niedziela, 17 sierpnia 2014
Odcinek specjalny: John Barry — The Deep (1977)
po pierwsze, Barry
po drugie, podwodna suita (wydanie dwupłytowe jest w ogóle wspaniałe)
po trzecie, real blue winyl! (jak to wygląda!)
po czwarte, ma plakat (jaki dłuuuuugi)
czwartek, 14 sierpnia 2014
2014-06-29, niedziela — Muzeum Gulbekiana, zoo
My drogi i Miłościwie Nam Panująca byliśmy obowiązkowo bo darmowo.
Teoretycznie było najwspanialsze w sztukę. Ale to już było.
Bez specjalnych starań i po łebkach.
Ale kilka bardzo ładnych.
Kilku ulubieńców. Przypomnienie, że Edwarda Burne-Jonesa trza było, kiedy był.
Trzeba zwiedzać takie wystawy.
Weduciarza dużo machnąłem, ale ciemnawo tam było, same nieostre.
Zeszło nam szybko, zoo niedaleko.
Cena potworna, ale warto było, bo delfiny.
Bo zwierzaki bardzo blisko.
Bo kolejka napowietrzna (zaoszczędzone eura).
Bo pokazy z Eltonem Johnem.
Bo akwedukt.
Trochę zimno i wiatr już potem, ale dzień pełen, że hej. Mimo że akumulatorki nie załadowane (nieładnie) i nie ma żyraf, lwów, okapi i białego nosorożca. A tak bliziutko!
Teoretycznie było najwspanialsze w sztukę. Ale to już było.
Bez specjalnych starań i po łebkach.
Ale kilka bardzo ładnych.
Kilku ulubieńców. Przypomnienie, że Edwarda Burne-Jonesa trza było, kiedy był.
Trzeba zwiedzać takie wystawy.
Weduciarza dużo machnąłem, ale ciemnawo tam było, same nieostre.
Zeszło nam szybko, zoo niedaleko.
Cena potworna, ale warto było, bo delfiny.
Bo zwierzaki bardzo blisko.
Bo kolejka napowietrzna (zaoszczędzone eura).
Bo pokazy z Eltonem Johnem.
Bo akwedukt.
Trochę zimno i wiatr już potem, ale dzień pełen, że hej. Mimo że akumulatorki nie załadowane (nieładnie) i nie ma żyraf, lwów, okapi i białego nosorożca. A tak bliziutko!
Acha, to ten kosmita z zegarkiem na przegubie, z książki — hit poprzedniej jesieni. A tutaj proszę, na żywo.
środa, 13 sierpnia 2014
Odcinek z okularniakiem/spacerniakiem
| to była ta puszysta ryba onegdaj |
11 lipca, piątek
My drogi i Miłościwie Nam Panująca na gościnnych występach.
Nastrój piątkowy, przygotowany na popołudniowy spacerniak. Lato, kaseta, pomysł na letnie odcinki: zaraz będę zabierał się do wypisywania, hej!
***
Na razie nie bawię się w ulubioną czynność życiową, za to po kolei odrabiam najlepszego twórcę ost. I tak przez całe życie.
***
Łał! Ustawili googla na całą ulicę Raduńską koło parku. I jest tam dom, którego właśnie nie ma. Co nie znaczy, że nie będę tamtędy chodził.
***
Z przeglądu/przesłuchu:
Monte Walsh (1970) — zainspirowany ost nawet mógłbym obejrzeć, choć do westernów mnie wcale nie ciągnie.
***
Zatem już stanął w blokach i ruszył. Co prawda nie było tego wymarzonego lata, jakie sobie wymyśliłem, ale wszędzie zdążyłem. W out-lecie mógłbym spędzić upojne przedpołudnie, ale tym razem tylko przebieżka. Taki suplement do pożegnania zielonych sneakersów. (siorb, siorb). Okulista znowu postraszył (ale grunt, że był, bo nie miałem komóry). Ecie-pecie w tym out-lecie. To zdaje się było pokłosie długich wycieczek powakacyjnych, kiedy z rozpędu trzeba było gdzieś łazić długo i daleko w to lato.
