Chairman (1969). Gregory Peck jako brytyjski agent niemal w środku kulturalnej rewolucji? To nie mogło się udać. Pod koniec rzekłem, że brakuje mi seksu i strzelaniny. W złym momencie. Zaczęli strzelać. Nie za bardzo było na kim oko zawiesić. Ponadto wujaszek Peck! Przecież nawet Pameli Anderson Lee by nie skrzywdził. I do tego muzyka Goldsmitha. Gość zupełnie nie ma wyczucia. Czy ja ujawniłem skrywaną niechęć doń? Naprawdę nie wiem, jak to to się stało, że wyszedł mu "Alien". Chyba go podmienili. Taki krzesłowy ten film. Sorry Gregory.
sobota, 23 kwietniaZawsze jednak coś tam trzeba było zmajstrować. I dzień minął. Uznajmy, że najlepszym elementem było odcedzenie wina jabłkowego. Lekkie. Ale smaczne.***niedziela, 24 kwietniaŚwięta. Wybraliśmy się na dłuuugi spacer znanym kółeczkiem: prawie Jankowo-Otomino-Szadółki-dom. Pogoda dopisała. Ubranie stosowne.poniedziałek, 25 kwietniaŚwięta. Wybraliśmy się na krótszy spacer nieznanym kółeczkiem. Ekscytująco. Survival. Pomoczone buty. Podmokłe tereny. Wiejscy mordercy (na szczęście było za dnia). I widok. Widok! Jeszcze nas tam nie było.
czwartek, 21 kwietniaBossskie.Allen. Po pierwsze primo — fajnie, że nie musi już się pojawiać na ekranie. Po drugie primo — nie mam nic przeciwko jego współczesnym filmom. Bywają nawet lepsze od tych dawniejszych. Wiele zależy od czasoprzestrzeni. "Vicky Cristina Barcelona" zdaje mi się teraz słaba. Tu podobało m się wszystko. Od historyjek, znakomicie dobranych słów w każdej scenie, narratora, obsady, gry aktorskiej, angielskiego angielskiego, po ton opowieści, sposób jej prowadzenia, finał, całokształt. W zakresie, jaki sobie wyznaczył ten obraz, nie ma słabych punktów.Aaa. Racja. "Morał był słaby". Muszę czytać więcej komentarzy.
piątek, 22 kwietniaNaach! Takiego wieczoru nie miałem chyba od 4 tygodni. Chill-out. Pełen. Ray Allen (z odtworzenia) wygrał z Knickerboxers.***A zaczęło się od eskalacji mojego geniuszu. Perkusję napocząłem wcześniej (patrz wcześniej), potem błysk, zmniejszyłem jej panoramę do prawie mono, dodatkowo werbel (kant) w lewo, a stopa w prawo. Bas kręciłem chyba z godzinę dwadzieścia. Dwa razy wyskoczył mi program, bo nie mógł znieść sygnału przesterowania. Jak już znalazłem odpowiedni reverb na gitarę, to właściwie nic nie musiałem zrobić, solówki już wcześniej były w sam raz. Zbliżała się godzina zero, a ja byłem w szale tworzenia. Co ciekawe, na wokal użyczyłem tych samych ustawień co na bas i jest gites. Zatem: dr — współczesne retro między klimatem "Twin Peaks" a Black Keys, bas, gitary i wokal — współczesne retro Black Keys, w końcu blues to jest, w efekcie nawet bym się dopatrzył trochę zimnego tchnienia późnego Breakout. Można sobie zapisać, a potem sprawdzić. "Roll with me".***Ps. boże ileż hałasu potrafi generować człowiek za oknem w słoneczny, ciepły wieczór! Głosy, psy, piłka, dzieciary, kopary — przecież tak nie można pracować!***Mam grzywkę. Jestem gość.***Murder in Orient Express (1974). (Dobry rocznik). To ten czarny Poirot. Petera Ustinova wolę z "Quo Vadis". Bardziej pogadanka niż film, ale dzięki scenom komediowym rozprasza to wrażenie. Pomińmy zagadkę; miło jest popatrzeć, jak TAKA grupa starszych osób oddała swoje talenty na ekranie. Na przykład Lauren Bacall, Ingrid Bergman, Sean Connery, Vanessa Redgrave, Richard Widmark, Michael York. No, ten ostatni to za młodego robił. Ba, wiadomo, że już szron na głowie; jak na taki gerontologiczny obraz — ok. I chcę się przejechać takim pociągiem. Na końcu pliku trafiły się 3 kompletne reklamówki innych Poirotów. Było to o tyle zabawne, że łącznie z napisami, lektorem i akcentami muzycznymi niemal jota w jotę przypominały reklamówki 007.
K.... To się nazwa FILM!
I niepostrzeżenie się zaczęło. Trzy niespodzianki na początek, ale reszta I rundy jakoś bez szaleństw. poniedziałek, 18 kwietniaPiosenka sportowa nabrała rozpędu, kując żelazo póki gorące, u Endriusa nagrałem akustyka. Wokale zostają te same. Jest pięknie. Ba. Nawet dograłem do płyty te partie akustyczne, które czekały od roku. Przynajmniej wstyd będzie mniejszy. Robi się ciepło. Na dworze.wtorek, 19 kwietniaNa próbie znów wymyśliliśmy dobre zwrotki. Gorzej z refrenami. Jest od czego startować. Zrobimy jak Foo Fighters. Czy byłem szatanem?środa, 20 kwietniaHurra! Znowu w pracy. Uwaga: po raz pierwszy nadałem mega pogłos na perkusję Pawła do Wojta. Mega pogłos na każdy element perkusji Pawła do Wojta. Jestem z siebie bardzo dumny. Neurony aż się zagrzały. Zbliżają się święta. Wyśmigany już dowcip. (śmigus-dyngus?). Na świąteczny obiad będzie pizza i piwo. Tyle że pizza będzie z jajkiem.