poniedziałek, 1 sierpnia 2016

1–5.07.2016



1 lipca, piątek

zatę Żono ma

zrobiłem sobie dzisiaj "wolne", by psych odpocząć po wczorajszym dniu w tyrce, ale jak już się "zabawiłem", to może warto by coś konstruktywnego? obejrzeć film w pracy?
***
ponieważ mam nową książkę, Aleksander Hall, Francja i wielcy Francuzi (2007), to przegapiłem przystanek i pojechałem do gdn, potem 154 ma górę, lubię tę trasę, rzadszą w tej kolejności
***
jest lato, będą kolejne mecze euro 2016, właśnie rozpoczęła się karuzela zakupów w nba, luzik
***
wracałem sobie spokojnie spacerkiem przez park dla ludzi, na wro
tam już dziadków nie było, a Mama w nerwach, ja zaś śpiewająco
wieczornych i zasypiania, nie pamiętam, chyba ok, wyszedłem do Wojta po 21
obejrzeliśmy, porządnie w tv, z czipsami i piwem
Walia-Belgia 3-1
co było i miłe i zaskakujące
jak szedłem wcześniej w ten upał musiałem postraszyć dziki
z kolei jak wracałem po nocy z wierarą, to świeciły mi świetliki
dyżurowanie zupełnie przyzwoicie do 8 z kawałkiem
***
zapomniałem od dwóch ważkich kwestiach: się okazało, że działa www z filmikami, więc na chwilę przed wyjściem, po całym dniu ciężkiej pracy (!) pobrechałem się trochę przy parodiach koszykarskich, aż musiałem robić przerwy, by się nie spłakać => warto by tak rozluźniać zwieracze częściej
jak był ten spacer, co poszedł szybko, bez zakupów, to byłem wcześnie na Dolnej, i w tym słońcu przeszedłem całą, aż do Sandomierskiej, przy okazji zaglądając na podwórko na Jedności Robotniczej, tak się grało w noża i kopało piłę, zasadniczo nie uległo zmianie, prócz tego że budynków dalej aż do torów już nie ma, więc podwórko jest, jeno jakby ciut mniejsze


2 lipca, sobota

zatę Żono ma

śniadanie było jajecznicowe, a potem przyszła Babcia i zabrała dziecko na spacer
zabraliśmy się w szale (ja) do borowania w ścianach pod obrazki, ale nie wszystkie, właściwie niewiele, plus pod żyrandol, nie przewierciłem kabli
***
zabrałem się za hydraulikę umywalkową, poszło dobrze
następnie była przyklejona umywalka, nie poszło dobrze
to znaczy poszło, ale razem z kafelkami
Tato ratuj (telefony do przyjaciół)
równie niedobrze, że dziecko nie zasnęło, więc Mama męczyła się z nim przez resztę dnia
a ja skubałem fugę
akurat został nam jeden wielki kalox na wypełnienie ubytku
co mi zajęło resztę dnia, po obiedzie Mama poszła na długi spacer, ja zrobiłem wieczorne i zasypianie, skończyłem szybciutko, o 20
więc zanim poszedłem na wproszony mecz, to się wyszykowałem na zaś
oglądaliśmy o Wojtów
Niemcy-Włochy 1-1 (k. 6-5)
śmieszne karne już obejrzeliśmy w domu, kiedy znowu po nocy wróciłem przez las (z klejem i fugą, 2 wizyty w piwni), dzisiaj było jaśniej
dyżurowanie nieźle, tylko ta pobudka