Piotr/Paweł wyglądają na zupełnie opuszczonych, drogich jak zawsze i wyposażonych jak zawsze. Nieustający dylemat, czy warto za piwo płacić 3,5 zeta per butelka. Zasadniczo nie, ale jest lato (= jeszcze wydajemy pieniądze), tanie piwo zawsze pod blokiem, większy wybór (= a czemu by nie spróbować), po powrocie wszystko (albo prawie wszystko) wydaje się takie tanie. Zatem raz ciemne i raz jasne. To drugie było takie paskudne, że jej. Jabłonowa i inne wynalazki, człowiek się nigdy nie nauczy.
Trochę rozbudowali, co trochę dyskomfortuje (to już nie jest pusta dzicz), ale widziałem i upał i orła, i ciek wodny i koźlaki, trochę górek z piachu zostało (one były takie niebezpieczne), dwa zbiorniki retencyjne również. Dzika ścieżka już nie jest dzika, ale to nie było dla mnie nowością (nie palą już ognisk), jeżdżą rowerzyści/odkrywcy, są chmury, zza chmur bóg przesyła promienie, jest gdzie sikać.
To była bardzo porządna pętla, gdzieniegdzie zostały stare trakty. Pewnie niedługo przytną łopiany i zrobią wycinkę traw, obecnie ciężko byłoby pójść z majową wycieczką po chaszczach, acz przecież dało się.
A co, przeskoczyłem przez strumyk, a nieszczęście zaraz potem — dziadkowy sandał dał sobie na luz z jednym paskiem. Trzeba się będzie wybrać do prawdziwego szewca!
***
Te śliwki (Węgierki z LnŚ) dobrze piszą, potem je wypiszę, ten odcinek nie był straszny, dojście z pętlą do fortów, teatry "grają". Czyli to już ta pora nadeszła, leci leci. Rachu ciachu, buzi buzi i wracamy do domu wozem. Odcinek na dobranoc, niczego nam nie zakończyli, będzie drugi sezon, spoko. Pokazujesz prezenty bardzo udane.
***
Kolejna "wygrana" licytacja i niedługo będzie w końcu ten plakat.
I już miałem obejrzeć porządnie, po ludzku, zgodnie z piątkiem, film długometrażowy, kiedy zapadła decyzja — szokujące!
***
Ok, niech będzie budowanie od podstaw, rzeczywiście Miami rokuje gorzej, ale sądziłem, że jednak będzie supergrupa w Houston, a tymczasem dziwny układ pieniężny dla Bosha (który co najwyżej na 3 opcję się nadaje). Teraz ruszyła lawina transferów, co jest bardzo ekscytujące, dlatego też odsłuchałem pierwszą nocną palmę ever, nieco natrudziłem się z drugim sezonem i o przyzwoitej 2:30 do snu. Czasy, czasy.
My drogi i Miłościwie Nam Panująca na gościnnych występach.
Nastrój piątkowy, przygotowany na popołudniowy spacerniak. Lato, kaseta, pomysł na letnie odcinki: zaraz będę zabierał się do wypisywania, hej!
***
Na razie nie bawię się w ulubioną czynność życiową, za to po kolei odrabiam najlepszego twórcę ost. I tak przez całe życie.
***
Łał! Ustawili googla na całą ulicę Raduńską koło parku. I jest tam dom, którego właśnie nie ma. Co nie znaczy, że nie będę tamtędy chodził.
***
Z przeglądu/przesłuchu:
Monte Walsh (1970) — zainspirowany ost nawet mógłbym obejrzeć, choć do westernów mnie wcale nie ciągnie.
***
Zatem już stanął w blokach i ruszył. Co prawda nie było tego wymarzonego lata, jakie sobie wymyśliłem, ale wszędzie zdążyłem. W out-lecie mógłbym spędzić upojne przedpołudnie, ale tym razem tylko przebieżka. Taki suplement do pożegnania zielonych sneakersów. (siorb, siorb). Okulista znowu postraszył (ale grunt, że był, bo nie miałem komóry). Ecie-pecie w tym out-lecie. To zdaje się było pokłosie długich wycieczek powakacyjnych, kiedy z rozpędu trzeba było gdzieś łazić długo i daleko w to lato.
Piotr/Paweł wyglądają na zupełnie opuszczonych, drogich jak zawsze i wyposażonych jak zawsze. Nieustający dylemat, czy warto za piwo płacić 3,5 zeta per butelka. Zasadniczo nie, ale jest lato (= jeszcze wydajemy pieniądze), tanie piwo zawsze pod blokiem, większy wybór (= a czemu by nie spróbować), po powrocie wszystko (albo prawie wszystko) wydaje się takie tanie. Zatem raz ciemne i raz jasne. To drugie było takie paskudne, że jej. Jabłonowa i inne wynalazki, człowiek się nigdy nie nauczy.
