wtorek, 27 grudnia 2011

DANGERMONEY


Dangermany to rasa takich psów, które srają gdzie popadnie. No przepraszam, że się wyraziłem tak nieprecyzyjnie, ale trzeba nazywać psa po imieniu.

Bo tak naprawdę ich egzystencja ogranicza się do tego, że sikają wszędzie dookoła a już szczególnie wtedy gdy są przeziębione. Schlebianie swym przyjemnościom i kompletny brak silnej woli w powstrzymaniu tychże sprawia, że dangermany to jedna z najbardziej nieobliczalnych ras na ziemi. I dlatego są takie niebezpieczne.

Krótka historia kryjąca w sobie wiele rozwiązań (dla teoretyków możliwości oraz interesantów ludzkich namiętności).

Julliet, Alex i David wynajmują wspólnie mieszkanie. Ponieważ czynsz jest dosyć wysoki postanawiają przyjąć czwartego lokatora. Zostaje nim Hugo. Pierwszego wieczoru zamyka się on w sypialni z tajemniczą walizką. Następnego dnia już się nie budzi. Przyjaciele znajdują pod łóżkiem zmarłego walizkę pełną pieniędzy.

— To co, bierzemy ją? — spojrzeli sobie po twarzach.

— Bierzemy.

I wzięli.

JOHANN VREEN, Historye z życia wziente (LastSpring EDITION 1999)


ps. zadzwoń teraz, użytk

piątek, 23 grudnia 2011

Z pamiętnika schizofrenika



Śmieszny jestem w swojej dziecięcej oficjalności.

— Dzień dobry — wchodząc do przedziału kolejowego. Bolesne jest starcie realnej osobowości z projekcją, którą sobie roiła. Już nie o fakt nie-bycia geniuszem się rozchodzi, lecz o samą kondycję, która prowokuje, łudzi żeś lepszy, żeś ponad ten tłum, a potem brutalnie cię spycha między niego. Na nic tu wymysły lub widzenie ponad przeciętną lubo bez wywyższania się niesmacznego i pogardy. Ludzki w tym byłem i nie wstydzę się tego, bom człowiekiem był. I dlatego niesprawiedliwość tym większa, że człowieka honoru wiernego upodlono, jak Hioba powleczono, na gnój.

Los złośliwy a może Bóg prawdziwy upostaciowany w osobach złego profesora 1 i złego profesora 2, ustanowił mnie na miejscu dla mnie przeznaczonym. Właśnie tam, w pospólstwie. Nie, nie czuję się dumny, z pokorą chylę głowę, żem nie lepszy, a może nawet (czasami) gorszy; wreszcie dano mi wiedzieć ostatecznie: nie podskakuj, niskiś. Wyższym nie będziesz. Siebie nie przeskoczysz. Ale we mnie żal nieutulony, że w taki to sposób ordynarny a przecież (niby) kulturalny się stało, że niesprawiedliwość wielka, bom w dwójnasób poniżony, nie dość że zredukowany do poziomu (dobry) to jeszcze obniżony wobec ogółu (dostateczny z plusem). A wszystko za pochopną odrobinkę myśli, że choć przez chwilę mógłbym wznieść się ponad byt mój przeciętny. O marność, marność, ani pisarz ze mnie, ani człowiek, i jak tu żyć ze świadomością ciągłą braku (jeszcze trochę panu brakuje) i niedostateczności (no to wszystko jest niewystarczające).

Zdruzgotany jestem i mój światopogląd legł w gruzach, a tychże nie mam już sił ogarniać, świetlista jasność przede mną, ale ja już wolę do niej plecami. Już dość.

JOHANN VREEN, Historye z życia wziente (LastSpring EDITION 1999)

1 by johannvreen

ps. 57,7

czwartek, 22 grudnia 2011

DIES IRAE



700 lisów w kolorach: czerwonym, żółtym, zielonym i niebieskim. Natura płata niebywałe figle. Dzięki pomocy ekologów, lisy zmieniły futro, a raczej jego kolor i pożyją jeszcze rok dłużej, dopóki znów nie zmienią futra. Biedny hodowca, kiedy zobaczył swoje pupile, aż zzieleniał na twarzy apotem zalał się purpurą. Pękła mu wątroba, która jak wiadomo jest żółta, a potem poszedł do nieba (niebieskie). Po roku (akurat wypadnie 2000) powróci na ziemię jako mściciel i zrobi wszystkich na szaro. Ekologów też.

JOHANN VREEN, Historye z życia wziente (LastSpring EDITION 1999)


ps. post 600

środa, 21 grudnia 2011

wtorek, 20 grudnia 2011

tani sentymentalizm



zatem za zasadzie małych wspominek, skoro już ktoś poruszył te strunę (no, strzeżcie się chłopaki)

hail to KEVIN ARNOLD jaki chcę pamiętać (noale bez przesady, czasami, tylko czasami)