poniedziałek, 13 czerwca 2011

WHOOOAAA!!!


poniedziałek, 13 czerwca

Dzisiaj wpis może być tylko taki!











piątek, 10 czerwca 2011

Kynodontas (2009)


czwartek, 9 czerwca

Zestaw mistrzowskich myśli. Można cytować.

Pyszczku: Jak pamiętam z młodości, to ile razy kukułka kuka, to za tyle lat wyjdzie się za mąż. Ale ona nie chce przestać!!!!

Wuj Dobra Rada
— Białe staniki mają to do siebie, że szybko przestają być białe.
— To może od razu trzeba kupować beżowe?

Mistrz subtelności
— Aaa!
— Co Pyszczku, podniosłaś "nóżkę"? (z akcentem)
— Nie, mamuciego udzielca, głąbie.

Prawdziwy mężczyzna
— I jak nowa koleżanka?
— No, wielkością miseczki nie imponuje.

Z kim warto w spokoju obejrzeć film
Głos z filmu: Będę nienawidzić każdej minuty, w której nie będziemy razem.
Głos z offu: Oj, to będzie duuuużo liczenia.
***
Kynodontas (2009). Siedzisz sobie w domciu. Nastrój taki, śmaki. Wyjdziesz, nie wyjdziesz. Zrobisz, nie zrobisz. Coś się dzieje, nic się nie dzieje. Myślisz, nie myślisz. Hej ho. Wrzucasz film. Zagadka. Dosyć drastyczna. Ale w sumie co cię to. Wstajesz rano, wychodzisz. Wróżka zębuszka się nie śniła.
***
Wychodzi jednak na to, że dyskografia Crass na pamięć. Tak to jest, jak się miało kasety. Wciąż bawi niezwykłość muzyki i realizacji tych nagrań. Przynajmniej ciekawe. Choć osłuchane.
***
Wyczyszczenie stopy — godzinka. Wyczyszczenie werbla — godzinka. Przycięcie i wyrównanie basu — dwie godzinki. Nadwerężony kręgosłup i ból nadgarstka. Ale przynajmniej człowiek ma poczucie, że poczynił coś.
***
Czy to zapomniany out-take z Built To Spill?

Ramble Tamble by johannvreen

Nie. To "Ramble Tamble" Creedence Clearwater Revival (1970). Co wcale nie umniejsza geniuszu BTS.
***
Z cyklu, z kim obejrzałbyś film (Danni Ashe):


czwartek, 9 czerwca 2011

Pan Teodor


wtorek, 7 czerwca

Przez chwilę poczułem się jak w prawie cywilizowanym kraju, miałem trochę czasu, więc po posiłku udałem się do wrzeszczańskiego parku, którego nie odwiedzałem od czasu ukradkowych spotkań spożywczych z czasów technikum, a tam miłe zaskoczenie, nie dość, że ludzie spokojnie na ławkach, to jeszcze elegancko porozsiadali się na trawnikach.
Do cywilizacji brakowało jeszcze swobodnego spożywania niskoprocentowego alkoholu po posiłku (cydr rulez); ale i tak było niemal niemal. Leci Eco dwa. Ale jest bardziej polityczny i doczesny (ówczesny), wobec czego bardziej hermetyczny aktualnie.
***
Mój tygodniowy plan zajęć mógłby się znaleźć jako wzorzec w Sevres. Te same miejsca, te same persony. Dzięki temu wiem na przykład, że pani w masarni mi się roztyła. Stałość i bezpieczeństwo. Umiarkowanie w jedzeniu i piciu. Żadnych niebezpiecznych zawirowań topograficzno-emocjonalnych. No, tak trzymać!

środa, 8 czerwca
Otwarcie sezonu na górce.
***
Jak spokojnie i sympatycznie przed burzą. Włączamy sobie Today Is The Day.
***
Dzienniki Parnickiego są niezwykłe. Dość napisać, że gdyby nie fragmenty o pisaniu, to równie dokładne zapiski można by znaleźć u księgowego. Ale oni nie piszą pamiętników. I w tym rzecz.
***
Tekst jest tak męsko dwuznacznie ładny, że nie mogłem, go nie skopiować.

Wojt: "Ahh, uwielbiam jak mnie tak zaskakujesz,..."


(nooo, potem się wszystko wyjaśnia)


"...bardzo fajnie kopnąłeś kompozycje, pomysł z puszczeniem gitary z intra po vocal trafiony w 100%".


Ale ładnie.

***
Z cyklu z kim wybrałbyś się na górkę (Carmella Bing):


środa, 8 czerwca 2011

The Molly Maguires (1970)



niedziela, 5 czerwca
Przepis na pierwsze truskawki w tym roku:
Kup kobiałkę. Truskawek, głąbie. Umyj. Podjedz podczas mycia. Zjedz trochę. Większą połowę oddaj drugiej połowie. Pozostałe zgnieć widelcem. (Chyba że masz mikser burżuju). Wlej maź do słoika. Dosyp dużo lodu. Wstrząsaj. Dolej dużo rumu. Wstrząsaj. Dolej barmańskiego syropu waniliowego. Truskawki są słodkie, ale bez przesady. Wstrząsaj. Nie częstuj. I tak powie: za słodkie/za mało słodkie. Pij za pomocą słomki. Bezpośrednio ze słoika. Po masz brudzić drugie naczynie. W sam raz na upalne dni. Pół niedzieli jak z bicza strzelił. Drugie pół: powtórzyć.
***
The Molly Maguires (1970). Z Człowiekiem Zwanym Koniem (tudzież Dumbledorem Pierwszym) (Richard Harris) w roli głównej + Connery. Taki pojedynek aktorski. Opowieść dla tych, dla których treść "Naszej szkapy" to abstrakcja s-f. Napomnienie dla polskich górników, że nie mają co narzekać, bo żyją, mają się jak pączki w maśle i mogliby się k... lepiej ubierać. Tak Pyszczku. Węgiel kamienny tak błyszczy. Oglądając przez chwilę poczułem się, jakbym był znowu we własnej piwnicy, ze świeczką, dużym młotem, bryłami karbonowej skały. Drodzy słuchacze, nie zrozumiecie.

poniedziałek, 6 czerwca
"Like brothers do" poszło mi bardzo sprawnie. Rzeczywiście chwilami ograniczyłem się do bardzo delikatnego eq. Znaczy się, nagrało się w sam raz. Podobno niektórzy tak mają, że od razu jest dobrze nagrane. Ho ho.
***
Besieged (1998). Bertolucci to hochsztapler i zdania nie zmienię. Scenariusz pisany na kolanie. Realizacja jak etiuda studencka. Jedyne, co można tu oddać, że Rzym bardzo nienachalnie skręcony.
***
Kevin Arnold — Rampant Snout (7.XI.1996). To 20 minut siermiężnego tru tru noisowego lo-fi. Zdaje się, że wtedy Kamila i Filip ograniczali się w przychodzeniu na próbę. Stąd rewolucyjny (jak na nasz zespół) skład na dwie gitary, perkusję i wokal. Najważniejsze to się dobrze bawić w lubianym towarzystwie. Pozdro Mariusz! Skoro jest to jedno ze stereofonicznych nagrań, to nie ma zmiłuj. Potraktujcie to jako ostrzeżenie.
Całość tutaj: http://www.megaupload.com/?d=FDSH3D8B

3 by johannvreen

wtorek, 7 czerwca 2011

The Roman Spring of Mrs. Stone (1961)

piątek, 3 czerwca
Czy to okładka książki dla młodzieży?

Nie do końca.
Czy to rzecz o prawdziwej przyjaźni?
Tak jakby. Justin Chin, Moi byli o imieniu Michael
***
Ale nas rozwalili — 100:54. Grali do znudzenia jedną akcję, a nam nic nie wchodziło. Dobrze, że graliśmy na dworze. Nie umarliśmy z ataków gorąca dzięki temu.

sobota, 4 czerwca


Umberto Eco, Zapiski na pudełku od zapałek I. Który raz to już czytam? W sam raz do położenia na pralce. W przerwie między jedynką a dwójką. W sam raz genialne w tejże formie. Mój ulubiony fragment (na przykład):
Pragnąc przekazać czytelnikowi (w związku z pojęciem „czytelnik”
por. D. Coste, „Three concepts of the reader and their contribution to a theory of literary texts”, “Orbis literarum” 34, 1880; W. Iser, “Der Akt des Lesens”, Monachium 1972; “Der implizite Leser”, Monachium 1976; U. Eco, “Lector in fabula”, Mediolan 1979; G. Prince, „Introduction a l’etude du narrataire”, “Poetique” 14,1973; M. Nojgaard, „Le lecteur et la critique”, “Degres” 21, 1980) garść świeżych intuicji (por. B. Croce, “Estetica come scienza delfespressione e linguistica generale”, Bari 1902; H. Bergson, Oeuvres, Edition du Centenaire, Paryż 1963; E. Husserl, “Ideen zu einer Phdnomenologie undphdnomenologischen Philosophie”, Den Haag 1950), w związku z malarstwem (odnośnie pojęcia „malarstwo” por. Cen-ninoCennini, “Trat tato delia pittura”; Bellori, “Vite d’artisti”; Vasari, “Le vite”; AA.W., “Trattati d’arte del Cinquecento”, opr. P. Barocchi, Bari 1960; Lomazzo, “Trattato dellarte delia pittura”; Alberti, “Delia pittura”; Armenini, “D’ veri precetti delia pittura”; Baldinucci, “Vocabolario toscano dellarte del disegno”; S. van Hoogstraaten, “Inleyding tot de Hooge Schoole der Schilderkonst”, 1678, VIII, l, ss. 279nn.; L. Dolce, “Dialogo delia pittura”; Zuccari, “Idea de’ pittori”) Antonia Fomeza (jeśli chodzi o bibliografię ogólną, por. G. Pedicini, „Fomez”, Mediolan 1980, zwłaszcza ss. 60-90), muszę podjąć próbę analizy (por. H. Putnam, „The analytic and the synthetic”, w: “Mind, language, and reality”, 2, Londyn-Cambridge 1975; M. White, wyd., “The age of analysis”, Nowy Jork 1955) w formie (por. W. Kohler, „Gestalt Psychology”, Nowy Jork 1947; P. Guillaume, „La psychologie de la forme”, Paryż 1937) całkowicie naiwnej i wyzbytej uprzedzeń (por. J. Piaget, “La representation du monde chez l’enfant”, Paryż 1955); G. Kanizsa, “Grammatica del vedere”, Bolonia 1981). Jest to jednak rzecz (odnośnie rzeczy w sobie por. I. Kant, „Kritik der reinen Vernunft”, 1781-1787) niezmiernie trudna na tym świecie (por. Arystoteles, „Metafizyka”) postmodernistycznym (por.por. ((por. (((por. por.)))))). Dlatego nie robi się nic (por. Sartre, „L’etre et le neant”, Paryż 1943). Pozostaje milczenie (Wittgenstein, „Tractatus”, 7). Przepraszam, może innym (por. J. Lacan, “Ecrits”, Paryż 1966) razem (por. Viollet-le-Duc, “Opera omnia”).
***
Dwa palce wybite + jeden ostro nacięty (sporo krwi) (kto by pomyślał, że kciuk się tak człowiekowi przydaje) (ostatnio miałem takie dziecięce wrażenie, kiedy odkryłem istnienie małego paluszka u stopy) + syf na nosie + pierwsze oparzenie słoneczne I stopnia = całkiem udana sobota.
***
Olszynka we wspólnej wyprawie rowerowej (A&E) odkryła przed nami swoje industrialno-sielskie oblicze. Naprawdę bardzo ładnie, bardzo dobrze. Plus piesza wycieczka. Dowiedzieliśmy się co zowią Zakoniczynem. Grunt to mieć 20 zeta i kupić dziewczyńskie spodnie. Pewnie tradycyjnie starczą na kilkanaście lat. Chyba jestem urodzonym sportowcem. Niedługo o mojej kondycji fizycznej zaczną krążyć legendy.

The Roman Spring of Mrs. Stone (1961). Warren Betty. (Znakomita wymowa)(inni mówią na to akcent). Jak tylko ujrzałem, od razu uwierzyłem we wszystkie opowieści doń dotyczące. Mając taki visual osobowo nie mógłbym nie skorzystać. To byłby grzech. Oprócz tego bardzo ładnie z ich strony, że odwiedzają te miejsca, które każdy może rozpoznać. Rosa Klebb jak zwykle niezawodnie odpychająca.
Oprócz tego, że Vivien Leigh, to film pozostaje niedościgłą
abstrakcją — umówmy się: żadne z nas nie będzie obrzydliwie bogate, tudzież nie spotka kogoś w tym stylu obrzydliwego. A szkoda. (Na dywagacje również.)

Z cyklu "z cyklu" (Bianca Beauchamp):


poniedziałek, 6 czerwca 2011

jak się dobrze zabawić


środa, 1 czerwca
Przygód nie było (http://johann-vreen.blogspot.com/search?q=bohater+klasy+pracuj%C4%85cej).

Szału raczej też nie. Gdyby nie chwile radości. Podsumowując:
— w googlach było na pierwszym miejscu, że są urodziny
przekonałem się, że mam całkiem zgrabne paluszki u nóg
że o łydce nie wspomnę
dobrze, że nie muszę się depilować
wygrałem w twistera (ha!)
bardziej się najadłem niż napiłem
wcześniutko skończyliśmy
w nocy (sen) goniła mnie wielka Cyganka; i to wcale nie w celu kopulacyjnym; dziwne; dlatego się nie wyspałem
pogoda nie odpuszcza -> zaczęło się kolejne lato w naszym pokoju
miała zostać dłużej, już bez dzieci, ale mąż nie pozwolił
wrócił po pijaku na rowerze do domu; ciekawe, co trzeba zmajstrować, żeby mieć bana na powrót do domu po 21
wiadomo, że prawdziwa impreza zaczyna się parę godzin później
a mówiłem, żeby nie mieszać
i niech ona nie dotyka twoich włosów
wszystko zależy od tego w co się bawisz i z kim się bawisz
a ciekawe, czy by dała w te zaczerniałe od czerwonego wina zęby (impresja taka)
miałeś się już nie odzywać
a coś mnie podkusiło
jeżeli twoim najbardziej h/c wspomnieniem jest, że pobrudziła ci się skarpetka od twistera...
zdruzgotany porażką w wyścigu dżdżownic rzucasz w towarzystwie 30 dzieci: "k..., kto tam ciągnął z tyłu!?!" bezcenne

czwartek, 2 czerwca
Postanowiłem być miły i zająłem się wokalami do "Twillight Sattelite". Wokale pięknie, nie wiem jak teraz pomieszczę gitary. To zmartwienie na potem. Początek "like brothers do" wrzucam, bo jest podjarka. Pamiętam, że kiedyś miałem podobne wrażenia w kwestii "Ringo", a nie wrzuciłem i teraz żałuję. (bo do finału jeszcze trochę czasu).

Like by johannvreen

I okazało się, że wciąż włączamy komp stacjonarny przez F1. Ale przynajmniej nowy/stary (dostany w prezencie) monitor pozwala pracować. W związku z tym, że to jednak nie jest najnowszy sprzęt, chyba jednak zdecydujemy się na zmianę jednostki.
***
Don Black odpisał. Fajnie. (heh, ciekawe który). Ale zobaczymy co dalej.
***
Chritopher Hitchens, Misjonarska miłość. Matka Teresa w teorii i w praktyce. Krótkie. (anty)propagandowe.
***
Criss Cross (1949). A co tam. Nie dam się filmu noir tylko dlatego, że jest wyklepany według schematu. Ok, przyznaję się, Burt Lancaster mnie nie przekonuje. Ale mają naprawdę ciekawe zmiany w chronologii przedstawianych zdarzeń. Ale Tony Curtis nam się pojawił podczas tańca. Ale muzyka jest kapitalna. Ale jakość obrazu jest tak zniewalająca, że aż chce się oglądać dla tej skali szarości. Same ale. Yvonne De Carlo. A tutaj jeszcze lepiej: Sophia Loren, Yvonne De Carlo and Gina Lollobrigida.



piątek, 3 czerwca 2011