Trochę rozbudowali, co trochę dyskomfortuje (to już nie jest pusta dzicz), ale widziałem i upał i orła, i ciek wodny i koźlaki, trochę górek z piachu zostało (one były takie niebezpieczne), dwa zbiorniki retencyjne również. Dzika ścieżka już nie jest dzika, ale to nie było dla mnie nowością (nie palą już ognisk), jeżdżą rowerzyści/odkrywcy, są chmury, zza chmur bóg przesyła promienie, jest gdzie sikać.
To była bardzo porządna pętla, gdzieniegdzie zostały stare trakty. Pewnie niedługo przytną łopiany i zrobią wycinkę traw, obecnie ciężko byłoby pójść z majową wycieczką po chaszczach, acz przecież dało się.
A co, przeskoczyłem przez strumyk, a nieszczęście zaraz potem — dziadkowy sandał dał sobie na luz z jednym paskiem. Trzeba się będzie wybrać do prawdziwego szewca!
***
Te śliwki (Węgierki z LnŚ) dobrze piszą, potem je wypiszę, ten odcinek nie był straszny, dojście z pętlą do fortów, teatry "grają". Czyli to już ta pora nadeszła, leci leci. Rachu ciachu, buzi buzi i wracamy do domu wozem. Odcinek na dobranoc, niczego nam nie zakończyli, będzie drugi sezon, spoko. Pokazujesz prezenty bardzo udane.
***
Kolejna "wygrana" licytacja i niedługo będzie w końcu ten plakat.
I już miałem obejrzeć porządnie, po ludzku, zgodnie z piątkiem, film długometrażowy, kiedy zapadła decyzja — szokujące!
***
Ok, niech będzie budowanie od podstaw, rzeczywiście Miami rokuje gorzej, ale sądziłem, że jednak będzie supergrupa w Houston, a tymczasem dziwny układ pieniężny dla Bosha (który co najwyżej na 3 opcję się nadaje). Teraz ruszyła lawina transferów, co jest bardzo ekscytujące, dlatego też odsłuchałem pierwszą nocną palmę ever, nieco natrudziłem się z drugim sezonem i o przyzwoitej 2:30 do snu. Czasy, czasy.
***
Poszło w dobre ręce, a kolor tylko na początku jest prawdziwy, potem szop nie chciał wykontrastować normalnie.
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Odcinek z powrotem
10 lipca, czwartek
My drogi i Miłościwie Nam Panująca jeszcze letnio, ale już na starych śmieciach.
Jeszcze był początek wakacji, taki sam jak przed marsylskim łącznikiem.
Reszta dni gdzieś uciekła, poszła.
Były mistrzostwa, były wakacje, wokół tego wyplecie się wspominki.
Zdjęcia utworzą nową narrację.
***
Węgierskie LnŚ przeraża treścią i sensem — niedobre na lato.
***
Po mnie szalona noc — wymusiłem na sobie drugi półfinał, skoro ominęły nas bezpośrednie emocje z 7-1 — szkoda, że nie na telebimie na mieście. Oczywiście ani mecz, tym bardziej dogrywka i karne nie były warte niewyspania, ale powiedzmy, że wakacje. I jeszcze nocne zakupy — to przeważyło. Potem będę za to płacił. I tym i tamtym.
***
Za to już popołudnie zrobiłem sobie wspaniale wolne i letnie. Ten rozpuszczający się na słońcu czekoladowy rożek! Zakupy, zakupy! (straż, straż!). Trochę to trwało (choć pięknie wyglądało) i na powrót do domu upał już mnie zmęczył (starzenie się).
***
Pyszny bób zrobiłaś, genialną ice tea bez lodu i wspaniały sos do spaghetti — podjadałem aż do nocy. Przedostatni odcinek pierwszej serii, tytuł odcinka: domek z kart.
Nie mogę się powstrzymać od wyczytywania całych gazet, a miałem tylko ostatnie strony, ze sportem.
My drogi i Miłościwie Nam Panująca jeszcze letnio, ale już na starych śmieciach.
Jeszcze był początek wakacji, taki sam jak przed marsylskim łącznikiem.
Reszta dni gdzieś uciekła, poszła.
Były mistrzostwa, były wakacje, wokół tego wyplecie się wspominki.
Zdjęcia utworzą nową narrację.
***
Węgierskie LnŚ przeraża treścią i sensem — niedobre na lato.
***
Po mnie szalona noc — wymusiłem na sobie drugi półfinał, skoro ominęły nas bezpośrednie emocje z 7-1 — szkoda, że nie na telebimie na mieście. Oczywiście ani mecz, tym bardziej dogrywka i karne nie były warte niewyspania, ale powiedzmy, że wakacje. I jeszcze nocne zakupy — to przeważyło. Potem będę za to płacił. I tym i tamtym.
***
Za to już popołudnie zrobiłem sobie wspaniale wolne i letnie. Ten rozpuszczający się na słońcu czekoladowy rożek! Zakupy, zakupy! (straż, straż!). Trochę to trwało (choć pięknie wyglądało) i na powrót do domu upał już mnie zmęczył (starzenie się).
***
Pyszny bób zrobiłaś, genialną ice tea bez lodu i wspaniały sos do spaghetti — podjadałem aż do nocy. Przedostatni odcinek pierwszej serii, tytuł odcinka: domek z kart.
Nie mogę się powstrzymać od wyczytywania całych gazet, a miałem tylko ostatnie strony, ze sportem.
niedziela, 10 sierpnia 2014
piątek, 8 sierpnia 2014
2014-06-28, sobota — Convento do Carmo
dzień był złożony
Alfamo Alfamo
pierwej zaliczyłem ukochany pchli targ, gdzie nie mogłem się oprzeć wydaniu 7E na naprawdę dziwaczne buty, z resztą się powstrzymałem (teraz mogę żałować tego "Live" Creedence za 1E czy singles dEUSa)
niemniej sporo satysfakcji z możliwości swobodnego baraszkowania poprzez całe miasto bez obaw
słonecznie, co widać
widokowo, co widać
był też oldschool
Convento do Carmo nie mogło mnie niczym zaskoczyć, ale atrakcje gospel oraz kot się trafiły
no i takie podwójne foto wejście/na wyjściu
Alfamo Alfamo
pierwej zaliczyłem ukochany pchli targ, gdzie nie mogłem się oprzeć wydaniu 7E na naprawdę dziwaczne buty, z resztą się powstrzymałem (teraz mogę żałować tego "Live" Creedence za 1E czy singles dEUSa)
niemniej sporo satysfakcji z możliwości swobodnego baraszkowania poprzez całe miasto bez obaw
słonecznie, co widać
widokowo, co widać
był też oldschool
Convento do Carmo nie mogło mnie niczym zaskoczyć, ale atrakcje gospel oraz kot się trafiły
no i takie podwójne foto wejście/na wyjściu
czwartek, 7 sierpnia 2014
2014-06-27, piątek — Belem
a tędy to codziennie chodziłem po bułki i ładnie mi się trafiło
w kwestii twierdzy i Hieronimitów nie można było wiele wymyśleć (prócz tańszego wejścia), ale było tak źle z podobaniem się
nadeszły upały i był w końcu ogród z prawdziwego zdarzenia: punkty do zaliczania, pawie na wolności, bonzai, wielkie drzewa i małe kwiatki, do tego forma upadłego pałacyku — takie właśnie
nie ma na foto, ALE: odkryciem (nowym) był mini chiński ogród w ogrodzie — przygoda i dżungla
w muzeum sztuki współczesnej (za free, za free!) niemal nie byliśmy, bo roztocza, ale już mi się podobało, zapewne bardziej ta partia do 1960
widzę, że jest dzisiaj kolor i słońce
w kwestii twierdzy i Hieronimitów nie można było wiele wymyśleć (prócz tańszego wejścia), ale było tak źle z podobaniem się
nadeszły upały i był w końcu ogród z prawdziwego zdarzenia: punkty do zaliczania, pawie na wolności, bonzai, wielkie drzewa i małe kwiatki, do tego forma upadłego pałacyku — takie właśnie
nie ma na foto, ALE: odkryciem (nowym) był mini chiński ogród w ogrodzie — przygoda i dżungla
w muzeum sztuki współczesnej (za free, za free!) niemal nie byliśmy, bo roztocza, ale już mi się podobało, zapewne bardziej ta partia do 1960
widzę, że jest dzisiaj kolor i słońce
Subskrybuj:
Posty (Atom)


