piątek, 8 sierpnia 2014

2014-06-28, sobota — Convento do Carmo



dzień był złożony
Alfamo Alfamo
pierwej zaliczyłem ukochany pchli targ, gdzie nie mogłem się oprzeć wydaniu 7E na naprawdę dziwaczne buty, z resztą się powstrzymałem (teraz mogę żałować tego "Live" Creedence za 1E czy singles dEUSa)
niemniej sporo satysfakcji z możliwości swobodnego baraszkowania poprzez całe miasto bez obaw
słonecznie, co widać
widokowo, co widać
był też oldschool
Convento do Carmo nie mogło mnie niczym zaskoczyć, ale atrakcje gospel oraz kot się trafiły
no i takie podwójne foto wejście/na wyjściu

 
 
 
 
 
 
 



czwartek, 7 sierpnia 2014

2014-06-27, piątek — Belem



a tędy to codziennie chodziłem po bułki i ładnie mi się trafiło
w kwestii twierdzy i Hieronimitów nie można było wiele wymyśleć (prócz tańszego wejścia), ale było tak źle z podobaniem się
nadeszły upały i był w końcu ogród z prawdziwego zdarzenia: punkty do zaliczania, pawie na wolności, bonzai, wielkie drzewa i małe kwiatki, do tego forma upadłego pałacyku — takie właśnie
nie ma na foto, ALE: odkryciem (nowym) był mini chiński ogród w ogrodzie — przygoda i dżungla
w muzeum sztuki współczesnej (za free, za free!) niemal nie byliśmy, bo roztocza, ale już mi się podobało, zapewne bardziej ta partia do 1960
widzę, że jest dzisiaj kolor i słońce
 
 
 
 
 
 
 
 

 
 
 



środa, 6 sierpnia 2014

2014-06-26, czwartek — Muzeum Historii Naturalnej i Nauki, ogród botaniczny



My drogi i Miłościwie Nam Panująca, a właściwie ja nawet nie, skatalogowała mi dzielnie daty i opisy, na których bazuję.
Bo ja bazowałem głównie na lenistwie.
Zwiedzanie koło domu.
Zwierząt prawie nie było (szkoda), a minerały jużeśmy widzieli wcześniej.
Kawałek "sztuki", a przecież i tak najważniejsze było odkrycie sesji plakatowej. W realu.
Niemniej, gry i zabawy, bo można się było bawić, a pewnych gier to najstarsi Grecy nie pamiętają, a były u nas takie za czasów komunistycznej podstawówki.
Właściwie też ogród nie zaskakiwał, bardziej liszką niż motylami, acz wypoczynek i relaks były, bo zdjęcia nie wyszły. (ale za drogo na te atrakcje)
Przynajmniej podniszczone miasto zaskoczyło krykietem (grali na placu), nieznaną mi wcześniej kolejką/windą, którą znaleźliśmy tylko dlatego, że zgubiłem drogę w dzielnicy chińsko-hinduskiej (klimat).
Dwa megalityczne budynki:
1. ten z queen, co to już go nie ma, a przecież tak się skrzy powybijanymi okny
2. ten co nie wygląda, bo jest w cieniu, ale architektoniczne pokłosie domu handlowego czy centrum targowego
Jeszcze było chłodnawo i tego dnia bardziej egzotycznie.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 



wtorek, 5 sierpnia 2014

2014-06-25, środa — ulice, tramwaje, kościoły



starłem się, ale nie udało się nie latać z wywieszonym jęzorem, bo ja to nawet nie skojarzyłem, że 7 wzgórz = ciągle w dół i ciągle pod górę

starałem się, żeby nie zabrakło podstaw, więc musiał być i tram i Tag, i Se i udziwnienia, i sztampa wszystkiego po kawałeczku

i jakkolwiek (prawie) wszystko już widziałem, to wciąż mnie to zauroczało, im zwyklejsze, tym fajniejsze

posprejowane tramwaje/kolejki (tych foto nie) nie podobają mi się za bardzo, ale trochę klasyki wciąż jeździ

szkoda, że część torów jest jeno świadectwem przeszłości, no ale

zaskakująco pogoda nas nie upaliła w tym pierwszym tygodniu

ale już jesteśmy! już napoczynamy!

http://fotolizbona.pl/windy_w_lizbonie.html


 
 
 
 
 







poniedziałek, 4 sierpnia 2014

2014-07-08, wtorek — Alfama, pamiątki



moja Lizbona ma zawsze kolor obszarpania i uroczych staroci
w ostatnie takie wakacje mógłbym mieć wrażenie, że głównie zmywałem naczynia i robiłem kanapki, to również nie omieszkałem wypić morza alkoholu (z akcentem na miejscowy) i należy zaznaczyć, że wszystkie atrakcje odhaczone
pamiątek tym razem nie zbieraliśmy, zostały po nich zdjęcia
w tym bałaganiarskim fragmencie (jak zwykle nie mam czasu przysiąść, a bazy czekają) jest wspomnienie niegdysiejszego banku, który imponuje swoją zrujnowaną świetnością (galeria sztuki współczesnej = bar)
elektryzujący występ i przygody zanim się zaczął, z którego to zespołu (oraz innych próbowanych a niedoszłych) linków pewnie już chłopakom nie prześlę
Murdering Tripping Blues
jeden z wielu, ale jeden z najważniejszych biletów wstępu (na bezdrożach to było miasta)
jeden z zestawów imponujących kolorowych folderów turystycznych (podrożało, oj podrożało)
nasza droga do domu
nasze mistrzostwa, co do których nikt, ale to absolutnie nikt się nie spodziewał
widok na naszą wąską uliczkę
oraz widok na pożegnanie z butami (właściwie zrobiłem im o wiele więcej zdjęć, ale to i tak za mało, ani one ani ja nie czujemy się z tym dobrze), jakaś taka niepotrzebna potrzeba w tym tkwiła, ale ona przecież matką wynalazków, żegnajcie żegnajcie towarzysze