie jest odpowiednie na rano (dwie noce wypróbowaliśmy). Będzie mały Kandisky na ścianę, a resztę się pomaluje na biało + zacierki w chmurki.
***
Zatem mogłem zasiąść pod wieczór do miksowania i choć sukcesów nie osiągnąłem, wpadłem w wir "pracy", z ataku głodu zjadłem dwie surówki, posunąłem się (na razie po omacku) i na koniec dokończyliśmy Audrey. Dla mnie dzień się skończył.


15 września, poniedziałek

Odcinek z noszeniem drewna do lasu

My drogi i Miłościwie Nam Panująca w trybie po-działkowym.

Jakoś przekręcałem się w czasie snu, z lekka niedospany.
Powłóczy, ale idę. "Mag" zakończony. Niezła powieść, o połowę za długa jak na dzisiejsze czasy, ale też 3 x bardziej "zakręcona" jak dzisiejsze. Fowlesowi zdarza się filozofować i przynudzać, ale jak na pierwszą powieść, to ładnie to wymyślił.
Aktualnie Jan Białostocki "Sztuka XV wieku. Od Parlerów do Dürera" (2011), ładnie, grubo, z obrazkami. Dzieła starszaków zachwycają wykonaniem.
***
Piękna pogoda z tego ranka, myślę sobie, że może na grzyby w sobotę, ale przecież malowanie, nie będę się wychylał.
***
Lalo Schifrin — Coogan's Bluff (1968-2012) — widziane, ciut pamiętane, ale Clint zawsze Clintem. I w kapeluszu. Teraz dopiero słyszę, co tutaj Lalo wyprawia. Cudnie.
***
Royal Blood — Royal Blood (2014) — duet z niby "brytyjskiej inwazji duetów". No ale co z tego, skoro wszystko white-stripes-owe. Slaves byli oryginalniejsi.
***
Jem ciasto z okazji 40-lecia. Rzadki przypadek.
***
To nie będzie wina porzeczkowego w Wojtem, zjadłem w domu spaghetti, przyciąłem kawałek trawnika, wyniosłem drewno do lasu.
Tak, przedziwne.
Podlewanie, szczypiorek do surówki (znowu wróciłaś do tyrania w kuchni). Jakże czysto (i zielono) bez siatek.
Ano, dziabła mnie osa w łydkę, dzisiaj swędzi i drażni.
***
Zasiadłem i dalej rzeźbię "gone". Wynik potyczki wciąż niepewny, zmierzenie się z solówkami i panorama wszystkiego = przerażające. I skończył nam się dzień na planowaniu.


16 września, wtorek

Odcinek z kubełkiem i śpioszkami

My drogi i Miłościwie Nam Panująca trochę w żalu, że śpioszki w końcu nam zabrali  i nie było zabaweczki/przyklejaczka

Przegląd/odsiew dusty via g-play (1,5 min). Skutecznie, właściwie, poglądowo.
***
Piero Umiliani — 5 Bambole Per La Luna D'Agosto (1969) — no, się znalazło, to z przebojami chill. Smaczne smaczne smaczne.
***
Potem się zaczęło, ale ja już wracałem "do domu".
Okazało się, że moja kostka nie wygląda tak zgrabnie, jak zazwyczaj. Fuj.
To ta osa.
I jeszcze nie dogadaliśmy się z punktem spotkania.
Ale XV wiek świetny.
***
Kubełek za mały (ale my po obiedzie), a potem spacer długi, jak w weekend.
Były śpioszki ładne, ale nam zabrali na kasie. Poza tym podstawowe i wielbłądy do domu. Już chłodno na wieczór, osiadłem i nie chciało mi się podlewać.
Wieczorna aplikacja, jutrzejsze pakowanie.
Wielość zadań się zagęszcza — dostępność terminów zmniejsza.
Czas goni, życie się kończy, do pracy, do pracy!


17 września, środa

Odcinek z szybkim okulistą

My drogi i Miłościwie Nam Panująca potknięci o szkła kontaktowe.

