środa, 10 sierpnia 2016

xls_42




50 folderów

Devendra / Emiliana / Peaches

dwie były wcześniej
raz winyl
3 x brać

1, 2
brak

3
Emiliana Torrini - Croucie d'ou la (1995)
Nosowska - 8 (2011)
The Beach Boys - Smile Sessions CD2 (2011)
The Beach Boys - Smile Sessions CD3 (2011)

19 x 4

5
Devendra Banhart - The Black Babies (EP) (2003)
Devendra Banhart - Little Yellow Spider (Single) (2004)
Ducktails - III Arcade Dynamics (2011)
Sic Alps - Napa Asylum (2011)
The Beach Boys - Smile Sessions CD1 (2011)

6
Devendra Banhart - Oh Me Oh My (2002)
Fergus and Geronimo - Unlearn (2011)
Godstopper - Empty Crawlspace (2011)
Stephen Malkmus And The Jicks - Mirror Traffic (2011)
tableau 148 - 15 grudnia 2011

7
Devendra Banhart - Nino Rojo (2004)
Devendra Banhart - Rejoicing In The Hands (2004)
Big Troubles - Romantic Comedy (2011)
Emiliana Torrini - Love In The Time Of Science (1999)
The Men - Leave Home (2011)

8
Devendra Banhart - Cripple Crow (2005)
Caveman - CoCo Beware (2011)
Cymbals Eat Guitars - Lenses Alien (2011)
Przeboje Listy Troojki wyboor

9
Emiliana Torrini - Me And Armini (2008)

10
Devendra Banhart - What Will We Be (2009)
Autolux - Future Perfect (2004)
Autolux - Transit Transit (2010)
Emiliana Torrini - Fisherman's Woman (2005)
Piero Umiliani - La Legge Dei Gangsters (1969)



 

xls_41



59 folderów

Funkadelic / starocie

1
brak

2
Dr. Feelgood - Collector's Edition (1975-2006)

15 x 3
22 x 4

5
Blessed End - Movin' On (1971)
Eric Burdon Band - Stop (1975)
If - third (1971)
Neil Merryweather - Vacuum Cleaner (1971)
Nosferatu (1970)
Raw Material - Raw Material (1970)
Smoke - Carry On Your Idea (1969)
Stone Garden - Stone Garden ( 1969 )
Stonehouse - Stonehouse Creek (1971)
Strife - Rush (1975)

6
Crack the Sky - Same (1975)
Funkadelic - Funkadelic (1970)
Funkadelic - Standing on the Verge of Getting it On (1974)
Spencer Davis Group - The Best of
Standells
The Illusion - If it's so (1970)
The Primitives (1964)
Thundermug - Strikes (1972)
Todd Rundgren - Fox Theater (1971)

7
Funkadelic - Free Your Mind...And Your Ass Will Follow (1970)
Pulp Fusion Vol 7 The Harder They Come




wtorek, 9 sierpnia 2016

xls_40



67 folderów

tableau / Sunny Day Real Estate / Rosario Flores / Karate / Built To Spill / odsłuch iPOD

1
Piotr Rogucki - Loki (2011)
R.U.T.A

2 brak
11 x 3
7 x 4

5
Amplified Heat - In for Sin (2004) (stoner)
Amplified Heat - On The Hunt (2010) (stoner)
Built To Spill (1994) There's Nothing Wrong With Love
Built To Spill (2009) There Is No Enemy
Karate - 595
Karate - 1994 - death kit 7inch
Karate - 1995 - cherry coke (crownhate ruin split 7 inch)
Karate - 1995 - the schwinn (the lune split 7inch)
Karate - 1997 - in place of real insight
Karate - 1998 - Operation Sand, Empty There [Ep]
Karate - 2002 - cancel, sing [ep]
Karate - Concerte Al Barchessone Vecchio 24 02 2002
Kristen - Kristen (2000)
Nirvana - In Utero (1993)
Sunny Day Real Estate (2000) The Rising Tide
tableau-138 - 23 lutego 2011
The Pains of Being Pure at Heart - Belong (2011)
The Pains Of Being Pure At Heart (2009)
TV On The Radio - Nine Types Of Light (2011)

6
Built To Spill (2006) You In Reverse
Karate - 2000 - unsolved
Karate - 2002 - some boots
tableau-137 - 15 lutego 2011
tableau-139 - 02 marca 2011
tableau-140 - 29 marca 2011
tableau-141 - 12 kwietnia 2011
tableau-142 - 19 kwietnia 2011
tableau-143 - 26 kwietnia 2011
tableau-144 - 03 maja 2011
tableau-145 - 17 maja 2011
The Animals - The Twain Shall Meet (1967)
The Stooges - 1970 - Fun House
The Stooges - 1973 - Raw Power

7
Karate - 1996 - self titled
Karate - 2004 - pockets

8
kristen - Please Send Me A Card
Sunny Day Real Estate (1994) Diary

9
Sunny day real Estate (1998) How It Feels to Be Something On
tableau-146 - 24 maja 2011


10
Built To Spill (1997) Perfect From Now On
Built to Spill (1999) Keep It Like a Secret
Nirvana - Nevermind (1991)
Sunny Day Real Estate (1995) LP2
The Stooges - 1969 - The Stooges



puste / zapomniałem dać cyferkę
Rival Sons - Before the Fire (2009)
Rival Sons - Rival Sons (2011)
The Sea and Cake - The Moonlight Butterfly (2011) = pedalstwo, ale mam miłe uczucia, wakacyjne, poznańskie (nie wiem czemu)



piątek, 5 sierpnia 2016

winylom NIE 05



195 pozycji

od 0,49$
Vic Damone — You Were Only Fooling (1965)
Ernest Maxin Orchestra — Great Themes From Great Movies (1962)
Stan Kenton — Kenton In Hi-Fi (1956)
Maynard Ferguson — MF Horn Two (1972)

po 100$
Armando Trovajoli — Homo Eroticus (1971)
Armando Trovajoli — C'Eravamo Tanto Amati (1974)

1 x discogs
6 x insound
14 x serpent
same Dusty Groove

JEST!
The Jon Spencer Blues Explosion — Freedom Tower (2015)

5 TAK
Jon Spencer Blues Explosion — Damage (2004)
John Barry — Ipcress File (1965)
Piero Umiliani — 5 Bambole Per La Luna D'Agosto (180 gram pressing) (1969)
Carlo Rustichelli — Divorce Italian Style (1962)
John Barry — Persuaders (1972)

68 może

1–4
nie ma

16 x 5
14 x 6

7
Radiohead — In Rainbows
ATLAS SOUND — LOGOS
ATLAS SOUND — PARRALAX
Karate — Some Boots (2002)
Make Up — Save Yourself (1999)
Smashing Pumpkins — Gish (1991)
Postal Service — Give Up (2003)
Beach House — Bloom (2012)
Sea & Cake — Car Alarm (2008)
Tortoise — It's All Around You (2004)
Dean Martin — Dream With Dean (1964)
Various — Polish Jazz – Modern Jazz From Poland 1963 to 1975 (1999)
Black Eyed Peas — Monkey Business (2005)
Dizzy Gillespie — Gillespiana (1956)
Elmer Bernstein — Gold (1974)
Andrew Bird — Armchair Apocrypha (2007)
John Barry — Very Best Of John Barry (1972)
Interpol — Turn On The Bright Lights (2002)
Richard Rodney Bennett — Billion Dollar Brain (1967)
Matt Monro — This Is The Life (1966)
Josh Ritter — So Runs The World Away (2010)
Express Rising — Fixed Rope (2015)
Evan Geesman — Coils (2016)

8
Spoon — They Want My Soul
The Jon Spencer Blues Explosion — Freedom Tower
John Barry — Deadfall (1968)
Piero Umiliani — La Morte Bussa Due Volte (silver vinyl pressing) (1969)
Piero Umiliani/Basso Valdambrini — I Piaceri Proibiti (1963)
Piero Umiliani — Svezia – Inferno E Paradiso (1968)
Piero Umiliani — Fischiando In Beat (1968)
Guzzard — The Alienation Index Survey (1996)
Guzzard — Quick, Fast, In A Hurry (1995)
Ennio Morricone — Il Deserto Dei Tartari (1976)
Pearl Jam — Yield (1998)
Metal Hearts — Socialize (2006)

9
JBM — Stray Ashes (2012)

10
King Crimson — In The Wake Of Poseidon (1970)





czwartek, 4 sierpnia 2016

24–31.07.2016



24 lipca, niedziela

zatę Żono ma

jakoś za wcześnie wstawaliśmy, zrobiłem omlecię rosołowe, i dzieci pojechały do zoo, ja ogarnąłem trochę kuchni (a może to było wczoraj?), (wczoraj to na pewno zrobiłem 5 słoików kompotu z jabłek) i zasiadłem do filmwebu z książką 1001 filmów, miło było
***
po powrocie mieliśmy nieudane zasypianie na drzemkę (przerywane dwiema kupami), obiad na lekkim podminowaniu (ja), i w końcu transfer na święto parku oruńskiego, gdzie było granie JZTZ
park wyglądał zupełnie inaczej wypełniony zupełnie innymi rodzinami z dziećmi, wszystko było słychać, prawie wszystko się udało, dziecko niejednokrotnie na scenie, nawet kasę dostaliśmy za występ
po udanym parkowaniu (auta też) do domu na kolację i wieczorne
***
mycie włosów oczywiście nieudane, ale zasypianie poszło i już było wolne, dzisiaj nie robie!
obejrzałem film do końca (wzruszenie lekkie), z Mamą dodatki i już było strasznie późno do snu
zatem do snu


25 lipca, poniedziałek

zatę Żono ma

troszkę czuję, że dzisiaj będzie dobry dzień — mam wiele filmów na dysku
***
pitchfork 2016 — ładny zbiór kawałków
***
wcześniej wstałem i do pracy się wybrałem
nowy sklep, nowy twaróg, nowe masło (bezlaktozowe), nowe biszkopty
wreszcie się najadam co 2 ha, bo siedzę (i nic nie robię)
***
podgoniłem, mam wpisy, zaciągam (dokumenty, nba, nowy szpiegowski, yei!)
***
strasznie duszno tu dzisiaj, a podobno upalnie na dworze
***
kilka filmów tutaj się znalazło, umieściłem na blogasku
zrobiwszy listę 1001 do O, w końcu przekroczyłem magiczną liczbę 1500, no chyba, że to było kiedyś wcześniej
***
zatem spędziłem miłe popołudnie w tyrce i pojechałem na wro
zebraliśmy się szybko, wróciliśmy późno do domu, więc wszystko opóźnione, ale niejako planowo, wieczorne, zasypianie i do roboty
Babcia zerwała wiśnie, bo Mama się bała, a Taty (jak zwykle) nie było
więc drylowaliśmy słuchając
Filipa z Konopii
zabawnie było
z tymi wiśniami też
i późno do snu
Mama upiekła mięso na jutro


26 lipca, wtorek

zatę Żono ma

za duuuużo miałem dzisiaj pracy, wiadomości czekają nierozpakowane, a wciąż przychodzą nowe, dzisiaj znowu upalnie
na szczęście się obżeram kilka razy dziennie (kanapka z kurczakiem, z twarogiem, ugotowane ziemniaki, jogurt z miodem, makaron, biszkopty, mniam)
***
w stosownej porze zrobiłem sobie odpocznienie by zająć się poważniejszymi sprawami
m.in. finał 1999 jest, wtedy zaczęło się kibicować przeciwko Spurs
***
wracając do dnia wczorajszego (wyżej)
w końcu zrobiłem sobie spacerniak (apncerio) (czyli pancernik), czuć lato na łąkach
***
wróciłem tradycyjnie na wro, już zmęczony dwudniowym tygodniem pracy
wieczorne, dłuższe zasypianie (a dziecko takie zmęczone!), palma
on miał dzisiaj wybuch energii, biegał od pomieszczenia do, tu i tam, odgłosy, hałasy, tam gdzie znane — czuje się bardzo dobrze
***
była 21:10
po 2 siaty jabłek na działkę
już jest ciemniej (= odliczam dni do najkrótszego w roku, ledwo co)
przelałem kasę (udało się)
ugotowałem kaszę ryżową (świetna, wyjątkowa) oraz marchewkę
23:00 do snu, ale jeszcze zeszło, aż się film wygasił (El Clan)


27 lipca, środa

zatę Żono ma

gdyby nie 4 ost Indiany, mój dzień byłby jeszcze cięższy
zakurwiamy
***
w tym "nie wiadomo w co ręce włożyć" przynajmniej jadłem regularnie
i jeszcze dzisiaj nie skończyłem!
***
tak narzekałem na tego Henry Jamesa (nowa LnŚ), którego nigdy w życiu nie czytałem (e tam powieści grozy), a czytam i wciągnęło
tak to jechałem dzisiaj tutaj, znowu niewyspany
hah! miałem spisać książki, a leżą
***
skąd wiadomo, że wróciłem do zdrowia?
bo już mam depresyjne w koło obmyślania, jak to niewiele czasu w ciągu dnia, żadnych wakacji, a człowiek nawet nie może się piwa napić, na próbach wciąż tkwimy itd.
acha, i jeszcze brak humoru, że o jego poczuciu nie wspomnę i absolutny brak nowych drobnych pomysłów na codzień, bo przecież nie na przyszłość
***
więc 17 to nie to samo co 18:20, człowiek nawet musiał pracować, a nie się relaksować
***
we wrzeszczu
P&P, zmiana we wnętrzu sklepu (niewielka) i centrum Manhattan (większa), nie aż tak istotne dla mnie, jeno bywałem
bardziej uderza na ul. Kilińskiego, parku Kuźniczki i ul. Nad Stawem (gdzie ten staw się pytam), tam się piwo piło, no i piesze wędrówki na próbownię
się sentymentu nie pozbędę, a nie ma go z kim dzielić, wszyscy zarobieni, nagle osiedle tam wyrosło, acz ulica ładna i przestrzenna
***
na trzeźwo nie warto (www.natrzezwoniewarto.pl/)
acz muszę przyznać, że z głośniejszym i bardziej sopranowym wokalem, czystszą, nowo ustawioną gitarą i brakiem przepięć prądu granie po przerwie, ze świeżością, dobrze wpłynęło na znane acz niewyćwiczone utwory
***
wróciłem po cichu do domu, ale za nim zabrałem się za robotę biurową, Mama zasnęła dziecko, zrobiła ją za mnie, ja pasteryzowałem + jedna porcja musu jabłkowego do dalszej obróbki jutro
znowu późno spać (co tu zrobić dziecku do jedzenia)


28 lipca, czwartek

zatę Żono ma

pilnie pracujemy, ale część udało się odłożyć/oddać = zdążę!
= jest ulga = nie będzie tyrania w weekend
***
po porządnym śniadaniu pożarłem wszystkie biszkopty, może być cienko pod koniec dnia, dzisiaj dzień pracy krótszy, poranne zakupy śniadaniowe, Henry James i to chyba koniec przygód, brakuje mi kawy z mlekiem
***
panowie już marzec/kwiecień, a człowiek dopiero teraz się dowiaduje
Guy Hamilton 1922-2016
Sir Ken Adam 1921–2016
***
racja, niewyspany dzisiaj z rana jak za starych czasów = czyli normalna praca
***
był mocny wkurw, i nawał (jak zwykle), bez relaksu
wracam do domu, nagle górka wydaje się nią być i ciężej się wchodzi
dziecko wszystko robi po swojemu, raczej nie ma na niego bata
i ostatnio słabiej trawi, więc zużywamy mnóstwo pieluch
przynajmniej wieczorne spokojne, a i zasypianie nie takie długaśne, przed 21 wyszedłem jeszcze pozbierać japcoki
co tam będę się męczył jeszcze z musami i sokami — zrobię wino
zlewki potem się jeszcze raz przefiltruje
***
ponieważ dziecko się obudziło, to Mama już z nim poszła przed 23, a ja zaraz potem


29 lipca, piątek

zatę Żono ma

dzisiaj też podnieśli ciśnienie (wczoraj o wiele bardziej)
tyramy tyramy i chyba zdążymy, ale wolnego nie będzie
jest za to windows 10 (okropnie wyglądają te kwadratowe ramki)
jest też yt, co niezwykłe, oraz można słuchać bandcampa
no to odrobiłem aktualny sly vinyl
***
co tam jeszcze, z rana niewyspany, Henry James czytany, sporo ciekawostek do słuchania znalazłem
Nat Adderley - Work Song (1960)
Priestbird - In Your Time (2007) = wyjątkowe
Milt Jackson, Joe Pass, Ray Brown - The Big 3 (1975)
***
dzisiaj gin
***
było ciepło, potem spadł gwałtowny deszcz, teraz sam nie wiem, co w tej głowie tak pusto, jogurt z zeszłorocznym gruszkownikiem, wspaniałe dzieło słoikowania, jest jeden dokument o oceanach, a także nowy szpiegowski
***
po tych tam nerwach i przyspieszaniu rzeczywistości poszedłem na piechtę na Ujeścisko
tam z Jerzym obgadaliśmy, przesłuchaliśmy, w końcu o 21 zaczęliśmy grać w fifę i nas wciągnęło
"prawdziwe sportowe emocje"
wracam pierwszym nocnym i śmiertelnie zmęczony już w busie padłem w domu


30 lipca, sobota

zatę Żono ma

niewyspanie + kac, dzieci obudziły, więc trza było do życia, ono całkiem udane, zakupy na Olszynce
na Stogach cały staw na piechotę na spacerze, potem obiad, następnie bez drzemki, dziecko niespecjalnie zajmujące, właściwie można się było chillować, ale poświęciłem mu trochę uwagi
objadłem się mniej niż zazwyczaj
dopiero jak pokazuje się Mama rozpoczyna się "dramat"
***
po wieczornych była jeszcze chwilka czasu, więc zapoznaliśmy się z elementami gry, ale już czasu za mało, na cokolwiek
Mama dzisiaj była na mega obiedzie u Francuzów, potem zakupy i grill u Babci


31 lipca, niedziela

zatę Żono ma

śpię dobrze na dyżurze, jedna pobudka, kupa dopiero nad ranem
cały dzień spędzamy dobrze, dopiero po południu bardzo pracowicie
spacer 1 — castorama, listwa i drobiazgi
spacer 2 — działka, jabłka, 2 x place zabaw
w międzyczasie obiad, potem kolacja, następnie zlanie truskawkowego (nie słodkie), i nastawianie japcoka, zajęło oj zajęło, ale to ostatni dzień, kiedy jestem wyspany, a jabłek kupa
dokończyłem
Filip z konopi (1981)
w nocy ulewa, uniemożliwiała wyspanie



środa, 3 sierpnia 2016

6–23.07.2016



6 lipca, środa

zatę Żono ma

szkoda, żem jakiś taki niewyspany i zmęczony, że nie ma podjarki dzisiejszym graniem, półfinałem i lekkimi okoliczności
człowiek mógłby nawet pójść do biedry, ale pada i zimno
***
chyba ostatnio marznę nad ranem, więc nie dosypiam, dzisiaj nie zalało łazienki totalnie, wybrałem się sprawnie i czytam resztki sportowe
trza se będzie coś dokupić do śniadania
***
z kolejnych zbiorów lecą same 60s i 70s, z czego nic nie zostanie na przyszłość, bo albo za stare albo niewybitne
***
wracam do wczoraj
***
ową komedię z Dr Goldfootem ratuje wyłącznie Vincent Price, ale jest ok
***
zmęczenie/niewyspanie dało mi się we znaki po południu, pogoda się popsuła (pada/leje), szczęśliwie szybko dotarłem do domu, gdzie wyczilowałem się i spakowałem intensywnie w 15 min
następnie jak ten wielbłądzik na tram i na próbownię, gdzie Johny już
***
podłączanie kabelków trwało 58 min, Wojt nie pił, bo był wozem
a ja pomyliłem się przy sterownikach w programie i połowę zagraliśmy tylko na mikser Wojta = słychać tylko perkusję
potem doprawiłem i było nieźlej, choć gitara Wojta słabiej, perkusja jak zwykle najgłośniej
Johny tradycyjnie stracił wiarę w nagrywanie niestudyjne, wydaje mi się, że zaskakująco miło się grało, głównie soniczne popierduchy na dwóch chwytach, słyszę, że Wojt trenuje na gitarze w domu, bo mnie zaskakiwał podziałami granych riffów, pobawiłem się na ostatnim numerze elektrykiem i tyle tego
***
spakowani częściowo zapraszamy się za tydzień, będzie mi się podobać
Wojt podwiózł pod dom, wróciłem do domu przez las, zaczęło padać
obejrzeliśmy prezenty (naprawdę extra) (człowiek, jak się dobrze ogarnie, to z penem 8 giga może całe życie spędzić wystarczająco)
mecz
Portugalia-Walia 2-0
był nudny i rozczarowujący, również przez wynik, więc musiałem podżerać, skoro piwa już nie było, a potem była akcja z kontem i lokatą
się zdenerwowałem przed snem


7 lipca, czwartek

zatę Żono ma

no to ładnie, 39 min spędziłem na newsach i wyszukiwaniu szaleństw piłkarskich, teraz człowiek sam może sobie skręcić album z Mexico 1986, miast przeglądać zakurzone niewyraźne fotografie powklejane do zeszytu
acz to nie to samo, wiadomo
ach, internet, wspaniałe miejsce
***
za mało wczoraj wypiłem i nie mam kaca, może dlatego, że zdenerowałem się lokatą bankową, która do mnie nie wróciła
***
czytam drugą połowę przewodnika Zielona Polska (2010) i zachwycam się możliwościami zwiedzania i oglądania, aż chciałoby się mieć obrazki na podorędziu, to kiedy jedziemy na spływ?
***
dokupiona prawdziwa kiełbasa i prawdziwy ser do śniadania
chłodno wczoraj/dzisiaj, 13-15 stopni, nie jest to coś, co chciałbym w dłuższej perspektywie obecnego lata
***
a nie, jeszcze musiałem pociągnąć mp3 Godstopper, nową PJ Harvey (jej, jak "szkoda czasu" tego słuchać) i przeczytać o zespole RYBY, czyli muzyka wraca do łask
***
Godstopper - Lie Down (2015)
na okładce płyty realizują mój standard "życia"
***
łącznie ze śniadaniem (pyszne, urozmaicone) kolejna godzina minęła, to co — może do pracy?
***
jest drive
czy to dlatego, że będę oglądał Marsylię z kiepskiego serialu?
***
no to trochę nadziarałem, i zrobiłem pierwsze zamówienie składające się na: "tłuszcz, smażelina, ciężkostrawność, glutaminian sodu"
powiedzmy, że będzie na część pierwszą prezentu
albo po prostu do meczu :D
***
załatwiłem pod drodze bank i moją lokatę, troszkę to trwało, spotaliśmy się z dziećmi na placu zabaw, potem długa droga powrotna do domu, zmęczyłem się i zgłodniałem, musiałem zjeść pieczone ziemniaczki przygotowane przez Mamę, a dziecko jajecznicę przygotowaną przez Mamę — mi poszło lepiej
***
szczepienia już mamy za sobą, zważone i zmierzone
***
siedzieliśmy już niedługo, weekend załatwiony, pokazałem obrazek HD i zrobiliśmy skrócone wieczorne, ale łącznie z karmieniem dobrze wymierzone, i dziecko nawet zasnęło o 21:30, zatem nie było obaw, że dostawa je rozproszy
***
ja tym czasem rozproszyłem się sly vinyl i ledwo zauważyłem, że mecz się rozpoczął
żarcie dojechało, a Mamy nie ma (pojechała po łóżeczko) i jej się przeciągnęło, więc nieco ostygło
***
zrobił się wieczór, po kilku koniecznych ruchach i zwycięstwie
Francja-Niemcy 2-0
trzeba było iść spać, mecz dzisiaj mocno rwał, ale był niezły
jeszcze położyłem przebudzone dziecko i siup


8 lipca, piątek

zatę Żono ma

po przerobieniu disco Godstoppera zrobiłem The Illusion, ale kręci mnie nowy winyl ORB, jest mocarnie zagrany
***
wstawaliśmy z przygodami, ja ledwo wstany, dziecko ledwo wyspane, a już na nogach, i jeszcze kupę zrobiło, podobno później próbowało zasypiać, ale jednak nie
Aleksander rzeczywiście skupia się na postaciach historycznych, i ma swoje religijne poglądy, ale w całości to tylko opisowa przypominajka z historii
***
będę miał dzisiaj pyszny obiad, który wczoraj zrobiła Mama, i coś trzeba porobić, bo za wiele nowych ciekawostek nba nie ma
okazuje się, że są ludzie, którzy podróżują po świecie, "wychodzą ze strefy komfortu"
***
wróciłem zmęczony do domu i bardzo dużo czasu zajęło mi pakowanie się, z czego nie mogłem się w ogóle ogarnąć, a przecież to miał być przyjemny wypad
po drodze dziecko zasnęło, na Siwiałce dom wygląda już bardziej domowo
po piwie i nalewkach poszliśmy spać, ale dziecko nie chciało się dać, wszystkie hałasy mu przeszkadzały, szczególnie te nocne z kotem
potem spało na mojej poduszcze i właściwie nikt z nas się nie wyspał


9 lipca, sobota

zatę Żono ma

zatem wcześniejsze życie w domu i ogrodzie, właściwie niewiele ciekawego, tyle że druga jajecznica z kurkami, potem zaczynam montaż piaskownicy i wcale nie idzie łatwo, ale wkrętarka to jednak jest coś
zasypiam dziecko ok. 12, piję piwo, Mama też śpi, jadę rowerem składakiem = to było przeżycie
owszem, tradycyjną trasę przemierza się o wiele szybciej, ale się trzeba nastarać, i wtedy, przywoławszy wspomnienia z dzieciństwa, przypomniałem sobie, że takim rowerem bez przerzutek to jeździ się również ramionami i plecami dźwigając ciężar pod górę i kolebiąc na boki jak kolarscy sprinterzy przed metą
= dzisiejsze jeżdżenie dla zdrowia na rowerze można sobie wetknąć tylko w dobre samopoczucie, bo wysiłek to żaden
***
potem znowu robię piaskownicę, dziecko mi pomaga, były dwa obiady, jedne dla nas, drugie dla wszystkich, ten składak jazzowy bardzo mi się podoba
bardzo porządny grill z różnościami, nie można było przestać jeść, ja również
dziecko po raz pierwszy widziało PRAWDZIWY ogień w kominku
***
do tego piwo i nalewki, więc po zasypianiu i tych samych rozmowach/marzeniach starego o kajakach na rubieżach Polski późno do snu
robiłem obchód po ciemku po ogrodzie
noc identyczna


10 lipca, niedziela

zatę Żono ma

z niewyspania i alkoholu tak mi czaszka pękała, że ledwo zjadłem śniadanie, po czym o 10 cała nasza trójka udała się na dwugodzinną drzemkę
strasznie pomogło
***
wybraliśmy się na rybny obiad, ale nas rozczarował starością ryb i wegetą, ten spacer tylko nieco udany, pogoda za to w miarę, mimo wyjściowego deszczu i kaloszy Mamy
i w taki to konieczny sposób nieustającej opieki zaliczyliśmy piaskownicę, poziomki, przedzieranie się przez trawy i drzewa, aż do jednego feralnego owocu z krzaka
wiciokrzew suchodrzew
***
więc jeszcze trochę pancake'ów, potem internet, próby wymiotowania i pakujemy się na SOR, ojciec zaprowadził do najbliższego obcego miasta
przyjęcie sprawnie ("powiedz, że pięć"), i następnie korowód opieki w połączeniu z biurokracją, w międzyczasie dziecko przecierpiało płukanie żołądka i podłączanie przewodów, zostajemy na noc, przygotowani jak na porządny biwak
wieczorem to jeszcze się udało dziecko spacyfikować, choć problemy z zaśnięciem w kolejnym obcym łóżeczku były
ale pomiaromierz głośno pikał, szczególnie jak się wyłączał, więc pół nocy byłem na czujce, niewyspanie mocarne
***
w pokoju pielęgniarskim oglądano finał
***
korytarz nocą wyglądał trochę jak pas startowy, acz i tak za dużo świateł w pokojach (pielęgniarski obok nas)


11 lipca, poniedziałek

zatę Żono ma

niewiarygodne, jak może być długie 14 godzin
no i oboje mieliśmy obawy, jak uda się je przeżyć w zamkniętym pomieszczeniu
***
jak już udało mi się zasnąć, to o 7:30 przyszła piguła i kazała budzić dziecko, oczywiście obchód nastąpił później
było w porządku, jakkolwiek stanowił źródło stresu dla dziecka, no i mieliśmy obiecany wspólny nocleg
***
Mama wyskoczyła do auta po rzeczy oraz do sklepu
trza przyznać, że byliśmy wspaniale przygotowani do pobytu w szpitalu
nowa książeczka i nowy traktor, jednak podstawowa książka wciąż hitem
no i spędzaliśmy czas na drobnych aktywnościach, zaskakująco magazyn "Książki" był świetny do wertowania
śniadanie/obiad/kolacja o nieprzyzwoicie wczesnych porach stanowiły pewne urozmaicenie
bardzo ważna rzecz = zdjęli mu kable (łącznie 5, acz wenflon pozostał), więc można się było poruszać
oczywiście była też nuda, zniecierpliwienie i zdenerwowanie, ale przeżyliśmy na kilkunastu herbatach, barowym obiadku i psującej się kiełbasie, którą wymikrofalowałem na kolację, więc wtedy jeszcze nie słyszałem krzyków nowego dziecka
***
przez dzień cały było upalnie, potem zebrała się burza (podobnie jak poprzedniego wieczora), wietrzyliśmy sporo (jedna klamka na wszystkie), była drzemka w ciągu dnia (miło), zasypianie zeszło długo, więc zrobiła się już 21:30 i mało światła, zatem do snu w coraz bardziej śmierdzących ciuchach


12 lipca, wtorek

zatę Żono ma

mam taki schemat, który pracuje niezależnie od miejsca i ilości spożytego alkoholu, mocny sen do 1:30-2:30, i jak wtedy nastąpi przebudzenie to resztę nocy mam z głowy, 2 godziny usiłowania zaśnięcia z przemyśleniami planów dnia codziennego i rozważaniami ostatecznymi, a jak już się uda zasnąć, to sen lekki, wszystkie odgłosy słyszalne, pobudka zawsze na zmęczeniu i jakby nie w tej fazie
***
tej nocy, podobnej do 3 poprzednich, od 1:49 towarzyszyły bolesne wycia z sąsiedniego pokoju, naprawdę rzadni twórcy horrorów nie zaprezentowali nigdy niczego bardziej przerażającego: powtarzające się co pół godziny 2-4-minutowe sesje odgłosów boleści
na szczęście reszta nie słyszała i spała
***
początek kolejnego ciepłego dnia przyniósł oznaki wypisu, który wyszedł mega szybko jak na okoliczności szpitalne (14)
zdjęcie wkłucia, śniadanie, obchód i świetna wiadomość, potem trochę zabawy, która musiała się zawęzić do mniejszej przestrzeni, gdyż dostawili nam łóżeczko z maluchem, nie pobył długo, bo zawieźli ją do Gdańska na neuro, myśmy już byli spakowani, więc jak tylko nadszedł ten moment — wybyliśmy
jeszcze problemy z zapłatą w parkometrze (stąd zakupy w szpitalnym sklepie by rozmienić) i już jedziemy w upale, w korku przez Starogard
***
bez przystanków dojechaliśmy do własnego domu i niemal od razu siup na ogród, by zjeść jakieś słodkie, czerwone owoce
następnie plac zabaw 1 i 2
***
mimo szczęśliwego zakończenie wieczór nie był udany, aczkolwiek udało się i oglądaliśmy finał Euro 2016 nie wiedząc
to jednak Mama totalnie w stylu Ciotki zrobiła mi z wysokości fotela obszerny wykład, jak wychowywać dziecko
a ja przecież w tym czasie robiłem maliny (pyszne) i jabłka do słoików (też pyszne), no i przecież leciał mecz! w końcu poszedłem nie poznawszy wyniku


13 lipca, środa

zatę Żono ma

ha! wolne!
ha ha, tak, wstaliśmy o 6:45 kochany maluchu
a łeb nasuwał
***
to przeszła środa, ale trza pisać (jakoś)
***
wybieraliśmy się na wro, więc po ostatnich przeżyciach i wspólnych pobytach, również ten zaliczyliśmy razem, podczas zasypiania dziecka (Babcia) wybraliśmy się na spacer zakupowy, czyli biedra i tort (okolicznościowy) (zegarek się powiódł), pełne siaty
***
potem, pożyczywszy wyżynarkę miałem 4 godziny dla siebie, które rozplanowałem i wypełniłem krok po kroku, począwszy od empiku i gazety z piłkarzami, przez niezywkłe bogate chińskie zakupy w lidlu, znowuż zebranie czarnych porzeczek na działce, wyszykowanie się (i sprzętu), wycięcie jednego (na razie) otworu i siup do próbowni
***
tam zmarnowałem trochę czasu czekajć na przyjście Wojta (bus nie dojechał), w dobrym alkoholowym nastroju i paczką pełną paluszków zmarnowaliśmy za dużo czasu a fajny nr Wojta, przy którym chciałem grać na perkusji (Johnego nie było)
ale pozostałe kilka smętów w stylu Thustona było miłe i przyjemne, Wojtowi się miło słuchało drugiej gitary, a ja mam podobne wrażenia, jak słuchałem tego któregoś wieczoru, zabieramy się za miksowanie! (brawo! hura! tego nam brakowało na świecie!)
***
pojechaliśmy busem do domu, ominął nas deszcz, zanieślimy kawał sprzętu i wróciłem do domu przez las całkiem ululany, to było bardzo intensywne popołudnie


14 lipca, czwartek

zatę Żono ma

zaległości zaległości
zaległości zaległości
ale to jeszcze nic, cośmy mieli w zanadrzu na dzisiaj i jutro
***
zatem wracam do tyrki, omówione zaległości (a tu oczywiście NIKT NIC nie zrobił!), na szczęście z widokiem na święto lasu, czasu nie było na opisywanie rzeczywistości
***
i było pracowicie, ale dość pogodnie, właśnie ze względu na wizję przyszłego tygodnia, podciągnąłem sprawy
***
wróciłem do domu, zacząłem robotę, bo dziadkowie się ociągali, mieli być na 18, ale zaczął padać DESZCZ, potem dostaliśmy prezenty, aczkolwiek zrobiło się już późno i kiedy już mieliśmy się szykować dziecko puściło pawia = zaczęło się
***
zatem noc była już przechlapana (dosłownie), zeszły wszystkie prześcieradła i piżamki (rozwolnionka jak malowane, pływające), dopóki jeszcze byłem na chodzie, to przerzucałem mokre ciuchy, trochę udało się pospać
***
a w międzyczasie padało i padało, raz wychodziłem na dwór wyrzucić śmierdziuchy, podobało mi się to lanie wody, i podobały mi się te zalania węzłów komunikacyjnych (śledziliśmy widoczki i wieści na www)
aczkolwiek nie przewidziałem konsekwencji dla Wrzeszcza


15 lipca, piątek

zatę Żono ma

22:37 i jestem zmęczony, teraz trzymamy kciuki, by nie rzygnął
no i żeby się nie odwodnił (ale nie pił za dużo na raz)
teraz mogę zacząć od poniedziałku
***
po takiej pół przespanej nocy, w obliczu choróbska oraz prawdopodobnego zalania dróg dojazdowych, o 6:29 postanowiłem spać dalej, ale o 8 obudził mnie Johny i zmartwił, że dziupleks zalany = cały sprzęt w pizdu
***
myśmy "spokojnie" siedzieli w domu, z początku w ogóle źle pomagając dziecku, wiec to womitowało kilka razy do 13, wtedy zaczęliśmy ustalone procedury
oczywiście nie pomagało nam, że w bloku nie było wody (w taki dzień!), ale ekipa pracowała koparką (szkoda, że dziecko nie widziało) i sprawili się do 16
***
dziecko ledwo żyje, co chwilę śpi, dwukrotnie wybieraliśmy się do szpitala, ale bez decyzji, niemniej wszystko spakowaliśmy zgodnie z potrzebami
jakoś udawało się powstrzywać dziecko od picia (te 15-minutówki były strasznie długie), ono nie wymiotowało, więc dotrzymaliśmy do wieczora, Mama ponownie pełniła dyżur
***
ponieważ mi się spieszyło, to porobiłem robotę w domu w piątek i w sobotę, trochę to przyspieszyło
ucieszył mnie jeszcze Johny wieścią, że naszą salę uratował próg i wyższe położenie względem reszty dziupleksu


16 lipca, sobota

zatę Żono ma

pół soboty bardzo podobne do poprzedniego dnia, tyle że z wodą, a ja nie rezygnuję z jajecznicy, skoro ktoś jeść w domu musi
chiński makaron z kartonika zjedliśmy bodaj poprzedniego dnia
dzisiaj był kalafior i białe mięso, choć dziecko oczywiście nie (zakupy większe jakoś tak rano zrobiłem)
jednak w połowie dnia coś drgnęło i młodzież zaczęła reagować, a nawet ksiażeczka
***
popracowałem i siup do snu


17 lipca, niedziela

zatę Żono ma

niewiele pamiętam
jajecznica tak
zakupy piwa i cukru, o occie zapomniałem
a racja, skoro dziecko już coraz bardziej żyło zająłem się sedesem a potem szafką
więc na pierwszym spacerze była Mama, uzbrajałem rurę silikonem — wszystko na nic, cieknie jeszcze bardziej
podobnie jak nowe śruby w spłuczce (w poniedziałek zmieniłem na stare)
podczas drzemki miałem golić trawę, ale wezwano mnie do domu
mieliśmy obiad, potem machnąłem umywalkę z uposażeniem, szafkę oraz "hydraulikę" — trochę nerwów było, ale jak woda poszła, to nie pociekło, więc jedynie ten odpływ pozostał
***
wieczorem wybrałem się na porządne strzyżenie z muzyką, malinami i chillem
działka wygląda jak zwykle jak działka, jeno że mi się podoba
do domu wróciłem strasznie zmęczony, i takiż tym dniem położyłem się spać
Mama czytała instrukcję nowej gry
wszamałem słone paluszki (zamiast dziecka) do snu
***
odnotować należy, że w tym czasie gdzie kiedyś zrobiłem ogórki małosolne, kilka słoików konserwowych, pewnie z 10 musów jabłkowych w różnym stylu, kilka zwyczajnych malinowych i wspomniany (?) jeden wyjątkowy z czarnej porzeczki


18 lipca, poniedziałek

zatę Żono ma

England.vs.Germany.Euro.Quarter.Final.1972
śmieszne to było, ale telewizja kolorowa, no i nazwiska
***
dymam na piechtę na Bażyńskiego, by zakupić bilet
***
okładka, stylówa i motor Behemoth = estetyczne
***
jak w tytułowym serialu z młodym Bruce Willisem, ale wychodzi na to, że już jutro zdołam się ogarnąć
przypomnę: w zeszłym tygodniu byłem w tyrce 1 dzień
***
jest kilka programów piłkarskich o dawnych gwiazdach do ściągnięcia
poszukiwanie pełnych starych meczów może być utrudnione bez torrentów
a taki Meksyk 1986 kusi
***
zaczajam się na życie oceanów, bo dokumenty też kuszą
***
skoro już się nachodziłem z rana, to dokupiłem sobie śniadanie pod tyrką, a pozostawione mleko skwaśniało, jak już podjadłem obiad o 14, to jestem najedzony do końca, drugie danie na jutro, dzisiaj pizza w parku
***
ów dzień w tyrce był niezły
wyszedłem w ten niby ciepły niby zimny dzień po małą pepperoni, pysznie, spokojnie, miła przechadzka w pół górki (całą planowałem na środę) i zdążyłem na wcześniejszy bus do Gdańska na wro
strumyk jeszcze szalał w parku, szedł pełną parą, z bardzo wysokim brzegiem, jak wtedy przy powodzi
***
wróciliśmy do domu i po położeniu dziecka przed tą 21 zrobiłem się strasznie zmęczony i po czynnościach musiałem iść spać, chwilę po zaśnięciu udałem się po miskę do towarzystwa, i tak spędziłem całą noc na przewalaniu się po całym wyrku, i powstrzywywaniu przed wylewem jedną bądź drugą stroną


19 lipca, wtorek

zatę Żono ma

no to nieprędko uzupełnię braki — grypa żoł. się przypałętała
***
euro 1980
finał RFN-Belgia 2-1
nazwiska, gwiazdy
***
Arsenal-MU (1 lutego 2005)
mecz podwyższonego ryzyka, jeszcze więcej gwiazd (Ronaldo dzieciak), zabawne stroje piłkarskie
***
w końcu jak już załatwiłem podstawowe rzeczy uznałem, że już nie wytrzymam z głową na podorędziu, chce mi się spać
to i w połowie pojechałem do domu
***
powolutku
się walnąłem w małym pokoju i tak do 18
potem się walnąłem w dużym pokoju i tak od 20 do 8, w międzyczasie słuchając polskiego dubbingu
 

20 lipca, środa

zatę Żono ma

kupowanie płyt teraz nie pomoże w nastroju
szczęście, że zjadłem te pół bułki z rana, bo teraz post
nie wiem czy ogólne osłabienie, czy może ból pały, a może bardziej kręgosłupa
dziecko bardzo ładnie przewraca kartki paluszkami
i wie, że trzeba rozłożyć koc przed pójściem na balkon
więc oglądam półgodzinne filmy na półleżąco, bo więcej treści, nad którą mogę się skupić
***
poszedłem (powolutku) na 12:30 a skończyłem o 13:35, i jeszcze muszę donieść nip cholera
***
i oglądam dalej, będzie odrobione na parę lat, x czasu temu też tak oglądałem na łóżku, na szczęście jeść się nie chce, elektrolity
***
Inon Zur — Fallout 4: Soundtrack
zaskakująco w porzo muza
***
widzę, że koncert Wilco w Białymstoku to fajny był
Borys przestaje pisać odcinki do porcysa (nie żebym czytał)
***
dzieci wróciły, to małe eksploduje energią, więc nie będzie spania o 19
ze mnie oczywiście nic nie było, więc po kolejnych elektrolitach powłóczyłem się spać


21 lipca, czwartek

zatę Żono ma

400 Days (2015)
machnąłem niechętnie, w oczekiwaniu na przepięcie kompa
***
teraz lecę
The Southern Star (1969)
bo nie muszę za bardzo uważać podczas oglądania tej komedii z George Segalem, Ursulą Andress i Harry Andrewsem, do tego znana muzyka z winyla z piosenką Matta Monro
***
wstałem nawet wcześniej od dzieci, gdyż Mama wybróbowała wczoraj nową metodę zasypiania bez smoczka, co zajęło długo i skutkowało 3-godzinną przerwą w nocy, Mama strasznie niewyspana, a dziecko machnęło 4 prawdziwe kupy, aż się zmęczyłem dźwiganiem
***
o 10:30 pierwszy ryż, bardzo się ucieszyłem
dzieci poszły po maliny i jabłka na działkę
byłem jeszcze spowolniony i z głową, ale kręgosłup i mięśnie lepiej wytrzymały tę noc, zaczynam od dalszych części dokumentów
zaniosłem nip i otrzymałem zwolnienie od tych niemiłych obsługujących, mi na dworze nie było ciepło
***
Tinker Tailor Soldier Spy (2011)
zrobiła się okazja, więc zrobiłem go, tak to było ucztowisko, toczyło się powolutku, znakomicie kręcone, jakość, ujęcia, miejsca, stroje, paplam bezładnie, przynajmniej wiem, skąd jest świąteczna piosenka
kapitalna scena na zakończenie, poza tym wiele dramatów małych i dużych, intensywnie wciągające, kłania się "Page Eight"
***
przyszły dzieci kiedy akurat znalazłem kilka starych finałów NBA, w dobrym miejscu
po rozbieganej kolacji była kąpiel i strasznie długie zasypianie bez smoczka 2
w tym czasie siedziałem i grzebałem mniej konstruktywnie
są plany na jutro
poszliśmy spać jakoś koło 23
do snu
El Clan (2015)


22 lipca, piątek

zatę Żono ma

wstawanie w porze z dzieckiem, dzisiaj na przykład nie pozwalały spać uda
przez myśl mi przeszło wczoraj, że może kleszcz, Ty zaś wypowiedziałaś to dzisiaj na głos
dopóki nie zjadłem dwóch posiłków, byłem nieco zabiedzony, ale bułki przepyszne
dziecko od rana z energią i głodem, wciąga i wciąga (tak samo jak wczoraj w ciągu dnia), pojechali spędzać dzień na wro
zatem był jeszcze ryż z marchewką, którą przypaliłem oraz banan, ekstra
jedynie się denerwuję, że ten komp tak marnie działa (potwornie zmula), jak się otworzy kilka stron
aż z tego powodu dokończyłem album Gaudiego
niemniej, plan był, realizuję te filmowe
***
przy okazji odłuch winyli, co leżały na kupce, niektóre nawet nierozpakowane
***
dziwne to dzisiaj uczucie by nie wykonywać zbyt gwałtownych ruchów głową i nie zmieniać zbyt szybko pozycji z siedzącej na stojącą, powolutku
spodziewałem się dzisiaj więcej siły
***
cały boży dzień spędziłem przy otwartym balkonie, siąpiło
a ja nagrzewałem kompa aż miło, spełnienie
***
dzieci wróciły o czasie, nastąpiły wieczorne, nie wiem, czy to już wtedy nastąpił powrót do smoczka (Mama zadecydowała)
i trochę później do snu
***
Mama chciała obejrzeć film, więc musiałem zadziałać i przy okazji znalezłem bonus do Star Wars VII, ekscytujące, obejrzałem najpierw krótkie, potem długie


23 lipca, sobota

zatę Żono ma

dzieci już musiały jeść, ja też, więc skoczyłem po TE bułki i warzywa
cieleśnie słabo, ale było lepiej, szczególnie jak odkryłem, że twaróg leży w moim zasięgu, no i dzisiaj mięso!
***
ponieważ pranek się rozszedł, to poszliśmy na próbę z dzieckiem na mały spacer (godzina) przed drzemką, dało radę, drzemka też
***
zajęliśmy się obiadem (rosół) oraz pieczenią z piersi kurczaka, do tego buraki gotowane (carpacchio buracchio) i akurat zdążyliśmy na pobudkę
***
cieplej dzisiaj było, chwilami słonecznie, poszliśmy RAZEM na działkę, zebrać maliny, jabłka
następnie udałem się z dzieckiem po placach zabaw, męczące, ale udane, stanie jest męczące, chciałoby się usiąść
***
już robiłem wieczorne i zasypianie
***
jak już obejrzałem dodatki, to zachciało mi się filmu Star Wars VII, to też oglądałem do snu


2004, Rodoz, Genadi, Ambelia
"zainspirowany" kiepskimi wygibasami do jednolitych selfie znalazłem resztki w sieci, co zapamiętało moje oko, to jednak wioska była, i to mało powiedziane, niemniej kebaby były wyśmienite, dziwne, że sklepu nie pamiętam, a plecione foteliki tak
no i hotel–widmo
na początku Grecy zaskoczyli Portugalię, a następnie całą piłkarską Europę
w trakcie zaś Detroit Pistons zrobili ku ku LAL



poniedziałek, 1 sierpnia 2016

1–5.07.2016



1 lipca, piątek

zatę Żono ma

zrobiłem sobie dzisiaj "wolne", by psych odpocząć po wczorajszym dniu w tyrce, ale jak już się "zabawiłem", to może warto by coś konstruktywnego? obejrzeć film w pracy?
***
ponieważ mam nową książkę, Aleksander Hall, Francja i wielcy Francuzi (2007), to przegapiłem przystanek i pojechałem do gdn, potem 154 ma górę, lubię tę trasę, rzadszą w tej kolejności
***
jest lato, będą kolejne mecze euro 2016, właśnie rozpoczęła się karuzela zakupów w nba, luzik
***
wracałem sobie spokojnie spacerkiem przez park dla ludzi, na wro
tam już dziadków nie było, a Mama w nerwach, ja zaś śpiewająco
wieczornych i zasypiania, nie pamiętam, chyba ok, wyszedłem do Wojta po 21
obejrzeliśmy, porządnie w tv, z czipsami i piwem
Walia-Belgia 3-1
co było i miłe i zaskakujące
jak szedłem wcześniej w ten upał musiałem postraszyć dziki
z kolei jak wracałem po nocy z wierarą, to świeciły mi świetliki
dyżurowanie zupełnie przyzwoicie do 8 z kawałkiem
***
zapomniałem od dwóch ważkich kwestiach: się okazało, że działa www z filmikami, więc na chwilę przed wyjściem, po całym dniu ciężkiej pracy (!) pobrechałem się trochę przy parodiach koszykarskich, aż musiałem robić przerwy, by się nie spłakać => warto by tak rozluźniać zwieracze częściej
jak był ten spacer, co poszedł szybko, bez zakupów, to byłem wcześnie na Dolnej, i w tym słońcu przeszedłem całą, aż do Sandomierskiej, przy okazji zaglądając na podwórko na Jedności Robotniczej, tak się grało w noża i kopało piłę, zasadniczo nie uległo zmianie, prócz tego że budynków dalej aż do torów już nie ma, więc podwórko jest, jeno jakby ciut mniejsze


2 lipca, sobota

zatę Żono ma

śniadanie było jajecznicowe, a potem przyszła Babcia i zabrała dziecko na spacer
zabraliśmy się w szale (ja) do borowania w ścianach pod obrazki, ale nie wszystkie, właściwie niewiele, plus pod żyrandol, nie przewierciłem kabli
***
zabrałem się za hydraulikę umywalkową, poszło dobrze
następnie była przyklejona umywalka, nie poszło dobrze
to znaczy poszło, ale razem z kafelkami
Tato ratuj (telefony do przyjaciół)
równie niedobrze, że dziecko nie zasnęło, więc Mama męczyła się z nim przez resztę dnia
a ja skubałem fugę
akurat został nam jeden wielki kalox na wypełnienie ubytku
co mi zajęło resztę dnia, po obiedzie Mama poszła na długi spacer, ja zrobiłem wieczorne i zasypianie, skończyłem szybciutko, o 20
więc zanim poszedłem na wproszony mecz, to się wyszykowałem na zaś
oglądaliśmy o Wojtów
Niemcy-Włochy 1-1 (k. 6-5)
śmieszne karne już obejrzeliśmy w domu, kiedy znowu po nocy wróciłem przez las (z klejem i fugą, 2 wizyty w piwni), dzisiaj było jaśniej
dyżurowanie nieźle, tylko ta pobudka


3 lipca, niedziela

zatę Żono ma

6:35 to było za wcześnie na moją głowę, zmęczone ciało i pokiereszowane dłonie
Mama zrobiła pyszne naleśniki, i wyszła na spacer, ja zaś z werwą zabrałem się za wklejanie kafloxa
trochę niepokoju było, ale wisi
***
pierwsza operacja podklejania sedesu silikonem się nie udała = wilgoć
zatem po obiedzie wybrałem wodę (zrobię rekord montażu spłuczki w tym tygodniu, 2 x dziennie)
zasnąłem dziecko i zaszalałem z koszeniem na działce aż trawa fruwała, tam było ciepło i naniosłem malin, nie miałem czasu się nią zachwycać, ale odrobinka chillu była
***
po udanym obiedzie i udanym klejeniu poszliśmy do leroya po sprzęt, a przy okazji kupiliśmy Kubusiową matę
domontowałem, wieczorne z włosami oraz godzinne zasypianie i "już" po 21 byłem wolny
do kanonady (mecz to to nie był)
Francja-Islandia 5-2
wydrylowałem czereśnie i już można było iść spać


4 lipca, poniedziałek

zatę Żono ma

czuję CAŁY organizm (jest grubo), i po biedronkowych zakupach spóźniłem się do tyrki, może przez ten brak umywalki, a z sedesu gdzieś się przelewa, ale nie wiem gdzie
***
ale sen miałem mocny
***
trochę podskubałem w tyrce, więc chyba skoczę do kibla, ponieważ jest poniedziałek, to plan mam taki co zawsze, pogoda mi nie przeszkodzi, no ale "godzina" już też się zrobiła
***
wracałem przez pizzę, młodzież się bawi w rzucanie butelkami w parku, musiałem zmienić miejsce postoju, a potem busy w ogóle nie chciały jechać, ale szczęśliwie dotarłem na wro
***
będziemy kontunuować przygodę z lekarzem jeszcze przez miesiąc
ale zdążyliśmy się pokłócić o tego raka i cellulitis
***
niemniej kąpiel i zasypianie zupełnie normalnie na zmęczeniu, "stara" palma, skoro Kevin Durant idzie do GSW (dramatu nie widzę, byłoby chyba gorzej znowu czekać cały rok, czy tym razem OKC się uda)
= cieszę się, jaram się, biznes się kręci
= ogłosiłem komentarz w tej sprawie, wypowiedziałem się
= jak każdy
***
plan na wieczór był minimalny — Mama kupiła lody
***
fuga 22, znowu montaż spłuczki, silikon trzyma, cieknie z rury :D
***
cóż było robić na zmęczeniu, obejrzałem kawałek meczu Walia-Rosja i do snu


5 lipca, wtorek

zatę Żono ma

a jednak się nie wyspałem, mimo że Mama poszła do dziecka już niedługo po zaśnięciu, zimo dzisiaj, nowe szmaty na podłogę
lektura idzie dobrze, machnąłem spacerniak, mam plany na popołudniowy przejazd po paczkę
***
popracowałem i wyrwałem się o 15:20
niestety komunikacja tak jeździ i tak się korkuje, że w domu byłem o 17:45, owszem, Stogi za dnia w tygodniu rzadko bywają, ale ta alternatywna wersja historii z wieczornymi wtorkowymi powrotami z widokiem na most już się nie przydarzy
***
najważniejsze, że jest paczka, więc książka przyrodnicza i w drogę powrotną
***
w domu szybko do mierzenia i borowania, przez kafelki szło to opornie, ale nic mi nie pękło, umywalka będzie na mur beton się trzymać
***
zabójczo zieloniutki
Freedom Tower — No Wave Dance Party 2015
kapitalnie głośno gra
bardzo się cieszę z tego zakupu ze slipmatą za jakieś 61 zeta łącznie
***
dzieci zaraz wróciły, Mama z pieczarką na głowie, obiad opowiedziany, ale prezentów nie zdążyliśmy obejrzeć
***
wieczorne i zasypianie nieźle, niezbyt długo, o 20:40 już byłem na dworze
na płyty chodnikowe pod domek narzędziowy jeszcze zaczekam
tymczasem przyciąłem krańce traw (zawsze mnie zaskakuje, że to trwa dłużej niż połacie kosiarką), objadłem się malinami, zebrałem estetycznie upadłe małe jabłka na skoszoną trawę, wyciąłem naszą ścieżkę i zatargałem do auta worek z resztką gałązek/szrotu, cholernie ciężkie to było, i to już było po 22
padłem do snu