piątek, 13 listopada 2015

Italia — Mamma Roma — Pier Paolo Pasolini (1962)



dramat
Pier Paolo
odniesienia ewangelijne
obejrzany na spacerze
w starym stylu
ładna jakość obrazu
u nas o tym nie piszą




Code Name: Jaguar (1965)


zapowiedź nadchodzących atrakcji
ależ ma wejście!


i to z dozowaniem!




czwartek, 12 listopada 2015

7–9.11.2015



7 listopada, sobota

zatę Żono ma

dyżurowanie było spoko, spaliśmy do 7:55
tak, pochwalę się:
nasze dziecko, przestawiane na nie karmienie nocne, śpi 11–12 godzin, gratki
***
Mama poszła po zakupy, myśmy coś tam, a potem na Stogi. Udało się przełożyć z auta na wózek i siup.
Extra, że słońce, super, że nie za zimno. Udany spacer, wersja średniodługa
pieczeń z mielonego, ziemniaki, piwo, wybornie, a i dziecko chwilami zajęte
drzemka tradycyjnie (już) pod domem (przypomniałem sobie tę z rozpakowywaniem Fat History Month, lato było)
(a we wrocku byliśmy w tym, a nie zeszłym, roku)(rocku)
***
wieczorne tradycyjnie, zasypianie nieco dłuższe (w drzemki wyniku)
a potem to już na pewno musiał być odcinek!
(józek przeżył strzelaninę w autobusie)


8 listopada, niedziela

zatę Żono ma

ciut krócej ze spaniem, do 7:35 (od 21, hej!)
ale po godzinie urzędowania tak byłem zmulony, że musiałem jeszcze po/leżeć/drzemać
***
następnie niedzielna nuda (niedziele są trudne), ale pierwszy (długi) spacer w wichurze udany, trasy pozaliczane, świetne słońce chwilami, czadowowe wietrzycho, nawet dziecku się podobało
***
przez dzień cały walczyłaś z królikiem, a ja, jak już dowiedziałem się, że jutro nie będzie picia, zakupiłem zestaw obowiązkowy na wieczór
potrawka wyszła super (bo samo mięso takie se), zabawy z dzieckiem w sumie też się udały, a nawet drugi spacer po nocy, mimo że bez drzemki
dziecko ma gest i sięga za głowę, albo nawet za włoski
rozmemłany dzisiaj byłem, nawet przez chwilę (naprawdę krótką) zastanawiałem się nad własną dupowatością, ale potem przyszły wieczorne oraz Eric Serra
***
królowały dzisiaj włoskie OST, a poranne oglądanie skrótów NBA nie było tak emocjonujące, jak w sobotę
ale, przypadkowo, odbiłem to sobie oglądając przed snem mecz w europejskiej porze (Kobe ostatni raz z MSG, jak zwykle od 2 lat — straszna nędza)
***
byliśmy ugadani na wieczór (zasypianie dość szybkie), więc był odcinek (józek znowu coś tam zdziałał), w końcu, jako że pod rząd, to wciągnąłem się nawet bardzo, i obejrzałem uważnie (w sobotę, jednak) intro "Tabu" (do przeczytania u źródeł)
dEUS, Ideal Crash => patrzać po czesku
***
acha, pochwalę się znowu, Mamo
ja to w weekendy z rana SOBIE czytam książkę przy dziecku


9 listopada, poniedziałek

zatę Żono ma

mercy mercy:
W składach klubów NBA na początku sezonu 15/16 jest dziewięciu zawodników z lat 90. Są to: Kevin Garnett (zaczął karierę w 1995 roku), Kobe Bryant (1996), Tim Duncan (1997), Vince Carter (1998), Dirk Nowitzki (1998), Paul Pierce (1998), Jason Terry (1999), Andre Miller (1999) i Koszykarz Znany Wcześniej Jako Ron Artest (1999). Ich klasa i długowieczność sprawia, że nawet lepiej pasowaliby do bloga o latach zerowych lub dziesiętnych w NBA, ale metryki nie kłamią. Gdy Paul Pierce zaczynał karierę, Will Smith śpiewał „Gettin’ Jiggy With It”, Celine Dion „My Heart Will Go On” a Aerosmith „I Don’t Want To Miss A Thing”. Trudno o bardziej ninetiesowe rzeczy do śpiewania.***
weekend nas cieszył słońcem i temperaturami (13 i 12 stopni), ekstra
dzisiaj prócz efektownego świtu zaraz potem zaczęło padać, przeżyjemy
***
w jakich czasach my żyjemy!
drzewa zabijają ludzi
***
trochę ciemno dzisiaj było w środkach komunikacji miejskiej jak czytałem
wszystkie nety i programy dzisiaj zamulają strasznie, przez ten wiatr?
***
się nazbierało, ale nba przeczytane
po piątkowym szoku
PONTIAK na allegro? przecież tego nie ma na całym świecie (zakupiliśmy)
jest niedzielne/poniedziałkowy
"Ideal crush" w stosunkowo niskiej cenie, z Czech, trza się zastanowić
na dusty na razie pusty
***
Spacerniakiem na wro, gdzie surówka i spokojnie do domu, gdzie równie spokojnie z wieczornymi. To miłe dziecko.
Zasypianie ciut dłużej, bo domaganie się kontaktażu, ale twardy byłem, dziecko zaś zaczęło sobie śpiewać i zasnęło chwilę po 20.
Ale robotę miałem, więc bawiłem się w PTNT, przynajmniej słuchałem "Guero" z bliska.
Niemniej już na zmęczeniu o 22.
Potwierdziłem "Tabu".
Alan Partrigde na razie jest jakiś taki niesmaczny.




5–6.11.2015



5 listopada, czwartek

zatę Żono ma

poranne niewyspanie i niewielki ból głowy, ale wszystko mija ze spacerniakiem, a dokładnie niweluje to bogactwo netu — nba!
***
VIDEO, avi z Jobimem okazało się wspaniałe, ale ci od Milesa Daviesa potwornie się męczą i mnie męczą, 1985 rok, wiele tłumaczy
***
już po 10, jeszcze kilka hobby do zaliczenia
***
już dawno nie czytałem tak dobrze zrobionej recenzji filmu, znanego filmu, który za chwilę wszyscy mają zobaczyć, byłem pod wrażeniem, jak czytałem wczoraj
http://www.filmweb.pl/reviews/Rozstania+i+powroty-17999
***
Deftones — Koi No Yokan (2015)
co miałem nie posłuchać, lubię, jest romantycznie
***
The Misfits (John Huston, 1961)
TAKI klasyk
piękna czernina, ale jakość/wielkość nienajlepsza
***
Dead Run (1967) DVD
jakość umowna
***
jak tam było jak tam było
zaczęło mżyć na powrocie, wiecheć astrowy się znalazł, dziecko chciało dotknąć
i choć zmęczone, to jednak dowieźliśmy je do 19, nawet specjalnie się nie starając (ani też niczego nie ogarniając)
kotlety wciąż pyszne (choć zjem dopiero jutro)
na wieczór rozpoczęło się włoskie wino musujące, ale musiałem pobawić się wordem
i tak zeszło do późnego wieczora
a ja jeszcze znalazłem mały skarb (tak to jest, jak chce się przeczytać dniówkę przed snem)
a co tam
nie mogłem zasnąć ze zmarzniętymi stopami


6 listopada, piątek

zatę Żono ma

Black box affair — il mondo trema (1966)
chyba w ogóle zgrywane z telewizora, heh
Appointment in Beirut (1969)
ze znanym już aktorem
Morte a Venezia (Visconti 1971)
ze znaną klasyką
***
i są tacy, co mi podnoszą ciśnienie swoimi opiniami nt. Spectre (będę bronił własną kurczakową piersią)
ale widziałem, że machina ruszyła, ponarzekać każdy może, nie każdy widział "View to a kill"
dziś w tv Skyfall, w metrze pierwsza strona, jechać jechać, zwiedzać
***
a ja już chyba wiem, co przywiozę z Berlę, zrobiłem ostry przesiew/odsłuch
pewne rzeczy się nie starzeją
nie dotyczy to Mudhoney
***
poranny spacerniak tradycyjnie
nagle coś przyszło dodatkowego do pracy, więc ogarniałem i ogarniałem, jakkolwiek podstawy zaliczone, z tego BerlĘ (zakupy!) się cieszĘ
***
poszedłem spacerniakiem i mnie zmoczyło mocno dość
ale na wro spoko, pakowanko, wracanko, wieczorne, zasypianko
chyba wciąż palma, chyba bez problemów, skoro nie pamiętam
***
chyba oglądaliśmy odcinek, ale za to również nie ręczę
na pewno Ty kupowałaś książki i a ja wyhaczoną płytę




3–4.11.2015



3 listopada, wtorek

zatę Żono ma

spacerniak tradycyjnie, się pościskałem dzisiaj w ubrania, chociaż też dresy
boże jaka lekka teraz wydaje się LnŚ, na razie zaliczam zaległego egipskiego Greka
trochę odetchnąłem od tej wielkiej cegły
***
mnóstwo małych posiłków i przekąsek
i szkolenie migusiem, coś tam nawet porobiłem, zaliczywszy obowiązkowe hobby
***
dusty: szukałem tanich płyt we wszystkich przedziałach dekad — na razie nic nie ma, pozostałe muszą stanieć
***
przyznam się, że potwornie jestem zniesmaczony faktem, że każdy musi mieć swoją/jakąś opinię w każdej niemal kwestii
(ja nie mam, mnie powiewa)
***
złapałem się na tym, że ogladam od czasów Billa Laimbeera, i przez ten cały czas do tego tępego łba nie doszło, żeby obczaić i zakumać co to ISO, pick'n'pop itp. (to ostatnie to też taka zagrywka)
tylko te emocje dziecięce związane z odbiorem, dobrze, że chociaż przestałem się jarać samymi dunkami
***
i jeszcze chciałem wyjawić, że nie lubię jak kobieta ma duże stopy
***
i podążyłem szybko z randkowym zapachem, bo mieliśmy wyjście na zaliczenie chińska hong
2 sajgonki
kaczka z warzywami
wołowina z warzywami
na deser jabłko i banan w cieście
dobrze, że nie braliśmy ryżu czy innego wypełniacza, bo i tak byłem wypełniony
***
dziecko nam wytrzymało, wieczorne cacy, niewiele spóźnione
zasypianie sprawnie, sam też prawie zasnąłem
podciągnąłem się znowu w wordzie, bo mam braki
i zasnąłem przed filmem, bo zmęczony
***
ciekawostka, właśnie "Tabu", będzie leciało na, gdzie Columbusy:
http://swiatlocienie.com.pl/columbus-duo-gra-na-zywo-do-filmow-wladyslawa-starewicza/ 


4 listopada, środa

zatę Żono ma

NBA
pierwsze śliwki są takie, że po zapowiedziach (których jeszcze nie czytałem, na Berlin!)
— Anthony Davis pod Alvinem Gentry pod koniec dnia miał być drugim koszykarzem na planecie, tymczasem jest słabo (nawet mimo kontuzji)
— Houston, czołowka zachodu?, dopadła klątwa Kardashian
— mimo że Derrick Rose nieoficjalnie umarł, to Fred Hoiberg wypada lepiej niż Billy Donovan, który na razie nie zaproponował nic nowego
— Detriot zaczynają trybić (MotorTown przecież)
— zaś GSW pokazują wielkiego fucka wszystkim niedowiarkom
***
The Killers (Don Siegel, 1964)
aaaarghhh!
Lee Marvin, Angie Dickinson, John Cassavetes
oraz
Ronald Reagan!
***

PORA NA AKTORA
(któremu się należy)

Jean Reno
 
wszyscyśmy poznali go jak robi Johna Wayne (a dzieci nie kumały) i rzuca w ciebie butelką EB (niby wróciło, ale)

77 filmów (bo wyciągneli wszystkie stare fr)
widziałem 13, bo on grał w wielu kiepskich sensacyjniakach, z których najważniejsze widziałem, ostatni był ten film o kucharzach, a wiek już poważny
a i sentyment wciąż mam
do obejrzenia
Subway (1985)

***
z LnŚ obecnie najbardziej mi pasują te rzeczy historyczne w literaturze, pycha i interesujące
***
i spacerniak był i pączek i hobby, a teraz zaległości i mogę się zabierać
***
Jazz Icons — Nina Simone Live In '65, '68
(w ramach xlsów, odsłuchu WSZYSTKIEGO)
VIDEO, avi, 63 min, pierwszy koncert, ok. 40 min, kameralny, początkowo zbyt odrzucała mnie jej powaga, zbytnie przejęcie się wykonaniem, może smutek (jest tam ten jeden smutny nr), urodą to oczywiście nie grzeszy, ale jest charyzma, a potem pojawiło się i poczucie humoru i kontakt z publicznością (wspólne śpiewanie extra), zatem bardzo poszło na plus; drugi jest z większym zespołem, muzyka bardziej popowa (hippie-rock), gitara, bas zamiast kontrabasu, grają znakomicie, i ona wygląda też na bardziej pewną siebie; z tego powodu nawet nie oglądałem filmu pod koniec roboty, a właśnie patrzyłem na koncert; publika wygląda na wzruszoną, a zespół jest w pełni zaangażowany
***
stąd nie było filmu, tylko pobiegłem do lidla po chleb
z pośpiechu nie było czasu na sentymenty, tylko desperados, czekoladowe eura oraz dwa rogale prawie marcińskie
ciemno w parku, ładnie, przyjemnie
***
przegadaliśmy słuchawki, muzykę, filmy i problemy życiowe Przema
ciut pograliśmy, spoko
tradycyjna najebka
***
jak wracałem złapał mnie nastrój, więc poszedłem przez las, co oznacza krótsze czytanie
zrobiłaś pyszne mielone, pożarłem
przeczytałem internet, głównie dniówkę
i wydaje się, że skończyłem film, aczkolwiek nie wiem, czy nagle po prostu nie zaczęły lecieć napisy




1–2.11.2015



1 listopada, niedziela

zatę Żono ma

zebralim się (jajecznica na mięsie)
poprzedniego wieczoru oglądaliśmy te zwyczajne karty NBA, pierwsze jakie kupiłem i posiadam w życiu 34 paczki x 15 kart
sezon 1990-91, moja historia, są nazwiska
***
pojechaliśmy na wro
październik (choć to listopad) uraczył nas piękną pogodą, szczególnie w II połowie, słonecznie, ciepło
spacer (po mini drzemce w aucie) na cmentarz garnizonowy był udany, acz krótki
trochę marudzenia w domu, Radwańska wygrała (czyli pierwsze święta dziecka i od razu sukces), zaryzykowaliśmy wyprawę na Orunię
***
po początkowych niepowodzeniach, musieliśmy się wybrać przez Biskupią, co nam odświeżyło nastrój i miejsce (ależ wygląd)
tym razem bez alkoholu (a było se kupić w sklepie), odremontowanym wałem, z zakupem kwiatowo-zniczowym, trafiliśmy na samą górę
zaliczyłem wszystkie groby jak mnie matka uczyli, jeszcze spotkaliśmy się przez chwilę z niedobitkami rodziny (jak brakuje tego elementu integracyjnego oraz osoby inspirującej, to już nie to samo) i minąwszy procesję szczęślwie udaliśmy się wciąż pięknym wieczorem z powrotem
krótkie święta to i krótki sentyment
***
na wro przejrzałem przewodnik po Rzymie, jakoś spacyfikowano dziecko, więc się najedliśmy (dzikie pieczyste oraz truskawkowe z galaretką), by wrócić do domu na wieczorne i siup z zasypianiem, nieco dłużej, po 20
co wciąż pozwoliło dokończyć paprykę (ajwar prawdziwy) (miksowałaś) i po spakowaniu udać się na spoczynek
ten portugalski obraz jest mocno polski i w obrazie i w wyrazie, na razie dramat, ciężki do oglądania


2 listopada, poniedziałek

zatę Żono ma

The Cobra (1967)
już wygląda szałowo!
Goyas Ghosts (2006)
tak żeby zaliczyć "klasykę"
***
a książka zaliczyła zjazd, to znaczy nagle się skończyła (jakoś tak fabuła skrótowo) i teraz tylko lecą napisy, jak w serialu, co? komu? resztki takie
musiałem wziąć na podróż, bo inaczej małe szanse, ale pochwalę się, że dwa poranki nawet coś przeczytałem, mimo że dziecko było tuż obok
***
prócz tych codziennych ekscytujących rzecz, które MUSZĘ zaliczyć doszły wyniki nba i poranny flesz, ależ się staram i pędzę!
***
http://quentin.pl/2015/10/co-obejrzec-w-halloween-czyli-35-filmow-wartych-uwagi.html
marne szanse na zajrzenie
***
ale pączek zaliczony, mniam, nie muszé chadzać do biedry
no i jest pierwszy mecz z tego sezonu, łatwo poszło
porządek zrobię po filmach
***
skończył się Komeda z przyjaciółmi
teraz pora na składanki jazzowe a la młody Kydryński
kurwa, 9 godzin tego
***
Marcin drukarz został ojcem córki, radośnie
***
The Sell Out (1976)
lata 70!
***
ze spacerniakiem x 2 podążyłem na wro, zaliczyliśmy benzynową, mały korek oraz ciasto drożdżowe na Stogach, wizyta zaliczona, album pokazany, dziecko zaskakująco znalazło sobie wiele atrakcji i długie minuty można było spokojnie ogladać 1 z 10
***
to wszystko sprawiło, że:
1. nie byłem na próbie
2. nie piłem piwa (to powinno być jako 1)
3. późne wieczorne i późniejsze zaśnięcie
4. podciągnąłem się w wordzie (październik jakoś tak szybko się skończył)
5. do snu, a było to już bardzo późno cz-b portugalski, cz. 2, o wiele lepsza




25–31.10.2015



25 października, niedziela

zatę Żono ma

człowiek sobie nie pospał mega, bo wstaliśmy jakoś przed starą 8, czyli 8 godzin, ale miałaś nienajgorzej w nocy
te niby wiele godzin z poranka nie przydały się specjalnie, ale głosowanie i kawa zaliczone
chciałem wcześniej, ale młodzież i tak zasnęła w aucie, więc ogladałem dzień dobry tvn oraz programy kulinarne przez niemal godzinę, kiedyś to się właśnie tak spędzało niedzielne poranki
acha, + kolorowy magazyn nba 2010/11, ogladanie starych znajomych ryjów
***
spacer po Stogach z obowiązkową biedrą zaliczony, się wyczilowałem (nawet nie użyłem walkmana!), a było 2 x cieplej niźli wczoraj
w domu smażone ziemniaki oraz nadziewana papryka, głosowanie też zaliczone
lecieli poraci z karaibów kolejna edycja, ale to wciąż nudne, więcej byłem na podłodze
***
tradycyjna drzemka w aucie (mi pomogła, jemu nie), zatem siłą rzeczy ciut wcześniej z wieczornymi, zasypianie wciąż szybko, dłużej słuchałem mp3 nawet w pokoju (bez zamykania powiek)
przed snem zrobiliśmy 3 słoiki gruszek w zalewie z wanilią (nie pachnie jak ona, tylko robi te kupki/piasek od robaczków) i akurat trzeba się było zbierać, strasznie późno, więc znów się nie wyspałem, hej
baron jest zjawiskowy i niedzisiejszy, nietutejszy teraz
czy chodzi o to, że wyobraźnia sprawia, że nie umierasz już teraz? eee


26 października, poniedziałek

zatę Żono ma

Flip Saunders: 1955–2015
***
czy obudzilismy się w nowej Polsce? ja nie, co prawda jest jasno (przesunięcie czasu), ale dziecko głodzone (dietetyczna zmiana trybu) w nocy dało o sobie znać godzinę wcześniej
***
a już zaraz za chwilę będzie nowy sezon, dziecko z reguły ma cierpliwość na 2 skróty meczów, a przedsezonowe właśnie się skończyły
spacerniak + żabka (potrzeba wkładki do zupy)
jakkolwiek zaliczyłem również bardzo udaną biedrę, skoro jakoś się wykaraskałem z roboczogodzin, fajna nawet ta pogoda jest teraz
***
lecą rzeczy, nawet przejrzałem opinie brytoli odnośnie "Spectre", ale nie czekam, nie szaleję, i tak będę oglądał
panuje umiarkowana stabilizacja w tym oto kwadransie
***
zaliczyłem szybko spacerniak, Jakub jest w Częstochowie że hej
spędziłem na podłodze z dzieckiem miłą godzinę
ojciec się zjawił i uratował trochę spłuczkę
wybyłem i nie było mnie długo
***
męczyliśmy dwa numery (wciąż nie mamy dodatkowego pieca), były trudne, a mnie naparzają wybite na koszu palce, niemniej, podobało mi się
wracaliśmy przy pięknym księżycu, piliśmy piwo na górce z widokiem na hobbiton, tylko ten od Rejestracji się wpieprzył w rozmowę
no to wrociłem do domu, imponowałem humorem i dobrą fryzurą
oglądanie do snu Barona


27 października, wtorek

zatę Żono ma

fan
https://pistonspoland.wordpress.com/
(świetnie zmontowany foto/pasek)
pisze
"Wygląda to naprawdę nieźle i stawiam, że po wyboistym początku, będą dobrze finiszować i skończą ten sezon w playoffach. W kolejnych latach będzie już tylko lepiej. Tylko z wejściem do finałów trzeba będzie poczekać aż Lebron James zakończy karierę, albo przejdzie do Konferencji Zachodniej. Ale to już bliżej niż dalej, więc spokojnie".
***
http://spurs.pl
Klika słów o Thunder.
Teraz albo nigdy! Tak brzmi motto OKC w tym sezonie. Mistrzostwo albo śmierć.
Durantula, Russ i Ibaka są w końcu zdrowi. W dodatku są głodni gry i przede wszystkim sukcesów. Zapowiada nam się kapitalny sezon w wykonaniu Thunder.
OKC są w stanie (jestem tego pewien) jednym kopniakiem wywalić drzwi do Tytułu Mistrzowskiego.
Jeśli bogowie koszykówki będą im przychylni i zdrowie dopisze, to OKC może wysadzić w kosmos całą ligę (nawet z Warriors).
Kiedy uświadamiam sobie, że Thunder wygrali 45 spotkań w ostatnim sezonie bez Duranta i bez Ibaki, a nawet bez Westbrooka (czasami), to mam ochotę wyrzucić kompa przez okno.
***
Danny Granger (rip)
"nie zmieścił się do 15-osobowego składu Pistons. W trakcie sezonu pewnie jego nazwisko jeszcze się pojawi, gdy kontenderzy zaczną szukać weteranów na koniec ławki, ale po tym co prezentował w ostatnich latach, nie ma co oczekiwać, że odegra jeszcze jakąkolwiek rolę w NBA".
niegdyś Danny Granger to była nowa Indiana
***
i świetnie, że mam chwilę wytchnienia i czas drobiazgi
tylko głodny nieco, wydzielam czas godzinny, żeby pożreć jabłko albo co
a, i ciepło dzisiaj jest
***
łichicichichici
1100
Comme un chef (2012)
***
mieli być bohaterowie od 8 filmów, ale nie mam odcinka na miejscu, padło na
Seven Golden Men (1965) DVD
rozerwę się w starym stylu
***
wpadłem na ten pomysł, by kupić worek papryki, ucieszyłaś się, że hoho (= znoooowu przetwooory)
i wielki pęczek pietruszki
przeszedłem przez park, który często wygląda pięknie, lecz dzisiaj oszałamiał jesienią, nawet po zmierzchu
zmiany nadchodzą (nie u mnie): jest plac zabaw za Tatarami, a cały pierwszy staw jest ogrodzony, zdjęto odwieczne drewniano-betonowe "pergole", wytaczane są nowe ścieżki, chwilowo (?) zniknęła syrenka
może stąd miałem w nocy sen?
***
na wro wyłączyłem się kolorowymi magazynami, zakupiliśmy nowy mechanizm pływakowy
już bez kąpieli, po jedzeniu, od razu do snu, też szybciutko
mechanizm założony działa, pasteryzowanie, zupa zapakowana, papryki upchnięte
spore zmęczenie, przed 22 do snu, razem z trzema dniami Kondora, dobra kopia


28 października, środa

zatę Żono ma

a Dean Martin jako piosenkarz jest wykupywany na pniu
na tapecie po Komedzie disco Pontiak
***
były pierwsze mecze, flesza przeczytałem dwa razy, chyba wolę o nich czytać, niż je oglądać nawet
***
nie będzie dzisiaj najebki, więc może bakłażany albo skarpetki, taki pomysł
no i chuje wciąż nie wrzucili mi awizo do skrzynki
***
Death on the Run (1967)
szybciutko, jakość słabiutka
Code 7, Victim 5 (1964)
również
Secret of the Sphinx (1964)
DVD, co nie poprawia jakości
The Omega Man (1971)
czyli SF w starym stylu (nie BARDZO starym)
Morituri (1965)
post-Goldsmithowski wojenny-szpiegowski z Marlonem i Yulem
L'Agression (1975)
kryminał z Jean-Louisem Tim-Ti-Rim-Ti
drugie paczki z wyhaczonych "umrę, jak nie zobaczę"
***
no, to tyle zajęć z dzisiaj
***
oczywiście zapomniałem obiadu, sprawiłem po drodze, szczęśliwie słodkie bułki same przyszły do tyrki, nabyłem
zdrowo jem ogórki i papryki, a tych przecież mamy dostatek
***
taki chuj (było nie planować), te jebane baby z poczty nie dały awizo i jeszcze chcą paczkę odsyłać z powrotem (po 2 dniach!), muszę wracać do domu
źle wrzucone awizo = seria pomyłek
ale paczkę mam, otworzymy razem
***
w oczekiwaniu na przyjazd — załatwiłem seriale dla Żony
jak przyjazdu miało nie być (to był niezwykły przebieg dnia) — zabrałem się za gruszki
skoro jednak miał nastąpić — zrobiłem popcorn (wreszcie) i wypiłem piwo do nba
***
bardzopóźnowieczorne sprawnie, zasypianie również i już przed 22 można się było zająć gruszkami, co nam zeszło do północy, a ja za dużo dałem chili i źle rozplanowałem słoiki
będzie mus na ostro, też się zje


29 października, czwartek

zatę Żono ma

nie wiem, czy tylko nieobecnością przełożonej jest podyktowany mój humor, czy może porannym fleszem, bo przecież nie dwoma piwami i popcornem (wreszcie!), które wypiłem przed snem już na zmęczeniu
a bywało kiedyś tak, że człowiek chodził do tyrki tak bez napięcia
może to poranne foto na spaceniaku (przypomniało mi się), a może OST Spectre, który jest powtórką z rozrywki Newmanna
a może po prostu chwila oddechu i czas na wszystko, przy pewności, że się nie spieszy, się zdąży
do tego pełne wypasione śniadanie ze sztucznym krokiecikiem i wiele pietruszki
niemniej rozdałem uśmiechów więcej niż w ciągu 2 ostatnich lat, do czego to jednak prowadzą  luz i brak pośpiechu
***
nie było bardzo udanego transferu, ale za to były bakłażany w l, zatem cała kupa i wracam do domu, dziecko jednak radosne, dało się przeciągnąć do 19, kiedy zjadłem zaległą niedzielną nadziewaną paprykę i dodatkowy za duży talerz rosołu
wieczorne dobrze i choć wymagane było dodatkowe karmienie, to zasypianie błyskawiczne, a ja wciąż mam dużo palmy (nawet palm) do odsłuchania
***
myślałem, że będzie krótko, a nie było
piekarnik nie dał rady, więc potem grzebałem się z naoliwionymi skórkami, he he
ale efekt środkowy (choć początek na to nie wskazywał) już jest odpowiedni, pokawałkowane warzywa się rozgotowują, dobrze
szły mp3, ale nie uważałem, potrzebne nowe, do snu przed 24, dokończyłem
Three Days of the Condor (1975)
właściwie bardziej thriller polityczny niż film szpiegowski, ale bardzo warto


30 października, piątek

zatę Żono ma

ten poprzedni wieczór i dzisiejsze wstawanie nie było takie dramatyczne, udało się
bardziej ponuro dzisiaj (słońca brak), nie tak zimno (2)
książka zbliża się ku końcowi
zlikwidowali fajny przycisk w wyszukiwarce dusty, ale niewiele ciekawego przychodzi
nowa płyta
Sharon Jones & The Dap Kings — Holiday Soul Party (2015)
***
za to są mecze, są genialne flesze, mógłbym przeklejać niemal całe
już zaznaczałem, że z czytania recenzji płyt czytam relacje z meczy — lepsza zabawa
***
dzisiaj na śniadanie zupa, bo jej duże występowanie w naturze
***
na szczęście w przeglądzie sly vinyl trafiła się perełka
Julien Baker — Sprained Ankle (2015)
będę robił zakusy
a Autolux tanieje
***
A Ticket to Die (1966) DVD
trzeba przyznać, że dzisiaj udany dzień tu i ówdzie, emocje były
Johny zarzucał mnie zespołami brytyjskimi, które grają współcześnie, ale na jedno kopyto, nie dla mnie
rozczarowanie Slaves
***
wracając z pracy pozwoliłem sobie na sentyment i zakupy skarpet w pepco oraz piernych papryczek na Oruni Dolnej, park cały otulony podchodzącą chłodną mgiełką
***
kosz nie, bo paluchy mam wciąż odbite
zmiksowałaś papryki, ja dokończyłem słoikowanie, to ta wersja z Presleya
nie pamiętam wieczornych, ale dyżurowanie (już w nowej rzeczywistości bez karmienia) było bardzo dobre, choć ciężko się "śpi" z dzieckiem na głowie


31 października, sobota

zatę Żono ma

wstawaliśmy o 8, budziliśmy grubo po 9
jajecznica, bo mamy dużo jajek oraz mięsa z gotowanych wywarów do zup
***
babcia przyszła i zabrała na stosunkowo długi spacer
ja w tym czasie latałem bez czapki na wspaniałym nasłonecznionym stoku, zebrałem pigwy
zebrałem kupę liści (zdziwienie: drzewa prawie łyse), rewelacyjnie pogodowo
***
rosół na obiad i na kolację
na spacer poszedłem już w ciemną noc, się niemal zgubiłem z tym wózkiem, bo skoro dziecko spało, to oglądałem Time Tunnel (Pearl Habor), więc nic nie widziałem poza tą "latareczką"
rękawice świetnie grzeją, jeszcze dodatkowa pętla na boisku, by doszło do siebie
***
po wieczornych paprykach 2 — tym razem obieranie skórek lepiej, nauka nie poszła w las
1-1 w startegii, dziecko podebrane wcześniej śpi lepiej, ale nakarmione o 6 już nie zasnęło = długi poranek