Marudziłem z rana, ale zdążyłem na tą szemraną, nieco wciśniętą wizytę.
Pani na szybko zrobiła lekką korekcję, następna za dwa lata.
Skoro tak, to zainwestowałem w siebie 292 zeta.
Ale szkieł kontaktowych nie chcieli dać na próbę.
Więc chyba na te 12 koszy do końca się obejdę.
Komunikacja słabo jeżdżą z rana (skończyłem 7:42, 7:47 byłem na przystanku, bus miał być 8:02 (ale strata czasu!), był 8:10, na pętli miałem czekać znowu 8 min, więc co za różnica, czy odrabiam 45 min czy godzinę — zrobiłem sobie relaks piechotą na dwa kulasy (lewy kłapie, prawy kuleje). Świetna pogoda z rana!
***
Simon & Garfunkel - Parsley, Sage, Rosemary and Thyme (1966) — wygląda na to, że do best of wyhaczono najlepsze i "najbardziej znane" piosenki. te znamy, reszty nie musimy. Choć jest miło się powzruszać. Rogue Wave!
***
Jerry Goldsmith — Seven Days In May (1964) — thriller polityczny Johna Frankenheimera — już wygląda zachęcająco. Oglądać? Ale muza świetnie klimatyczna. Werblowo-kotłowa.
***
Skoro to środa:
Queen — Made in Heaven (1995) — chyba bardziej trafne niż "Innuendo". Takie bez nadęcia, ot pop-rock przygotowany wg przepisu.
Alanis Morissette — Supposed Former Infatuation Junkie (1998) — już nie słucham tego jak szalona nastka.
Queen — Jazz (1978) — imponujące zwieńczenie hard-rockowego wizerunku. Podoba mi się bez żadnych ale.
Queen — News of the World (1977) — gdyby nie te dwa hity, byłby strawniejszy. Mają to masakrycznie skomasowane brzmienie (oba). Nigdy nie słuchałem, a mam sentyment po latach.
Wind Rose — Faded Sails (rok nieznany), wydawnictwo JMW Białystok, skład okładki  agencja "Medius". Słowem: szanty. Yyy.
The Rolling Stones — Bridges to Babylon (1997) — mam wrażenie, że już pisałem, że mi się podoba. Zatem czemu wywożę kasetę?
***
The Prize (1963). Mówią, widziałeś 007 — widziałeś je wszystkie. Mówią, widziałeś  film szpiegowski z lat 60. — widziałeś je wszystkie. No i Paul Newman biega po wnętrzach w technicolorze oraz jedzie z projekcją tylną w aucie. I to jest TAKIE EKSCYTUJĄCE.


Pędzę.
Będzie kredyt karta, będzie lokata (po ostatniej coś mi skapnęło).
Nie ma śpioszków, jest tanie piwo.
Jest słońce, jest lato, coraz więcej cienia o tej porze dnia na schodach (w porównaniu).
Wiem, gdzie będzie kradziony mostek.
Transfer łączony (czekać 16 minut!).
Tym razem na tapetę idą tygodniki "Piłka Nożna". Mały sentyment.
Czipsy pożarte.
Kasety tym razem mało wesołe.
Nocne szlajanie, soczewek omawianie, jajecznicy z grzybami smażenie.
A fototapeta jest bardzo.


Sekcja Specjalna:

 

John Barry — Born Free (1966)


czyli Elza z afrykańskiego buszu, ktoś mógł kiedyś widzieć
czyli ależ piosenka, ależ Matt Monroe
ależ symfonia
(W filmie nie ma żadnych tricków fotograficznych, zdjęcia są robione bez teleobiektywów, ale mimo wszystko nie czuje się tu autentyzmu. Reżyseria bowiem jest trochę nieporadna i niektóre sceny denerwująco ckliwe. Ale oczywiście lwy są tak wielką atrakcją, że gwarantują Elzie powodzenie. Film wchodzi na ekrany w polskiej wersji dialogowej, zręcznie wyreżyserowanej przez Romualda Drobaczyńskiego..." ["Ekran" 16/1969 z dn. 20 kwietnia 1969, za Andrzejem Androchowiczem])



wtorek, 4 listopada 2014

Odcinek z hamburgierem



12 września, piątek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca dostaliśmy zamówienie na jagody, więc kupiłem borówkę amerykańską.

Mgła, mgła, mgła.
***
Sukces Tame Impala jest jakiś niewspółmierny, bo wciąż przecież są zespoły, które po prostu grają jak w latach 70 (Monster Magnet; Wolfmother; Comets on Fire jest świetne, ALE musiało powstać Howlin' Rain — nuuudy).
***
Simon & Garfunkel — Wednesday Morning, 3 A.M (1964) — okazało się zupełnie nieciekawe.
***
Przed niebytem udało mi się uratować jakieś 40 giga filmu włoskiego, pewnie nie ma w tym najlepszej setki, ale co tam.
Per grazia ricevuta — Nino Manfredi (1970) — czy ja to w końcu dokończyłem?
***
Palmy zaliczone, trochę się poobijałem, podobno wciąż robią dodatki do H3 i to na androida! Wow. Czasy.
***
Wiem, że to zło, ale sprawdzam na google play stare ost, których nie mogę złapać, a są w katalogu dusty, i te skróty są całkiem obszerne i kształcące względem weryfikacji. Czyli Heindorf/Dr Samuel Hoffman — Spellbound ... (1958) nie.
***
Dietro i candelabri (2013) — .....dla przypomnienia, że tych dwóch przefarbowanych homoseksualistów też oglądaliśmy. Nie było to dzieło wybitne, ale pewien wyraz podczas oglądania miało. No dramat po prostu.
Buchachacha.
Tą razą Steven Soderbergh mnie rozczarował. Nie warsztatem, zwyczajnością.


Dostałem zlecenie, więc zrobiłem przechadzkę. Intermarche zaskoczył mnie pustością podobną do piotro-pawłowej oraz ciepłym kotletem, zatem zrobiłem sobie na ścieżce hamburgera za 2,29 zeta. Pysznie.
Kupiłem też ichnie wędliny.
I jeszcze kawałek ścieżki, biedra i strasznie długo się czekało na 162 i jechało potem. Ale już weekend.
A Ty już stoisz w blokach, by wykończyć ciasto.
Czy poszedłem na inspekcję?
Niemniej, miksowania cd. a na zakończenie fundnęliśmy sobie zakończenie "True Detective". Nienajlepszy odcinek, ale serial bardzo dobry. No i happy end.


świetny plakat
***
A potem nas podkusiło i zamiast filmu o przyrodzie obejrzeliśmy:
Paris When It Sizzles (1964).


No chyba tylko dla fanów Audrey Hepburn ta kiszka. Strasznie się przy tym męczyliśmy, szczególnie mi się chciało spać po dwóch piwach. William Holden jednak grał w westernach. Film tak zły, jak ten plakat. Dokończyliśmy go w niedzielę.


13 września, sobota

Odcinek z rodzinnie

My drogi i Miłościwie Nam Panująca spędziliśmy cały dzień na wyjeździe, ale zwieńczenie cacy.

Wstałem później i za późno.
Parówki sarninowe.
Przesiałem gazety.
Wyskoczyłem przekopać grządkę kwiatową (zwichnięcie mięśnia), zachwyciłaś się trawą.
Jedziemy, odbieramy.
3 karkówki, kiełbasa, 2 piwa, zupa, chleb, 4 x ciasto, aż potem 100% spalania udostępniłem w kinie.
Pogoda nam wyśmienicie się dopasowała, a rodzice nie zrobili wstydu.
A Grawitacja (2013) do kina idelanie (okulary przeszkadzają). Nie był to znakomity film, ale wspaniałe KINO. Czas zleciał bardzo szybko, a ja dałem się wciągnąć akcji i kibicowałem George'owi oraz Sandrze, chociaż i tak wszystko wiedziałem.
Acha, i znowu mieliśmy promocję. 28 zeta za całość w 3D w sobotę!
Przed snem już nic nie chciałem, więc tylko oglądałem obrazki, że art.


Sekcja Specjalna:

 


Stan Getz — Big Band Bossa Nova (1962)

teraz, kiedy okazało się, że Quincy Delight Jones w tym samym temacie mniej mnie bierze, to strzał w dziesiątkę
teraz, kiedy okazało się, że igła nie trzeszczy!




poniedziałek, 3 listopada 2014

Odcinek z siankiem


w necie nawet własne (wpisać cokolwiek) znajdziesz
8 września, poniedziałek

Odcinek z Edwardem (nożycorękim)

My drogi i Miłościwie Nam Panująca zbieramy się i oglądamy.

Nie szedłem, bo powłóczę. Czytam "Maga".
Do zmęczenia fizycznego doszło psychiczne, bo atakują mnie od rana. Błeee.
***
Po pokusztykałem do liroya, zakupiłem najtańsze nożyce oraz krokusy (takie czasy). Miałem jeszcze miłą chwilę przy półce z przecenionymi winylami (Depeche Mode, Gomez — jakże się teraz akurat trafił). Po powrocie zajęło mi strzyżenie trochę, efektu tego jeszcze nie widziałem, a my chyba widzieliśmy odcinek. Chyba.

ascenseur-pour-l-echafaud-1958
9 września, wtorek

Odcinek z wtorkiem

My drogi i Miłościwie Nam Panująca we wtorek.

Powłóczę, ale poszedłem w drobnym deszczu. Tam (koło kościoła na wsi) stawiają nowy płot wokół uporządkowanego sadu, a koło pętli porządkują "sad" z czarnym bzem.
***
Trochę bez życia, ale widzę już koniec tego etapu. Ugryzłem się w jamę ustną.
John Barry — Mercury Rising (1998) — a mnie się podoba i co mi zrobicie. Mroczne, dostojne, posępne, powolne. Czyli kosmiczne w stylu moonrakera = znakomicie.
***
Green Day — Dookie (1994) — słyszałem, ale nie słuchałem, przecież wtedy Nirvana! Po latach dobrze, bez wstydu, greendayowo. Foo Fighters wiele zawdzięczają takiej muzie. No i ta przygoda, że byli w Polsce zawczasu.

Closterkeller — Scarlet (1995) — zawsze dla mnie straszne. Nawet okładki nie chcę oglądać.

The Simon and Garfunkel Collection (1981) — cudownie klasyczne. Właśnie best of, które znają wszyscy. I mieli na płytach/kasetach. Takie flower-power dla wczesnej młodzieży długowłosej, choć to przecież folk. I teraz nie dziwię się, że okropnie lubię Rogue Wave.

The Doors — The Soft Parade (1969) — mam na winylu od młodości, ale teraz wziąłem do cięcia trawy, i szybko minęło. Na pamięć. Dęciaki bardzo ok.

The Sisters of Mercy — A Slight Case of Overbombing: Greatest Hits Volume One (1993) — czyli i tak mi się trafiło nieźle, że "przeboje". Koszmarek, który darzę takim samym uczuciem jak Ramstein. Jak dla mnie nie są daleko.

Roger Waters — Amused to Death (1992) — nic wartościowego. I kaseta się wije i nie gra. Eeee.

Emerson, Lake & Palmer — Pictures at an Exhibition (1971) — wirtuozeria godna Muse. Aż dziwne, że ludzie kiedyś na tym sikali. No ale podziękowania, za przybliżenie kulturze masowej Modesta Musorgskiego.

Iggy Pop — Blah Blah Blah (1986) — ok, nie będę się wysługiwał tytułem. Niewiele zapamiętałem.

Nick Cave and the Bad Seeds — Let Love In (1994) — pasi. Balladowo, nawet coś znałem. Nie boli.
***
Spacerniak po sadach, siatka vm, jeszcze tak letnio-jesiennie, S&G, jabłonie, jabłka, zdjęć nie robiłem. Na Stogach bez ceregieli, trzebiłem gazety przez cały wieczór, piłem piwo (z limonką), jedna komórka w szafie przeczyszczona, dodatki kulturalne (na przyszłość) (hehe) są.
Wracam z kasetą RATM (znowu tą samą, wszyscy to nagrywali), jedną wspanialszych z prób KA (początki "psychodelicznej krufki" i inne wzruszające rzeczy — "papieroski") (kiedy to nagrać?), a potem trafił mi się bonus do książyca w pełni:
WINDĄ NA SZAFOT.
Ten fragment potężny, humorzasty, i po zjedzeniu przepysznej pieczeni udałem się w dobrym nastroju do zasłużonego snu. Jeszcze ciepławo było, na Stogach siedziałem na letniaka (boso, bezkoszulkowo).