3 lipca, niedziela

zatę Żono ma

6:35 to było za wcześnie na moją głowę, zmęczone ciało i pokiereszowane dłonie
Mama zrobiła pyszne naleśniki, i wyszła na spacer, ja zaś z werwą zabrałem się za wklejanie kafloxa
trochę niepokoju było, ale wisi
***
pierwsza operacja podklejania sedesu silikonem się nie udała = wilgoć
zatem po obiedzie wybrałem wodę (zrobię rekord montażu spłuczki w tym tygodniu, 2 x dziennie)
zasnąłem dziecko i zaszalałem z koszeniem na działce aż trawa fruwała, tam było ciepło i naniosłem malin, nie miałem czasu się nią zachwycać, ale odrobinka chillu była
***
po udanym obiedzie i udanym klejeniu poszliśmy do leroya po sprzęt, a przy okazji kupiliśmy Kubusiową matę
domontowałem, wieczorne z włosami oraz godzinne zasypianie i "już" po 21 byłem wolny
do kanonady (mecz to to nie był)
Francja-Islandia 5-2
wydrylowałem czereśnie i już można było iść spać


4 lipca, poniedziałek

zatę Żono ma

czuję CAŁY organizm (jest grubo), i po biedronkowych zakupach spóźniłem się do tyrki, może przez ten brak umywalki, a z sedesu gdzieś się przelewa, ale nie wiem gdzie
***
ale sen miałem mocny
***
trochę podskubałem w tyrce, więc chyba skoczę do kibla, ponieważ jest poniedziałek, to plan mam taki co zawsze, pogoda mi nie przeszkodzi, no ale "godzina" już też się zrobiła
***
wracałem przez pizzę, młodzież się bawi w rzucanie butelkami w parku, musiałem zmienić miejsce postoju, a potem busy w ogóle nie chciały jechać, ale szczęśliwie dotarłem na wro
***
będziemy kontunuować przygodę z lekarzem jeszcze przez miesiąc
ale zdążyliśmy się pokłócić o tego raka i cellulitis
***
niemniej kąpiel i zasypianie zupełnie normalnie na zmęczeniu, "stara" palma, skoro Kevin Durant idzie do GSW (dramatu nie widzę, byłoby chyba gorzej znowu czekać cały rok, czy tym razem OKC się uda)
= cieszę się, jaram się, biznes się kręci
= ogłosiłem komentarz w tej sprawie, wypowiedziałem się
= jak każdy
***
plan na wieczór był minimalny — Mama kupiła lody
***
fuga 22, znowu montaż spłuczki, silikon trzyma, cieknie z rury :D
***
cóż było robić na zmęczeniu, obejrzałem kawałek meczu Walia-Rosja i do snu


5 lipca, wtorek

zatę Żono ma

a jednak się nie wyspałem, mimo że Mama poszła do dziecka już niedługo po zaśnięciu, zimo dzisiaj, nowe szmaty na podłogę
lektura idzie dobrze, machnąłem spacerniak, mam plany na popołudniowy przejazd po paczkę
***
popracowałem i wyrwałem się o 15:20
niestety komunikacja tak jeździ i tak się korkuje, że w domu byłem o 17:45, owszem, Stogi za dnia w tygodniu rzadko bywają, ale ta alternatywna wersja historii z wieczornymi wtorkowymi powrotami z widokiem na most już się nie przydarzy
***
najważniejsze, że jest paczka, więc książka przyrodnicza i w drogę powrotną
***
w domu szybko do mierzenia i borowania, przez kafelki szło to opornie, ale nic mi nie pękło, umywalka będzie na mur beton się trzymać
***
zabójczo zieloniutki
Freedom Tower — No Wave Dance Party 2015
kapitalnie głośno gra
bardzo się cieszę z tego zakupu ze slipmatą za jakieś 61 zeta łącznie
***
dzieci zaraz wróciły, Mama z pieczarką na głowie, obiad opowiedziany, ale prezentów nie zdążyliśmy obejrzeć
***
wieczorne i zasypianie nieźle, niezbyt długo, o 20:40 już byłem na dworze
na płyty chodnikowe pod domek narzędziowy jeszcze zaczekam
tymczasem przyciąłem krańce traw (zawsze mnie zaskakuje, że to trwa dłużej niż połacie kosiarką), objadłem się malinami, zebrałem estetycznie upadłe małe jabłka na skoszoną trawę, wyciąłem naszą ścieżkę i zatargałem do auta worek z resztką gałązek/szrotu, cholernie ciężkie to było, i to już było po 22
padłem do snu



Brak komentarzy: