wtorek, 13 października 2009

taki koleś!

piątek, 9 października

Wypogodziło się. Niebo niemal czyste, co skutkuje też niższą temperaturą. Dosyć wietrznie, więc czapka się przydała. Po wczorajszej ulewie potok oruński wciąż pędzi wartką wodą, a gęsta roślinność, która zdążyła się zakrzewić i niemal w całości pokryła jego dno, teraz położyła się zgodnie z kierunkiem jazdy. Ogólnie jest jeszcze stosunkowo zielono (przynajmniej w okolicach wądołu strumykowego, chociaż kolory już infekują liście drzew.
Jak ma w opisie skype kolega z pracy: "...i chłodnym wiatrem zamiata jeszcze ciepłe ślady lata".
He he. Wrażliwiec.
***
No i było tak. Pojechałem na Wrzeszcz, zakupiłem płytę 8,5 giga, którą zmarnowałem na HDTV "on her majesty" - znowu te cholerne ruskie! Kupiłem również pudełko na płytę dvd — do sprawdzenia. Zaszedłem do starej organizacji, która niegdyś naprawiała magnetofony, wieże, adaptery i takie tam. Spytałem się i mogą polutować poluzowane wtyki mojego wzmacniacza wokalowego — dobra nasza.
Następnie na sali zorganizowałem sobie wygodne stanowisko, żadne tam na klęcząco, czy w kucki — z gitarą na ramieniu, ekran niemal przed moimi oczami, myszka pod ręką, piec obok. Niemal komfortowo.Ustawiłem gitary i mikrofon i zabrałem się do pracy. Z basem poszło zaskakująco lekko. Okazało się, że swoje zagrywki mam w trzewiach, więc odcyfrowanie, co zagrałem na tym basie 3 lata temu zajęło mi chwilę i zagrałem poprawne partie adekwatne do zarejestrowanej Pawłowej perkusji. Więc najbardziej grunge'owy numer z sesji ITNON ma już podstawę basową, łącznie z charakterystycznym zwolnienie. Na sprzężenia na gitarach czas przyjdzie później. Uwaga! Zrobiłem kilka poprawek.

W dalszej kolejności trzeba było w końcu opracować "Brainstorm" Hawkwind, co okazało się nietrudne, podkład pod wokal już jest, później zajmiemy się aranżacją — poprzestawiamy sobie zwrotki i refreny.
Uznałem, że jestem z nastroju na sztandarowe riffy ITNON, więc do dzieła. Początek poszedł łatwo, na szczęście chwyt ów zapamiętałem, sztuka polegała jedynie na tym, by go dobrze nagrać do perkusji. I tutaj — brawa — nagrywałem ścieżkę za ścieżką, by uzyskać satysfakcjonujący efekt.
Jeżeli ktoś nie wie, nie pamięta, to przypomnę, że sztuka nagrywania Vreena polega na tym, że taśma leci, nagrało się? ok, przesterowało? może troszeczkę, jest nierówno? nieważne, grunt, że się nagrało, potem się przytnie — liczy duch i nastrój nagrania, przecież nie będę powtarzał!
A tutaj, nie dość, że kilka razy, to jeszcze wykasywałem mniej udane próby, nie licząc na to, że coś się doklei w przyszłości. Z drugim patternem nie poszło lekko, ponieważ siłowe granie nic nie dawało, aż byłem zdziwiony, że wstępne gitary udało i się tak równo i selektywnie nagrać. Być może to efekt tego, że metronom jest przewidywalny i wystarczy po prostu równo grać. Do perkusji trzeba co nieco uważać. Ale istota rzeczy polegała na tym, że w tym fragmencie należało grać leciutko kostką — bez obaw o to, że będzie za cicho. Potęga tegoż riffu brzmi w jego dynamice, więc kiedy już to wyjarzyłem, to mogłem jechać ścieżkę za ścieżką — z reguły nagrywam je 4, z czego rozkładam je po dwie w panoramie, co symuluje po prostu dwie gitary z jednym, masywnym brzmieniem. Zresztą kwestię miksowania zostawiam na później, a brzmienie będę modyfikował w korekcji podczas miksowania.

Szło całkiem nieźle, doszedłem do I refrenu, gdzie napotkałem ciekawostkę, polegającą na szybkim przejściu, które kończy się wcześniej, niż przewiduje pełny zestaw taktu na 4. Wiadomo, tego normalnie nie słychać, perkusja jest rozpędzona, numer ma drive, ale weź tu zagraj, skoro następny akcent nie wychodzi na raz, ale na 3 z kawałkiem. Ale i temu podołałem. Będę musiał zajrzeć, jakiej korekcji użyłem przy pilotach gitary, gdyż ich brzmienie jest całkiem trafione, ale rzeczywiście pilotów nie można użyć — nie pasują do perkusji.
I już pod koniec, kiedy rozpoczął się motyw spokojny, wpadłem na pomysł innej zagrywki, która rytmicznie pasuje, a chyba jest mniej kaszaniasta niż pilot. Nawet nastrój lekkiego indie się zrobił w tym fragmencie. Całkiem udanie to wpadło.
Podsumowując, jestem piekielnie zadowolony z efektów tej pracy. Odczuwałem, jakbym w końcu znalazł się w miejscu, którego mi brakowało. Co dość dziwne, w końcu niedawno nagrywałem perkusję (sierpień?). No dobra, trochę czasu minęło. Ale może to chodzi jednak o gitary i efekt realizowania. Ustawiasz poziomy, wciskasz record, grasz, sprawdzasz, poprawiasz, widzisz nowo powstające grube, czarne parówki — się nagrywa, się żyje!

Brak komentarzy: