wtorek, 30 sierpnia 2016

1–4.08.2016



(plany były inne, ale zostały w domu)
 
1 sierpnia, poniedziałek

zatę Żono ma

John Barry z The Royal Philharmonic Orchestra — słucham cały koncert, bo jest płyta na yt, a on wciąż tutaj działa. Sprawdzam płyty z dusty. cd.
***
jest praca, jestem rozpisany, chwilowo nie biją
***
zakupiłem rano zestaw pomniejszony, wracam do musli i jabłek, czuję głód
***
Mama po długiej małej drzemce wybyła na wro po słoiki i wielkie naczynie do ogórków
nie pozwoliłem sobie na chill, wybrałem opróżnianie lodówki z jabłek (wino, mus), w tym czasie oglądałem "Marsylię" (miasto w hd trza będzie wyciąć)
dzieci wróciły, późno z kąpielą, późno do snu, więc wyszedłem z pokoju o 22
jeszcze chwila roboty w kuchni i padłem
ach, obejrzałem dramatyczną końcówkę
El Clan (2015)


2 sierpnia, wtorek

zatę Żono ma

nielekko ze wstawaniem, jeszcze niedospanie, Henry James, apncerio
***
ogarnianie, zapracowanie
***
wróciłem, nieco w deszczu do domu, z drożdżówkami
gościa nie było, ale mieszkanie pięknie przygotowane, a dziecko w bardzo dobrym humorze (bo bez drzemki)
jak już skończyliśmy z kawą i drożdżówkami nastąpiły wieczorne i zasypianie
mimo że bardzo wcześnie, trzeba było porobić, więc bez grania w grę
fasolka — pasteryzowanie, drożdże — rozlewanie, mus z czekoladą — słoikowanie
więc już tylko do snu
Our Man in Marrakesh (1966)
z Sentą Berger
***
genialna wiadomość dla Mamy, wielka radość, gooooool!


3 sierpnia, środa

zatę Żono ma

ciężko ze wstawaniem, bus się wlókł, 262 więc do końca, Henry James w tłumaczeniach — cięte
***
jedni wracają z urlopów, inni idą, ja "ogarniam"
yt wciąż dział = wiele płyt
***
skoro środa, to zrobiłem przechadzkę (trochę na siłę) i objadłem się frytkami (bardzo na siłę), po wro/kolacja/kawa pojechaliśmy zatankować oraz do decathlonu, wspaniały sklep, można się zachwycić/zgubić, tyle że jechało gumą i innymi sztucznościami pozbawionymi tlenu
***
bez kąpieli, od razu do snu, szybciej poszło, tyle że robiłem rekordy w kwadracikach i wyszedłem o 21:12, zatem wieczorne, Marrakesh, i do snu


4 sierpnia, czwartek

zatę Żono ma

NIC nie robiłem przez wczorajszy wieczór, a robota czeka
dziecko obudziło o 5:30, już nie zasnąłem dobrze
za to w nocy dobrze czułem wczorajsze frytki
listy z dusty już dobrze przesłuchane i rozpisane (yt wciąż działa), są plany, są soundtracki
śniadanie obfite, tylko majonezu zabrakło do jajka, które ugotowała Mama, małosolne się zrobiły, dobre
***
sporo leżakowania, coś tam porobię
***
hah, wczoraj mi przypomniano, co jest najgorsze w tej tyrce — ludzie
***
ale skończyłem w drodze LnŚ (spisać), Mama dzwoniła o śpiącym dziecku, powlekliśmy się do domu, a tam jeszcze dużo czasu do zmitrężenia, była kolacja, były zabawy, krzyki też ("z imperatora na frustrata"), przejrzałem prasę (nowy Bourne, mały szkic o szpiegowskich), wypiłem kawę, trochę winyla i do późniejszej kąpieli
zasypianie stosunkowo szybkie, wolny o 21
ale w kuchni trzeba było ogarnąć, więc uporządkowałem gary do wtóru piwa
jeszcze przed snem policzyliśmy mięso, i z filmem do snu (ten z tych lepszych)




2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Mateusz, kiedy pijemy? adhd :)

vreen pisze...

w środy!