czwartek, 12 listopada 2015

23–24.10.2015



23 października, piątek

zatę Żono ma

proszę, jaka wspaniała pamiątka:
Książki z czerwca 2013 roku (wziąłem coś lekkiego, w masie, do czytania)
a tam o "Kronosie", który jakoś wtedy zaliczyłem (też byłem zszokowany)
a na IV stronie okładki Open'er Festival (jeszcze Heineken), z Blur, Artic Monkeys oraz QOTSA — pamiętne
***
no i dobrze, że odsłuchałem tę 12, bo bym się naciął, więc z czwórki
Cell/Autolux/Ganger/Seam
została dwójka na kiedyś
nie żeby było złe, ale nie zawiera genialnie nagranego energetycznego grania, a bardziej dłuższe eksperymentalne post-rockowe zabawy bez przestera
wykupili również Spoon, ulżyło mi
***
nowy Stereophonics, nie narzekam
będę ruszał z nowymi xlsami, niestety znów pobrałem z kija tematycznie, więc pewnie się znużę czasami
***
obrodziły dzisiaj, nagle, opadłe w nocy liście brzóz i lip, mogło to wywołać załamanie u osób pracujących od rana na naszych ulicach
*****
no to dzisiaj były zajęcia z
BIS AUFS MESSER, Marchlewskistr 107, 10243 Berlin Friedrichshain
mają FROTH bleak za 25E
***
a jednak było gdzieś coś przejrzeć, zapalam się na BECKa
i w ten sposób miałem w plery 2,5 ha, co tam
spcerniakiem na wro, bo wieje i nie chciało mi się szwendać, a przecież pizza kusiła
zjadłem i wypiłem na wro, kolejny spacerniak na kosz, rozgrzewka
***
w ataku nieprzydatny (ale jeden trafiłem), w obronie niezastąpiony
wygraliśmy z kretesem, piękne sformułowanie
wróciłem zmachany do domu, książki mi dobrze przewietrzyły głowę
prywatne wieczorne, piwo i do snu


24 października, sobota

zatę Żono ma

startujemy z niekarmieniem w nocy + katar + kaszel = średnio przespana noc, ale da się dziecko wychodzić aż mu ręce opadną, i rano ma dobry humor
z reguły mu się pogarsza, jak ma zbyt krótką drzemkę popołudniową, ciężko go rozkręcić, dopiero pianka i woda w wannie go ekscytują
***
tymczasem zrobiłaś omlet z lososiem (pychotka), była kawa, był spacer (piękna pogoda, piękne kolory, zdjęcie nie oddaje), było zdejmowanie klamotów (wszystkich), było wiercenie i hałas (straszny, bez udaru nie podchodź) — 4 szafki stoją z zabezpieczeniem do ściany + mamy w przedpokoju "czytnik na karty pracownicze", czyli kasetoregalik
na obiad jedliśmy zupę krem z resztek, a właściwie z całości, których nie zjadło dziecko
był i drugi spacer, już zimną, ciemną porą, kiedy chłopak miał już nie zasnąć, a zasnął pod klatką w drodze powrotnej = time tunnel
***
wieczorne ostatnio idą szybko, tzn. zasypianie
więc szybko zabraliśmy się za układanie książek (płyty, szczęśliwie, zmieściły się wcześniej), były pewne trudności tematyczne, ale pięknie zapakowaliśmy wszystkie regały, ciężkie do ciężkich, zagraniczne do polskich, a reszta do kosza (nieprawda)
tym razem ja dostałem noc na spanie, więc włączyłem zadziwiające oglądanie
Przygody barona Munchausena (1988)




17–22.10.2015



17 października, sobota

zatę Żono ma

nie kradną nam tej wody, ale rura piszczy
***
z rana cytryna i bułeczki
nawet w niedzielę nie pamiętałem, jak to było w nocy i z rana, pewnie niewyróżniająco się
***
przyczynek do rury okazał się zabójczy, więc musiałem na wkurwie zjeść śniadanie, pozmywać, zajrzeć do spłuczki i przewodu łączącego, zamieść kawałek podłogi, rozłożyć koce, zgrabić liście na działce (4 siaty), pogrzebać przy roślinach, znaczy się porządki (babcia spaceruje)
po obiedzie zaliczyłem mokry spacer
na szczęście nie muszę kupować płyty Emiliany za 100 euro, bo na trzeźwo to nie jest tyle warta
ale słuchało mi się i spacerowało do całkowitego pomoczenia całkiem dobrze
zakupy cukrowe i prasówka w piwnicy
zacząłem skubać te aronie, po wieczornych czynnościach i dużej ilości wypitego wina zasnąłem podczas usypiania, ciekawe, czy pierwszy ja czy dziecko
obudziłem się o 23:30, więc trzeba było zaraz zbierać się do spania


18 października, niedziela

zatę Żono ma

dyżurowanie, uwględniając mój stan fizyczny, było całkiem niezłe, przebujaliśmy 2 godziny, by obudzić mamę (choruje nieboże) o 10
jajecznica z pietruszką!
Andrzej Fonfara się boksował — nie oglądałem
skróty meczy przedsezonowych nba — oglądałem, dziecko też
trailery filmów od Quentina — oglądałem, dziecko dostało zakaz (bo straszne)
***
poranny spacer z mżawką bardzo dobrze, porobiłem tras, bo dziecko spało
po pysznym obiedzie (kasza z grzybami), pojechaliśmy zwiedzać sklepy
niewiele z tego wyszło, po początkowym oczopląsie dziecko już się otumaniło wrażeniami, a kasjerka roku nie skasowała mi czekolady i skarpet (bardziej żałuję czekolady)
***
dziecko zdrzemnęło się, a ja oglądałem Time Tunnel (koniecznie!)
następnie buraczki i kolacyjki z pyszności, zacząłem dalej aronie, ale dziecko wyglądało na padnięte, więc pojechaliśmy z nim wcześniej i śmy się przeliczyli
zabawa trwała od 19 do 21, na szczęście ja nie miałem cierpliwości, więc Ty zostałaś wystawiona na próbę, a ja obolewałem palce
***
w końcu, łącznie z grzaniem i pakowaniem (zapasy jak na wojnę światową), zalewaniem zdążyłem niemal niemal, około 23 byłem w łóżku
już bez dobranocki w tv, bo każda kolejna minuta z otwartymi oczami mogłaby mnie zabić


19 października, poniedziałek

zatę Żono ma

ciemno jest jak wstaję
dzisiaj spacerniak na błotnie (zawsze tak bywało)
***
pewnie coś robiłem
trochę swoje, trochę cudze
***
wracam szybko do domu, ale tam się nie narobiłem, bo dziecko i tak woli się wspinać na nogi mamy, mimo że ona nie woli
sałata — za dużo soku z cytryny dałem
strucla z makiem — wsuwamy miło
kawa — dzisiaj proporcje mi pasowały
***
odsłuchałem Vreena 3 — same ballady, ale dzisiaj byłem pod wrażeniem wypasionej produkcji, jakąśmy z Endriu zrobili, no i zapomniałem, że tam tyle gitar Tomka, wstyd czasem jest, ale płyta wyszła niezła
***
w piwni był mocny hałas, ale z wokalem nam szło już całkiem całkiem
będę musiał się ograniczać i więcej tych smaczków
spędziliśmy trochę czasu w piwnicy u Wojta, ale nie piątek/czwartek, więc nie pijemy, książki, zanęty na ryby, atrakcje
cholernie ciężka ta wiertara, jak wróciłem, już musiałem iść spać
20 min
Walled In (2009)
musiało wystarczyć, aby zobaczyć betonową architekturę
***
a Magda urodziła Liliannę, na foto wygląda, jakby właśnie miała iść na imprę, a nie wyszła ze szpitala, to pewnie te szerokie biodra


20 października, poniedziałek

zatę Żono ma

wstaję po ciemku, wychodzę nawet wcześniej, ale bus ten sam, grunt, że słuchawki chodzą (nowy JSBE), zabawne, że spacerniakiem byłem o tej samej porze co Tomek, który jechał busem
dzisiaj 7 stopni, co jest bliższe tym ciepłym 10, czyli jeszcze dobrze
***
The Wrong Box (1966)
Michael Caine
ale bardziej OST Johna Barry'ego
1,96 GB dobrze rokuje
***
The Promise Ring — Nothing Feels Good (1997)
ponowne wydanie doczekało się recenzji na Pitchforku
***
Of Montreal — Satanic Panic In The Attic (2004)
fascynacji tym nigdy nie chwytałem, ich recenzja na Porcys jest grubą przesadą
***
tymczasem zabawiłem się do 12 i będą braki, hej!
będzie odsłuchiwanie z Dani, hej!
nie zamierzam się oczywiście taić:
Cell — Slo*Blo (1992)
alternatywny klasyk kasetowy za €4.17 + shipping
Autolux — Here Comes Everybody (2005) 7"
singiel z niedostępnej płyty €7.00 + shipping
Ganger — The Cat's In The Bag... (...The Bag's In The River) (1996) 12"
post-rock pod wrażeniem ostatnich odsłuchów €4.00 + shipping
Seam — Granny 9X (1991) 7"
alter klasyk za €4.00 + shipping, którego wcale nie
***
robota nadgoniona, czasoprac nie, ale co dalej?
***
zaszedłem na wro (luźno, bez hot-doga), gdzie wszmałem gigantyczny talerz ryżu (nigdy tyle nie jem), udało się uniknąć dziecka w dużym stężeniu (nowe technologie w domu, liczę, że kiedyś przejmę wideo)
***
w domu nie za długo, coś tam porobiliśmy, po wieczornych (z pianką) dziecko było już na tyle zmęczone, że w przeciwieństwie do 2 poprzednich dni zasnęło w 10 min, aż prawie zasnąłem przy Thomie Yorku (nie zamykać oczek!) i dokończyłem drugi odcinek Time Tunnel
strzyżenie i ogólnie higiena, potem bałaganiarskie przeglądanie, jaki film ma napisy, po czym poszedłem spać, bo już późno
ten portugalski chyba łyknę, a potem muszę się skupić na:
1. dużych do TV
2. szpiegowskich
***
no i drożdże nastawione, chyba dogotuję jeszcze 4,5 litra wody
a no tak — obejrzelismy trailer Gwiezdnych Wojen, czy ja na to czekam?
nie pójdę na mini maraton 007, tylko dwa filmy, łee


21 października, środa

zatę Żono ma

muszę unikać tych niebezpieczeństw związanych z myślą "a przyknę sobie jeszcze na chwilę oczy"
niemniej — dzisiaj niedospany jestem
a dzieci nawet nie zauważyły, że wyszedłem
zaczyna mi się rozwlekać ta historia Jakubowa
piekarnia zaliczona, znowu będzie za dużo węglowodanów
(Pill Friends)
podstawowe rzeczy też zaliczyłem, nawet jakoś udaje mi się umknąć z czasopracą (tak to jest, jak człowiek ma za dużo wolnego) (wspaniale jest!)
***
na dusty jest "Furr", czekać/nie czekać?
***
podobno dzisiaj przylatuje Marty z "Powrotu do przyszłości" — popacz, jak ten czas minął
żyjemy w SF
***
Who’s Got the Black Box? (1967) DVD
no pełny wypas, pełen
***
wracałem Orunią, kolory i światło dzisiaj podpasowały
środa bez najebki
kupiłaś pysznego wędzonego łososia, ułożyłem trochę książek pod stołem, jest tam niewygodnie, co frustruje dziecko, które by chciało poczytać
ponieważ bez drugiej drzemki, to zaczęliśmy wieczorne o 19:30
zasypianie poszło szybko
***
machęłaś ciasto jabłkowe na occie (mój przepis), dla mnie wyszło pysznie
dodatkowe 4,5 litra z kg cukru okazało się idealnie dopełnić butlę (wlałem rano, po ostudzeniu, bo drożdże już zrobiły piankę)
zmyłem tyle ile się zebrało, zebrałem się (włosy na jutro)
rzucałem przekleństwami na fotoszopa, ale pomysł na okładkę samplera Nasiono machnąłem, mi się podoba
wybraliśmy też zdjęcie zespołowe Umpagalore na okładkę, w ogóle te ciemne, poruszone pomarańcze mi pasują
będziesz oglądać
Good Will Hunting (1997)
załatwiłem, chociaż lektor nie z tych najlepszych
i zmieściłem się przed 23, nawet nie poczułem tych dwóch piw, wszystko się rozeszło w czasie


22 października, czwartek

zatę Żono ma

nie dawało się dzisiaj wstawać, jeno pogoda odpuściła i pokazała trochę nieba
okoliczne krzewy, krzaki i drzewa pokazują wszystkie najlepsze kolory
***
dzisiaj na dusty festiwal płyt, z których wiele z chęcią sobie przypomnę, np.
Troggs — Wild Thing o jakości Fair czy płyty Animalsów lub Spoon
***
"San Antonio Spurs zwolnili Jimmera Fredette, który tego lata przyjął ich zaproszenie na obóz przygotowawczy. Wygląda na to, że jego przygoda w NBA, poprzedzona fantastyczną karierą w koledżu, właśnie dobiega końca".
ja się nie załapałem, ale wyglada na potwierdzenie reguły
***
refreksja po 600 stronie książki
***
śniadanie dzisiaj na wypasie, okazało się, że ten twarożek w granulkach całkiem smaczny, a już z pewnością dobrze wypadł zmieszany z czarną rzepą i pietruszką
***
porobiłem na zapas pracy w pracy, aż się zmęczyłem, może będzie luźniejszy piątek
tymczasem był chyba najpiękniejszy kolorystycznie dzień jesieni, aż fotografowałem
***
w przypływie impulsu skoczyłem na 10 min do najbliższego lidla i kupiłem podstawy oraz ciekawostki, w tym na Sandomierskiej nie pieką
***
po południu udanie spędzaliśmy czas (tata się przebierał), ponieważ znowu bez drugiej drzemki, więc ze zmęczenia wystartowaliśmy z wieczornymi o 19, stąd i zasypianie krótko, bo o 20 z minutami miałem "wolne", takie trochę oszukane, bo pakowałem się x 2, zmywanie, a potem to nieznośne czekanie, kiedy nie warto się za nic zabierać, bo za mało czasu itp.
***
jazda autem w obie strony nocą miło, samo nagrywanie — kompletna amatorka
zresztą, śmy się nie przygotowali ani ze scenariuszem ani z gadżetami
niemniej, podobnie jak na nagraniu, eksponowałem swoją niewzruszoność i nie musiałem się dobrze bawić, bo nie było światła ani zbliżeń, więc niewiele będzie widać
szczęśliwie dwie godziny minęły szybko, coś tam się nagrało i odwieźli mnie na 1 do domu
za stary już jestem, by oczekiwać, że wyjdzie z tego kolorowy teledysk, jak z YT
***
niewyspanie z rana i zmęczenie organizmu takie samo jak po pochlaju, z tym, że bez żadnych pozytywnych emocji i szaleństw, czyli smutniej
niemniej, ranek ożywia towarzystwo




wtorek, 10 listopada 2015

11–16.10.2015



11 października, niedziela

zatę Żono ma

co prawda o tej 5:30 dziecko chciało się bawić i chodzić/wchodzić, ale w końcu się udało spać na połowie mojej poduszki w poprzek łóżka
następnie — niebywałe — ja obudziłem się wcześniej (8:45), a dziecko dopiero o 9:00, półprzytomne dokończyło trzeci posiłek
odczyniliśmy poranne kupy i łazienkę, mama już wstała
zaliczyliśmy true jajecznicę ze świeżymi bułkami (byłem w sklepie po wiele rzeczy, zdążyłem przed ludnością kościelną, starannie roztargniony wyszedłem ze sklepu z koszykiem)
***
po kawie, cóż było robić
mimo że ząb dramatycznie Cię nawala (od niepamiętnych czasów), wybraliśmy się na wycieczkę nad morze do Jelitkowa
drzemanie na parkingu, lekki spacer, licytacje umundurowania taktycznego, słońce nawet wyszło, powrót do domu na obiad, ten pyszny wczorajszy
***
6 gracz, przedłużka abonamentu, ruszają przedsezonowe zapowiedzi, skróty meczów przedsezonowych
słucham jednej płyty na krzyż, trzeba jakoś uporać się z tym długim niedzielnym dniem z dzieckiem, które nie lubi obiadków
***
myślałem o "spacerze" outletowo-zakupowym, mógłbym nawet w porywie kupić sobie buty jesienne, skoro te dziurawe i chłodnawe, ale w sumie mam dwie pary tych ciężkich wieloletnich, co może nie są za kostkę (takie wolę), ale gruba podeszwa podoła, zatem szczęśliwy wybór
***
zasypianie szczęśliwe, acz zajęło długo
wcześniej jeszcze zaliczyłem leśny spacer oraz pierwszy odcinek
Time Tunnel
serial z gruntu zły — na początek pierwszy przenosin w czasie musieli trafić na Titanica, no ba
***
nie wiem, co podżeraliśmy przed snem
niemniej uraczyłem się resztką coli (dużo było) z whiskey, jeszcze urodzinową (wyszedł drinik i drin)
śledziliśmy mecz, ja to nawet aktywnie = z oglądaniem zagranicznym
zakończyło się pozytywnie
niemal w noc wybieraliśmy się do snu, a jeszcze puściłem sobie film (a dziecko się darło w niebogłosy), w sumie zasnąłem na wypasie

dom na Raduńskiej, co go już nie ma spory czas

12 października, poniedziałek

zatę Żono ma

jest zadowolenie w narodzie
***
odkrycie shoe na skalę mega zauroczenia
Sianspheric — The Sound Of The Colour Of The Sun (2001)
***
zaliczyłaś leczenie tlenkiem
czekamy 3 miechy
***
poprzez wro i babeczki wracamy do domu, karmionko, jedzonko, wybywam na granko o 19
dziecko nawet zaczyna coś tam szamać stałego
może dlatego, że stoi
***
taka sentymentalna konstatacja, że chyba wszyscy już umarli (albo znają za dobrze), jak posłucham kasety "Mellon Collie and the Infinite Sadness" to przed nikim nie będę się mógł pochwalić albo wspólnie zachwycić, że tak — przecież to stara muzyka jest
***
hałas był w piwnicy, ale znowu znalazłem brzmienie gitary (niebieskiej) dla siebie
coś tam ogarniamy, mimo że hałas
schodów nie było
portugalskie casino royale i do snu


13 października, wtorek

zatę Żono ma

podobno w Antwerpii nie ma już Belgii
***
problemy ze słuchawkami, a nawet akumulatorkami, ale
IN THE NAME OF NAME
genialne
***
Jakub Frank zaczyna się wyłaniać
***
The Spy with Ten Faces (1966) DVD
obsługa na wypasie, obraz mniej, cacy będzie
***
kwaśne domowe winogrona zajadam, z tej innej działki
***
pozostałe płyty Sianspheric nędzne
***
dość tanie nowe Experimental Pop Band — Homesick
ale na razie nic mnie nie kręci
pojawiło się na chwilę Dreamend, ale szybciutko zniknęło
***
La muerte silba un blues (1964)
***
The Experimental Pop Band — Vertigo (2012)
niesamowite jak barwą wokal podobny do Albarna
***
przegapiłem dodatek do przeglądu sportowego, zjadłem w domu tosty, jeden spalony
przyszliście
dziecko zaczyna dawać odgłosy papugi — skrzeczy po złości
mamy więcej "wolnego" — nie trzeba go asekurować cały czas, technika schodzenia z pozycji stojącej tak poszła do przodu, że hej!
tylko oczywiście nie ma siedzenia, a zamiast raczkowania jest ślizganie się — no skoro parkiet temu służy
***
wieczorne z olejem, zasypianie średnio długo, 7 pionizacji, ale jednak ulga też, wystarczy odkładać smoczek (raz prawo/raz lewo) i dziecko samo trenuje
***
po TOP mother
szukaliśmy hostelu, więc mamy hotel 1-gwiazdkowy, też blisko
nie ma aż takiej podjarki, ale miło będzie znowu zobaczyć
do snu drapanie Craiga po jajkach

biedra na Dolnej, co jest już czas dłuższy

14 października, środa

zatę Żono ma

Wybranych pozycji: 996
= muszę uważać
ciekawe na co padnie
***
łichichichichi, ależ rozczarowanie!
tysięcznym skatalogowanym filmem okazało się
Nine (2009)
***
no, przeczytałem duży kawałek, teraz mam chwilę wolnego
trza poumieszczać hurtem, nie wiadomo co następny dzień przyniesie
***
dzisiaj z rana spacerniak i ITNON, bosko
ponieważ dzisiaj najebka, nie targałem wielkiej książki, pod wpływem lekkiego impulsu przeglądam (serio, tylko, = zmiany, zmiany) Berlin
nie mam ambicji na coś ekstra muzealnego
***
Natural Snow Buildings — Sunlit Stone (2008)
potwornie nudne
w odsłuchu xlx seria z Goldsmithem
***
zebrałem się szybko, ale nie przyoszczędziłem na czasie
zmienili mi butelkę perlenbachera
"mój" ser z pieprzem
brakowało światła w parku, ale JESIEŃ się zaczyna
jednak bez emocji, więcej opowieści na próbowni
***
wędzona prywatnie ryba, wyżeranie mięsa spod głowy i obgryzanie skórek i ości — czuję do dzisiaj to obżarstwo
następnie prywatny wieczór w łazience, zabrakło różyczek do wanienki
***
jak będzie wyglądała młodość dzieciaka, któż to wie
z moją inercją na pewno do niczego nie dojdzie
ale w końcu, po co się starać?
tymczasem skróty nba i do snu, nie już

tego lata było przemeblowanie na Jedności Robotniczej, rzadka okazja pochodzić po pasie jezdni, ale obczaj fryzurę

15 października, czwartek

zatę Żono ma

jako że szykujemy się na Berlę, skorzystaliśmy z podpowiedzi:
http://www.adamantwanderer.com/subiektywne-przewodniki/berlin-przewodnik/
i przeczytałem kto zacz, strasznie się zdziwiłem, że są ludzie tak ukierunkowani, skonkretyzowani i jeszcze obrotni;
nie do pomyślenia
(stylistycznie nie do zniesienia) (ale i tak zazdroszczę)
***
poranek sprawnie, w busie odważne dziewczę spytało o Tokarczuk, odradziłem
***
była biedra i zakupy dla ludzi
***
powiadasz, że
jedzie mi z pyska, może to ta ryba, niekoniecznie świeża
***
dostałaś kataru i złego humoru, ale wieczór spokojny, dziecko chwilami dało żyć, mieliśmy drożdżówki, tata zrobił wypasioną sałatę przed snem (dobre te duże oliwki z czosnkiem)
w sumie mogłem coś zrobić prócz przepakowywania się, ale
wieczorne i zasypianie w normie (8 pionizacji), aż sobie zaczynałem przysypiać (przez to, że słucham muzy, nie palmy)
zawijam się długimi ruchami do snu
***
WYRZUCĘ
Sukiyaki Western Django (2007)
bo choć intro z Quentinem wspaniałe, potem już tylko opowieść o zemście, chwilami brutalna, styl i kostiumy wyjątkowe, resztę mogę sobie odpuścić; na razie mam podobny problem z klasykami spaghetti westernów — ważniejsze czekają

całkiem ładnie zachowana pierzeja na Dworcowej, ale wszystkie budynki mieszkalne oraz ciągi komórkowo-garażowe z podwórka już zniknęły

16 października, piątek

zatę Żono ma

a nam kradną tę wodę i rura piszczy
***
jak wstaję rano nie ma słońca, w busie słabe światło, nawet dzisiaj siąpi nieco, ale spacerniak obowiązkowo, przypominam sobie Vreena 3
***
Agent 38-24-36 (1964) DVD
to będzie chyba zabawna komedia
***
karnie odsłuchuję Goldsmitha, dzisiaj dobrze mi idzie
wiele dusty oraz sly też zaliczone
***
ach, dzisiaj był ten dzień z wyrzucaniem filmów, których jednak nie obejrzę
zaznaczę, że to nie lada bohaterstwo z mojej strony

WYRZUCĘ
The Arrival (1996)
Sukiyaki Western Django (2007)
13 Assassins (2010) — może i ok, ale słaba jakość
Age Of Heroes (2011)
bo przeciętniak wojenny
Águila Roja, La Película (2011) — jezu, hiszpański teatr tv
Ain't Them Bodies Saints (2013)
nie dla dramatów
CBGB (2013)
muzyczny ANG podobnież słabo, muzyka pewnie ok, ale wygląda źle
Detachment (2011)
bo dramat
Iris The Movie (2010)
korean melo-thriller odpuszczę
My Week With Marilyn (2011)
iii, bio
Room 237 (2012)
e no, wystarczy, że lubię film, nie żeby jeszcze go analizować
Sanctum (2011)
ot, przygodówka survivalowa
Stripped Naked (2009)
eee, dreszczowiec
Tanner Hall (2009)
dramacik
The ABCs of Death (2012) vwidziałem kilka, ok, ale starczy
The Ages Of Love (2011)
Komedia rom. z De Niro
The Brothers Bloom (2009)
kom. przygodowa z Adrienem Brodym
The Dreamers (2003)
są cycki Evy Green, ale przecież nie będę oglądał Bertolucciego
The Eagle (2011)
Hollywoodzki film "historyczny"
The First Grader (2010)
o Murzynach
The Last Airbender (2010)
iiiii! M. Night Shyamalan!
The Liability (2012)
niby brytolska gangsterka
The Stoning of Soraya M (2008)
bóg jest wielki
To Die For (1995)
Van Sant, Kidman, Matt Dillon, Joaquin Phoenix, ale nie
Walled In (2009)
no może byłoby intrygujące
Wanderlust (2012)
komedia z Jennifer Aniston
Essex Boys (2000)
marna kopia
Hobo with a Shotgun (2011)
brutal grind Rutger Hauer a la Tarantino, w sumie, ile można
Kill The Irishman (2011)
irlandzka mafia-biograf więc może jednak nie
Mas que amor, frenesi (1996)
Javier Bardem, ale straszna jakość
O Fantasma (2000)
cudaczne, słaba jakość
Saints and Soldiers (2003)
łojeza, wojenny
The Right Stuff (1983)
podaruję sobie tę historyczną historię
Les Emotifs Anonymes (2011)
iii, fr. kom. roman.
The Paperboy (2012)
film może warty obejrzenia, ale nie w tej jakości

***
spacerkiem na wro (kaseta nie chce współpracować), tam otumaniłem się kaczką duszoną (szkoda, że nie pieczoną) oraz pyszną szarlotką
dziecko w centrum dowodzenia, ale jakoś oglądamy zdjęcia z Brukseli i Brugii i dodatków, szkoda że telefoniczne
***
jakeśmy wrócili już do domu, to szybko szybko, bo późno
a i wymienili mi kapsel na puszkę, musi być przecież na weekend
który ledwo co się zaczął i już poszedłem dyżurować

rzadka okazja zobaczenia z tej perspektywy — na czasie w związku z artykułem o pralni na Raduńskiej



poniedziałek, 9 listopada 2015

7–10.10.2015



7 października, środa

zatę Żono ma

spacerniak był, bardzo chłodno, 3 stopnie
słońce jest tak nisko (niezależnie od tego czy rano, czy wieczorem), że daszek czapki już nie pomaga — pora na zmianę
***
The Amazing Doctor G (1965)
czyli po ichniemu "Due mafiosi contro Goldginger" i wszystko jasne
***
trochę pracy, wiele biurokracji
***
zaliczyłem 2 apteki, kupiłem bilety — 123 zeta jeden, czyli chyba tak samo, jak wtedy (wtedy 2 listopada — sprawdzić)
fujara kupił z Wrzeszcza
***
ale to chyba nic wobec newsa = będzie ząbek!
***
wieczór minął pogodnie, przebrałem gazety, a dziecko nawet nie wchodziło za często
nie marudziło przy zasypianiu, choć zajęło do 21
technika schodzenia coraz lepiej opracowana, poza tym już bawią pokrętła kuchenki, sięga skubany, w końcu 72 cm to nie lada co
***
pisałem, że jak spadł z siatki centylowej to odgłos tego uderzenia było słychać aż na Helu?
***
oglądanie soundtracku, później do snu, leżakowanie
zżarłem ostatnią mufinkę — 3:1
***
WYRZUCĘ
The Arrival (1996)
bo pierwsze pół godziny razi mnie przesadzonymi scenami komediowymi, widzę tu siermiężne lata 90., nieprawdopodobieństwo, którego nie można znieść w scenach realistycznych oraz zaangażowany Charlie Sheen — co jest słabe i złe = to nie będzie rozrywka, przy jakiej chciałbym się bawić


8 października, czwartek

zatę Żono ma

spanie przy uchylonym oknie może być kontrowersyjne
nowa Tokarczuk, multikulti, nie dla dziadostwa, dobrze się czyta
***
pierwszy przymrozek pokrył całą, jeszcze niezmarnowaną zieleń, szczególnie wystrzyżony trawnik sąsiada kościelnego wygląda imponująco, ponadto wrażenie estetyczne podczas spacerniaka obok zbiornika retenc.
jesień!
***
The Jon Spencer Blues Explosion — Extra Width (1993)
genialne w swym rodzaju, ale nie kupować winyla, znam na pamięć
***
UNCLE 2 jadą, jest już dobrze lekko, podoba mi się
***
zagubiony nieco w biurokracji, ale pędzę z robotą, a potem chłodny acz słoneczny spacerniak (żółte światło)
wro, czekoladka, sałatkę bierzemy do domu
wieczorne sprawnie, zasypianie mega szybkie, tylko 3 pionizacje, ząbek coraz bardziej stuka, słuchałem mimo to więcej palmy
***
mecz tylko z doskoku, wirtualnie
noo, ależ tam było, co za grupa się zrobiła, emocje emocje
aż obejrzałem tę bramę w 94 minucie
przypomniał się mecz w Lizbonie, czasy
***
od wyrywania drobnych włosków z brody bolą mnie opuszki palców
***
i podobnie jak wczoraj zabrałem się za "WYRZUCANIE" filmów
ale jak zacząłem oglądać
Edge of Tomorrow (2014)
to nie mogłem od tego oderwać oczu (motaż dla gimbazy z ADHD)
zaraz wciągnął mnie pomysł, scenariusz wydał się trafiony
i Tom Cruise (Com Truise) jakoś tak ucharakteryzowany na "swój wiek"
tempo akcji i pościgu w kolejnych "życiach" jest tak szybkie, że nawet fani fabuły mogą się pozastanawiać — brawa dla scenarzystów
owszem, znalazło się kilka (ledwie) scen mierniejszych
więc przeleciał cały wieczór, przed snem cały film (bo nie mogłem pójść spać, zanim nie dowiedziałem się co zacz), (niemal) przegapiłem mecz i emocje z tym związane
i tylko nagłe zakończenie (to już?!) oraz poczucie przyzwoitości nie pozwalają mi dać 10/10
niemal perfekcyjna rozrywka, z czego słowo perfekcyjna lepiej pasuje do technologii tego obrazu niż idealna
mniam


9 października, piątek

zatę Żono ma

pakowania dzisiaj mało, biorę duże nauszniki, wolę lepiej słuchać i marznąć w dłoń, niż na pierdziawkach, czas kupić nowe
***
Tokarczuk wciąż ok
***
zimno, nieco mniej szronu, światła jakby mniej, ale kolory ciekawe
***
wiele do przejrzenia dzisiaj z wczorajszych wieści
***
przejrzałem, bramki obejrzałem w domu
wracająć zahaczyłem o lidelka, czteropak na wieczór, płyn do płukania ust, niestety te z alkoholem już wykupili, spotkaliśmy się na ryneczku
przez las, bez lodów, w rękawiczkach wciąż chłodno
***
wieczór leniwy, pożarliśmy sztuczną sklepową sałatkę, wieczorne i zasypianie chyba z tych szybkich, pogodnych
na dobranoc odcinek 2 serii 2 i chuzia do łózia


10 października, sobota

zatę Żono ma

dyżur spokojnie, my wstaliśmy o 8 i do 10 zdołaliśmy wykonać wszystkie czynności łaziebno-kuchenne, by wtedy udać się do wyspanej mamy
***
w końcu wybraliśmy się na Stogi, gdzie wszystko przebiegło zgodnie z tradycją, Mama siedzi w domu i spokojnie czyta, jak się cziluję w lecie, mimo że dziecko spało tylko pół godziny, więc resztę czasu musiało obserwować świat z pozycji siedzącej, obyło się bez dramatów, ba, było super spokojnie
***
obiad wyjątkowo dobrze na miękko upieczony, mógłbym go wciągać i wciągać
nabrałem kaset (tych, co kiedyś wywoziłem), podwójny czil sprawił, że drzemałem w wozie, wspólnie z dzieckiem
na Stogach zajrzałem jeszcze do hiszpańskiej gazety nba i się zdziwiłem wizerunkiem Chrisa Andersena (foto)
babcia lepiej sobie radzi ze starszym dzieckiem
***
dostałem wytyczne do domu i mama pojechała szaleć na zakupach, ale pierwsze dwa punkty należało zrobić inaczej (przewijanie/jedzenie), bo pokłóciliśmy się nie na żarty
i jeszcze wkurwiało mnie piszczenie rur przez pół dnia u jakiegoś sąsiada
potem nam przeszło i zawiązaliśmy znowu komitywę, 2 x jedzenie, pół meczu z Michaelem Jordanem (v. Minnesota, dostają w dupę), MJ ma fragmenty, kiedy znika
***
wieczorne czynności i zasypianie przeprowadziliśmy migiem, na tyle, że konieczne było tylko jedno pionizowanie, hejka
***
wróciłaś i pokazałaś skarby (wszystko się udało), ja poraczony winem truskawkowym oraz piwem, dolałem sobie czajnik gorącej wody do wanienki i udałem się na wymaczanie się z książką, wybornie
***
dyżurowanie sprawnie, dziecko dało mi ulgi i obudziło się dopiero o 3:30 i 5:30


ps. nie dysponuję tegoroczną jesienią, a jedno to wiosna



czwartek, 5 listopada 2015

Chaos (2006)



kolejny gupi sensacyjniak z Jasonem Stathamem, no ale on ma osobowość, więc się ogląda


zabawne jest to, że obejrzałem go w zeszłym roku we wrocku, się potem okazało, że już widziałem go w przeszłości (wiem, bo mam zapisane), i nic, tabula rasa
dlatego filmy z Jasonem są takie dobre




wtorek, 3 listopada 2015

Cisco Pike (1972)



super nietrafiony plakat
dobry Kriss Kristoferson kontra zły Gene Hackman
dramat i wszystko w temacie, i to chyba nie jest zły film (dobre aktorstwo, scenariusz, napięcie, te sprawy), jeno, że ja nie chcę ich oglądać
człowiek patrzy na Krissa Kristofersona poprzez dość sztampowy "Konwój", który w czasach telewizyjnego dzieciństwa oj zrobił wrażenie
oraz przez pryzmat muzyki country — szczególnie to ciężko przekuć na pozytyw
a przecież to jednak sukces na obu polach


p.s.ik: Roscoe Lee Browne widziany w Topazie (1969)
p.s.ik 2: bokobrodzik





poniedziałek, 2 listopada 2015

Three Days of the Condor (1975)


DINO DE LAURENTIIS & SYDNEY POLLAC

bardziej thriller polityczny niż film szpiegowski
wspaniały
jednak nie pamiętałem treści, wynika z tego, że z telewizyjnego dzieciństwa pamiętam jeno początek — ten jest rozwalający (dosłownie też)
oczywiście zawiłości intrygi firmy wewnątrz firmy są zbyt skrótowe a ja zbyt nieuważny by to załapać w lot, ale przy pewnej dozie nieprawdopodobieństwa film jest wspaniale poprowadzony, a Max von Sydow jest SPY-class (ile to już lat? 86)



ciekawe, że Faye Dunaway miała wtedy 34 lata, a miałem wrażenie, że 10 więcej, ale zaleta była taka, że przez wiele lat wyglądała na znakomicie zachowaną 40, jeno później przesadziła z próżnością, w sumie zabawne te murzyńskie usta
a wracając do filmu...
...to już