10 września, środa

Odcinek z już niemal wolnym

My drogi i Miłościwie Nam Panująca zajmujemy się i oglądamy (każde swoje).

Już tylko pokłosie zgliszcz. Nie mówię, że nie podnosi ciśnienia trochę, ale już nowe zadania przed nami. Śniadanie było, i lancz.
***
Acha, przez cały dzień padało, a ja w płaszczu i z parasolką. 2 x bonus.
***
Na chwilę przed dwunastą udało mi się zdążyć, czas krótki (30 min) osso tym razem przerośniętę, ale nie wyjątkowo, były problemy z wyborem, ale dorzuciłem 3 do jednej kupki prezentowej = załatwione.
***
W domu jakby obiad/kolacja.
Co tam, że kopie — wino pracuje!
***
Siadam, zakładam wtyczki, komp rzęzi, = za dużo wtyczek (tych ciężkich).
Ciężka robota, nigdy się nie nauczę, czas goni.
Tipsy, na których naukę muszę pójść:
— grupowanie ścieżek
— wysyłka jednego efektu na grupę (czy jest możliwość różnych ustawień?)
— pomysł własny: obróbka fragmentami utworu — kompresowanie dr dla różnych części
***
Na wieczór czipsy i odcinek.
Ten serial jest naprawdę bardzo dobry.
Spanie (i LEKKIE niedospanie) z Bridges to Babylon (1997). W sumie nie znałem tego, wzruszające stylistycznie, słucham już po raz kolejny.


11 września, czwartek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca sofą zagracamy pokój.

Mgła. Spora.
Siedzieć w zaciemnieniu i oglądać technikolor. W golfa grę.
Oj oj, się by chciało.
Na razie muszę zadowolić się fragmentarycznie The Prize (1963). I robię to. Elke Sommer (The Venetian Affair),  Mr Osato (Teru Shimada, You Only Live Twice).
FOTO
***
Do Jerry Goldsmith — Papillon (1973) mam coraz większe zrozumienie. Dobra melodia i odpowiedni poziom liryzmu.
***
Comets on Fire — Blue Cathedral (2004) — jest bardzo bardzo (real space rock babe!), są zakusy na Avatar, w końcu magia SubPop działa, również w przypadku
Kinski — Alpine Static (2005) — tutaj wszystko byłoby piękne, gdyby jeszcze śpiewali. Ale grają świetnie.
***
A ja mam wczorajszą palmę zaległą, a tutaj już nowa.
***
Wracam przez wro (drożdżówka z głodu zjedzona), jedziemy.
Zgarnąłem sianko, nie ma co podlewać, bo mokro jeszcze.
Trochę patrzyłem oniemiały, bo jest na co popatrzeć. Nie deptałem, zgarnąłem zgniłe jabłka. Teraz trzeba będzie trochę pooczyszczać. Konwalie jak chwasty.
***
Potem jadę z kolekcją winylową i przestawiamy sofę. Więcej miejsca, ale czy na pewno? Mycie podłogowe. Przeglądam książki, co je kupiłem w prezencie. Chyba jednak nie pójdę do kina na "Szatana z 7 klasy", bo nie (praca, praca). Za to może sobotnia Grawitacja, to jak już w kinie.
I jeszcze wieczorem mieliśmy siły na odcinek, gdzie zbliżamy się do końca. To dobry serial, co mi się podoba. Późno już.





sobota, 1 listopada 2014

Fathom (1967)


Z okazji antybiotykowego przeziębienia wypoczywam w domu z dziewczynami.



Gdyby komuś było mało melodii, proszę, nie dalej niż 15 sekund później: