czwartek, 20 sierpnia 2009

Anioły i demony


czwartek, 20 sierpnia
Takie to sprawy były. W poniedziałek pojechałem do Endriusa, gdzie zainstalowaliśmy moją 4-kanałową kartę (z powodzeniem), zrobiliśmy foldery, zaimportowaliśmy podkłady, metronomy i takie tam. Sprawdziliśmy, czy się nagrywa i wszystko poszło ok. Endriu opowiadał, jak to było na festiwalu El-muzyki w Cekcynie (Endriu — III miejsce!). Przygotowania jak trzeba.

W drodze powrotnej zahaczyłem o kerfur i zakupiłem cukier żydujący. Wieczorkiem zasiadłem w domu, obrałem agresty i inne porzeczki, aż mi zeszło do północy. Ciężka praca.

Była śmieszna sceneria, kiedy zacząłem robić pompki (po ciemaku) i nadziałem się okolicami oka na szklankę, którą zostawiłem na podłodze. Szybkie użycie lodu spowodowało, że nie miałem trwałych śladów następnego dnia (niewielkie zaczerwienienie), więc niewinny żarcik, że Skarbie mnie bije nie udał się do końca.

We wtorek udałem się na salę, zaś Skarbie z sukcesem zaprawiło owoce w słoiki. Przybył Endrius, nastwiliśmy zestaw kabli, mikrofonów i stojaków, i gdzieś od 19:15 do 21:15 pojechaliśmy chyba z 6 piosenkami. Ogólnie szło całkiem nieźle, udało mi się zagrać podstawowe rytmy, kilka przejść.
Wydaje się, że niedoskonałości będzie można zatuszować tymi sprawniejszymi fragmentami. Klimat perkusji odpowiedni do utworów chyba jest zachowany (miotełki, miękkie pałki, powolny wyraźny rytm). Pracowicie spędzony wieczór. Podczas drogi powrotnej Endriu opowiadał o swojej wakacyjnej pracy w Wiśle, na obozie wokalnym dla dzieci (nagrywa tam).


W środę wreszcie trochę czasu dla siebie. Fryzjer (zrobiłem się na bóstwo), pojedynczy dokument z agentem 007. To co robi wrażenie, a na co - w dobie komputerów i zmasowanego kina akcji — w ogóle nie zwraca się uwagi, to prawdziwe występy kaskaderskie, które były kręcone tradycyjnymi metodami, z udziałem osób, o których obecnie nikt nie ma pojęcia, którzy nierzadko ryzykowali swoim życiem, wykonując numery niejednokrotnie raz w życiu, do tego czy innego filmu. Vide skok narciarza z krawędzi skały w "The spy who loved me". Dobrze jest wrócić do domu.

Wieczorem oglądaliśmy kryminalną przygodę wg Browna "Anioły i demony". Sympatycznie.


Brak komentarzy: