czwartek, 15 lutego 2018

w punkt


Jak Zwał Tak Zwał – „Juice Terror” (self-released | 12.12.2017)

Jak Zwał Tak Zwał to i tak muzyka tego projektu (chodzi o gatunkowe szufladkowanie), przynosi dużą frajdę ze słuchania zarówno słów, jak i muzyki. Wszystko to razem skleja się w nieprzeciętną groteskę wymierzoną w popkulturę i inne światy. 

„Juice Terror” jest ich drugim albumem (pierwszy „DA​-​DA&A​-​A! !” z 2009 r.). Dopiero teraz stykam się z twórczością gdańskiego zespołu, w którego składzie mamy: Vreena (wokal, teksty) i Andrzeja Kędzierskiego (podkłady, gitara, wokal). Na koncertach można uświadczyć wizualizacji diaskopowych Małgorzaty Wawro, skrzypiec Marzeny Sikały oraz banjo Grzegorza Pachly. Nie wiem pod co można podciągnąć nagrania Jak Zwał Tak Zwał, i nie wiem, czy to też jest komuś potrzebne.

To jednak dodam dla jasności i nakreślenia współrzędnych stylistycznych, że jest to zachwycająca farsa z disco polo (np. „Farelka”) i – jak piszą sami muzycy – oscylowanie od nadmorskiej pieśni jarmarcznej opatrzonej ornamentem śpiewu operowego, przez kpiarskie wycieczki w stronę popularnych gatunków (oaza kościelna albo hip-hopolo) do nieco zwyczajnego rocka, dubu czy electro. Jak dla mnie alegoryczna „Ballada” obśmiewa szerokie grono popularnej brei od Stachursky’ego po Korteza. W „Nie-pewność” z kolei usłyszałem chichot z mnóstwa pseudo alternatywnych kapel z nurtu indie–electro rocka, jakiego wszędzie na pęczki, nie tylko w Polsce. Sprawdźcie całość, bo naprawdę warto!


z podziękowaniami dla Łukasza Komły


Brak komentarzy: