poniedziałek, 27 lutego 2017

Inferno (2016)



obejrzane dla Florencji, szału nie było, książka się przypomniała na bieżąco
trza przyznać, że pomysł wyjściowy trochę gupi
szło tam wszystko po niteczce, może pora na ekranizację kolejnych?



Genius (2016)



skoro nie miałem zamiaru oglądać, to wcale nie musiał mi się podobać bardziej, choć podobał, tematycznie zawodowo, aktorsko przeszarżowane, i może przestylizowane, ot historyjka, obyczajowa, pewnie nawet na faktach, co to za autor?



piątek, 24 lutego 2017

Ring Around the World / Duello nel mondo (1966)



urodziwy bohater w stylu Bena Afflecka, te okulary! oraz jego przeciwnik, głupia fabuła i jeszcze gorsze sceny akcji — ot powtórka tych samych działań na wszystkich kontynentach i możliwych lokalizacjach, kilka kobiet, wspaniała muzyka Piero Umilianiego
zaczęło się dobrze (przezabawne okoliczności po scenie śmierci w windzie), skończyło jak zawsze, ale właściwie nie ma na co narzekać = rozrywka



My Favorite Spy (1951)



Marc Lawrence (<= Max Goldsmith), "amerykański aktor, o charakterystycznym wyglądzie - twarz, pokryta śladami po ospie i specyficzny nowojorski akcent sprawiły, że w jego filmografii możemy znaleźć głównie role gangsterów i szefów mafii. Urodzony w Nowym Jorku, syn żydowskich imigrantów. Jego matka - Minerva Norma - pochodziła z Polski, ojciec Simon Goldsmith (prawdziwe nazwisko Lawrence'a) był rosyjskim Żydem". Właśnie!


a ponadto znakomita komedia pomyłek ze świetną rolą, zabawnym scenariuszem, niewielką ilością slapsticku, śmieszna i miła do oglądania



Carnival of Souls (1962)



nie podoba mi się, ale nastrój robi wrażenie, strasznie nie lubię tej muzyki organowej, cz-b obraz bardzo wyrazisty, dobrze skręcony
klasyk



czwartek, 23 lutego 2017

S.O.S. Conspiracion Bikini (1967)



głupi, źle zrobiony meksykańsko-ekwadorski film, przez co jest zabawny



From the Orient with Fury / Agente 077 dall'oriente con furore (1965)



brzydki Ken Clark ponownie, ALE muza Piero Picconi, Madryt w tle, ogólny schemat intrygi wciągający (prócz kiepskich scen walk), nie poznaję Ann Margaret za bardzo w tym przebraniu (nie mogłem poznać, gdyż pojawiła się w ostatnich 30 minutach filmu), są gadżety!
pierwsza godzina minęła bardzo szybko, choć irytujące są te walki wręcz wciąż z tymi samymi gorylami, którzy w ogóle nie giną!

rozrywka