wtorek, 27 października 2009

Franklyn

piątek, 23 października
Zatem chwyciło mnie w środę po południu.

Pyszczku też, wróciła wcześniej ze sportów i od razu do wyra, ale jej organizm okazał się silniejszy, i zwalczył wirusa w ciągu wypoconej nocy. Ja noc miałem cięższą i uznałem, że nasilające się bóle mięśni i żołądka nie zmuszają mnie do pójścia do roboty.

Czyli niedzielne spotkanie okazało się owocne, skonsultowałem z Jerzym objawy (grypa żołądkowa), on doradził mi lekarstwo, które kupiła mi Pyszczku.

Zatem tylko na wodzie, oglądałem sobie filmy, po drugim doszedłem do wniosku, że mogę je oglądać na leżąco, odpaliłem kontrolowany sen między 15:30 a 17. I powolotku dochodziłem do siebie. Dzisiaj rano zjadłem już 4 wafle ryżowe!

Dawnom nie chorował, więc zapomniałem, jak to jest, że się nic nie chce, że w ten dodatkowy wolny czas człowiek nie nadrobi lektury ani nie powycina sobie plików, tak jakby chciał.
Wieczorem zaczęliśmy oglądać film "Franklyn". Ciekawe są charakteryzacje na XIX-wiecznych kominiarzy oraz Manikiurzystki Dnia Siódmego. W filmie występuje Vesper Lynd. Bohatersko wytrzymaliśmy prawie do 22, po czym udaliśmy się na zasłużony odpoczynek.

Brak komentarzy: