wtorek, 20 sierpnia 2013

Odcinek z dynią



13 sierpnia, wtorek

Odcinek z lekkomatletykom

My drogi i Miłościwie Nam Panująca spędzamy wtorek na wymianie.

Wnioski po ostatnio przeczytanym dużym formacie. Z Dudą na wódkę — choć trudno nie zauważyć, że z wywiadu nie mogło wyjść inne przekonanie, że to "równy chłop jest". Niemniej — wrażenie dobre. Ze Szczygłem do łóżka (jak z telewizji pamiętam, to on szpetny i niewyjściowy, ale błysk, inteligencja, humor, empatia, dobrze się go czyta, pracuje nad "właściwą" tendencyjnością przekazu). Dziewczynom od grafitti to nie pozwoliłbym jeszcze zrobić jajecznicy na śniadanie, bo mogły by coś skaszanić między notką na fejsa a pamiątkową fotką, ale jak się nauczą. No i ksiądz Lemański na dokładkę — takie to środowiskowe, małe miasteczko w ładniejszym wymiarze niż dotychczas.
Acha, Warmia i Mazury wymierają. Trudno, co zrobić.

Trasa mieszana, byłem z BECKiem i Barrym. Sporo ładnych zdjęć parkowych. Zamiast 1/10 były MŚ w lekkiejatletyce i Isinbajewa nie skoczyła rekordu (przy okazji: Rogowska i ta druga już out, co nie?). Wiadomości telewizyjne zawsze na czasie.
Mamy duuuużo jedzenia, a ja przyniosłem dynię hokkaido.


14 sierpnia, środa

Odcinek z pierwszym piątkiem w tym tygodniu

My drogi i Miłościwie Nam Panująca mamy nowych na pokładzie. I nie chodzi o dynię. Choć także. Też.

Transport z intrygującym i czarującym kierowcą. Nie ma netu, a ja dokańczam zakańczanie. 580 stron, 43 arkusze, kilka nieprzyjemnych kontaktów, sporo neutralnych. Myślałem, że będę miał dwie godziny przerwy, ale skończyło się na pół godziny. Ale NYC-SA, rzut za rzut, Rasheed, do tego a może polecieć do Rzymu czy do Madrytu jesienią?
No i ach, dokańczam wreszcie Davisa "Zaginione królestwa", których dalsza część kurzyła się aż miło w pokoju. Znakomicie interesujące.
U już miałem kupić Iro-Celtów, kiedy okazał się brak prądu i mogłem zapłacić tylko za pociągi. Pada deszcz, nie jem pieroga ani zeppelina, jadę do domu. W oczekiwaniu machnąłem co nieco z poprawek. Na dużym formacie (głośniki, jestem całkiem zadowolony), to będzie fajne wydawnictwo. Koledzy też się cieszą.
Tymczasem (nie wiedzieć skąd) ukazał się taki, miły w wyrazie, opis:

http://www.rock3miasto.pl/recenzje/where-is-jerry-in-the-window/

Zanim zapomnę, to pochwalę się com uczynił, a co wykracza poza naszą nagrywalność.
— na początek wspomnę, że cała perka (na pełne 4 mikrofony) była nagrywana na żywo, łącznie z git. Przema, nie żadne tam piloty, więc ją tam słychać, ale nie słychać;
 
"remember" zwany "camembertem" 
pierwszy refren niezły pogłos i stereoelektronika 
most 2 wchodzi jeszcze nieźlejszy pogłos, powtórzenia, new-metalowa gitara 
trzeci refren pompujące elektro i takież zakończenie na żywo nie pójdzie
 
"abdroid" 
dość niezwykły początek jak na nas, dobre wejście tamburynu 
jest zaskok, no i przy dwójce mamy powycinane beczki, to zawsze jest powód do dumy 
na trójce wchodzi tzw. maks i jest naprawdę ciężko też nie nasze, ale za to jaka moc 
zakończenie w moim stylu, natomiast całość to składak i wycinanka
 
"hush-hush" 
że tak powiem: massive attack (choć to powinno być w poprzednim punkcie), ale to dobrze zrobione, znaczy się klimat jest 
wchodzi werbel i gitara solowa w dobrym old-schoolowym reverbie 
żeby gitara nie grała monotonnie (chociaż rozplanowanie przestrzenne cacy), od dwójki jest zmiana i obie sobie robią niemal staccato, jest świetne murmurando 
znowu gitara i do wtóru popisałem się solową partią basowo-rytmiczną też nie będzie na żywo
 
"rock-and-rolla" 
to było wyzwanie, bo to miał być żywy numer przecież, intro 
powycinałem i poprzecinałem układy scalone w swojej własne klocki oryginału nie poznasz 
kluczowo poszło z beczkami grają! 
riff brzmi, się udało 
szybki refren gra 
mostek jak mostek, ale hand-clapsy! 
zwrotka refren w pizdu, ale hand-clapsy!
 
"noel" 
udało się z retro brzmieniem, zamiast krzywych beczek (mi się podobało) jest przejście 
jak już powycinałem wszystkie gitary, zrobiło się przestrzennie i na pierwsze "bright light" wymiksowałem nieistniejącą gitarkę 
końcowe "bright light" znakomicie zaśpiewane do tego git-mix i zakańczamy 
ale do tego wszystkiego będą dęciaki i to wszystko zmieni cały obraz bitwy.



poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Odcinek z długo oczekiwaną zmianą pogody



10 sierpnia, sobota

My drogi i Miłościwie Nam Panująca zaliczamy te KONIECZNIE.

Beck — Defriended — nooo, jak wyjdzie nowa płyta, to chyba chyba.
W nocy zaczął padać deszcz.

"I padał aż obudził mnie
i dokończyłem Umberto D.
"

Tragiczne. Ale klasa.
Potem poszło na zlewanie wina jabłkowego. Tragiczne.
Znowu ocet. Grzech zaniedbania i zwlekania. Może z aroniami znowu pójdzie lepiej.
Trochę roboty z tej nadkwasoty.
Po małym obiadku zrobiłaś placki do na słodko.
I jeszcze podłogi.
Endriu przysłał dęciaki — frajda.
Marmolada Chleb i Kawa w Garnizonie. Trochę chłód i trochę niewyjściowo z widokiem. Ale dania smaczne (dorsz ze szpinakiem, sałatka z grillowaną piersią). Boczek wygrał.
Wieczorem jerez — mniam.


11 sierpnia, niedziela

Odcinek z falafelem

My drogi i Miłościwie Nam Panująca zwiedzamy zwiedzamy nio nio.

Zaczynam od A Fine Madness (1966) — komedią z Connerym w nie swojej roli.
Potem żółty placek zamiast omletu.
Rowerami do Sopot (po szczęśliwym znalezieniu rozwiązania — którędy), wystawa malarstwa polskiego (kolory!) i album na pamiątkę.
Na obiad jemy deser z bitą śmietaną i malinami.
Potem falafel — (nie)wiedzieć czemu się rozwalił. (zamiast mięsa? gupi pomysł). Masa falafelowo-tłuszczowa.
Zmywanie, w ogóle znowu mamy przestronnie w pokoju, nawet obu. Rower już mniej starszy w czarnym pokrowcu na balkonie.
Album, kości (od maleńkości).


12 sierpnia, poniedziałek

Odcinek z przekasetowywaniem

My drogi i Miłościwie Nam Panująca zajmowaliśmy się wystrojem wnętrz.

Powtarzająca się regularność i niepewność z dyskomfortem i nerwowością, obszernie z tym kilingiem. Coraz mniej pustych kratek w moim excelu.
Zaczęły się już jesienne słoty i chłód ok. 15 stopni.
Z okazji kolejnego wolnego poniedziałku zroibliśmy małe przemeblowanko. Gazety do gazet, kasety do kaset, stare płyty przejrzane i zapakowane niemal na amen. Szuflada w sam raz pojemna. Przestrzenniej na tym wierzchu w pokoju.
A półeczka na kasety powinna wisieć w przedpokoju.





środa, 14 sierpnia 2013

Odcinek z umieraniem



7 sierpnia, środa

Odcinek z pizzą

My drogi i Miłościwie Nam Panująca jemy obiad na dworze.

Podwyższone napięcie, 9 giga nie poszło, autory autory.

Pizza, ale tym razem firmówka się nie postarała.
Park Kuźniczki, spacer.
Najedzeni, borówki na kolację.
Trochę słońca do czytania.
Tracimy czas na czczych rozrywkach. Nastrój nam się robi od myszki.
Dzisiaj szukanie laptopa.
I kolejny Richard Hawley.

==============================
8 sierpnia, czwartek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca dokonujemy sprytnie zaplanowanych działań.

Podwyższone napięcie 2, autory autory kilingory.

Przechadzka.
A dokądż to ona była ta przechadzka?
(A było siedzieć i pisać.)
A była ona po chleb na zakwasie.
I upalec, i klimatyzowane wnętrze, następnie atakuje hiszpański upał.
Roślinność dzika na łące, a w wąwozie komarowy raj.
Umarłem dwa razy, ale było fajnie.
Nie mieli atlasów samochodowych, wracam.
Duszno.
Mieliśmy zanieść łóżko do piwnicy.
Nie weszło.
No tośmy je rozwalili.
W pył.

==============================
9 sierpnia, piątek

Odcinek z pierwszym w roku

My drogi i Miłościwie Nam Panująca napompowaliśmy opony, a nawet dętki — no to trza było pojechać.

Wracam, zaczyna się weekend.
Sahara (2005), zaskakująco miła i wesoła przygodówka w temacie przygodówek.
Pojechaliśmy rowerami do Sopot na UG. Dawno nie jeździłem. Wysiłek fizyczny znaczy się.
Jemy cukinię z kurkami. Rarytas.


wtorek, 13 sierpnia 2013

Odcinek z elegancją (i inne wyrazy)



3 sierpnia, sobota

Odcinek z plażą

My drogi i Miłościwie Nam Panująca mamy takie lato, jakie bywało w dzieciństwie.

Z rana rżną się na trawie. Więc wstaję o tej 7:59 i wymęczyłem El Topo (1970) do końca. Trochę jednak nieprzyjemne.
Po jajecznicy idę na zakupy (błąd) i wtedy czuję się przymuszony do korzystania z: lata, dworu, świeżego powietrza, słońca, pięknej pogody.
No nic, trzeba iść. Więc jeszcze pakowanie i zmywanie i jesteśmy gotowi. I jeszcze kruche ciasto zrobiłem. Na szczęście tram dojechał w 20 min, co mu i nam wyszło tylko na zdrowie.
Leżymy (ja się nie mogę opalać), skwierczymy pod tą 50-ką, czytam o niebieskich ludach, w końcu idę sikać do morza. Zmarzłem, ale warto było.
Wracamy (wyczerpanie osobowe), ale obiad (tarta z bakłażanem!), szybka kawa i lecim dalej.
"Willkommen w Zoppotach" ale w Pruszczu Gdańskim. Przyjemnie, wesoło, niezobowiązująco, komarzyście, a potem jadę nawet wozem.
Potem mamy występ z elegancji (oraz inne wyrazy) i takoż było szałowo, zaskakująco i w chiuchach. Nio nio.

==============================
4 sierpnia, niedziela

Odcinek z Godziszewem, Skarszewami i sielawą

My drogi i Miłościwie Nam Panująca ponownie przymuszeni okolicznościami.

Tym razem napocząłem Umberto D. (1952) — ładny obraz, ale straszny. Ponieważ Otomino stanowi punkt sporny, to najbliższe jezioro jakie znamy to jezioro Godziszewskie. Dymiemy zatem na Kociewie zrobiwszy rezonans (rekonesans) i spakowawszy kanapkę i ciastka. Zgubiliśmy zjazd z obwodnicy, ale się odnaleźliśmy potem w tym Jagatowie, więc było już z górki.
Jezioro, rycerze, woda, koc. Nawet nie świeciło za mocno, ale niewygodna ta trawa dla starych kości, więc jak już zasnąłem to zamiast tłuścić się tym paskudztwem znowu, powróciliśmy przez kamieniołom (żwirownię).
Potem były szczupak i sielawy 3 i ponieważ zjadłem ponad porcję, to mnie rozłożyło w trawieniu na amen. Trza było pochichotać ze dwa razy, a w tym czasie rozstroiła mnie krojona cebula. Nie wracałem, bo padało, kolację zjedliśmy już z łakomstwa (żal nie było spróbować tej musaki z żółtej cukinii), potem po małym piwie, wcześniej godzinka na ruchome obrazki (odcinek/kwarta) i znowu rekordy na liście zwycięzców. Boże, nas ciągle nie ma w domu. Grunt, że lato.

==============================
5 sierpnia, poniedziałek

Odcinek z wolnym poniedziałkiem

My drogi i Miłościwie Nam Panująca czekamy dopóki Lenie nie uregulują kalendarza.

Nadrabiam końcówki, które mi się tu rozłażą tam i ówdzie. Ale chwilowo nie ma paniki. Wysłałem wszystkie 37 rozdziałów.

Wolny poniedziałek
piwnica
rolety rzymskie
menu di Benedetta.

==============================
6 sierpnia, wtorek

Odcinek z pięćdziesiątką dwójką

My drogi i Miłościwie Nam Panująca przeżywamy natarcie upałów

Jerzy Matuszkiewicz — Stawka większa niż życie (1966)
szusuję z Richardem Hawleyem
52 stopnie Celsjusza!
kwaśny żurek
Helenka i Celinka
El Topo


poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Odcinek ze strzyżeniem


Angelo Dall'Oca Bianca — z albumu mediolańskiego malarz

1 sierpnia, czwartek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca — tym razem strzygłem ja. I to jak.

Nowi na pokładzie, ale ja tam zajęty jestem. Poranne rozczarowanie — nie będzie 9-gigowego. Trochę krzyczą, trochę nie krzyczą, odkryłem po latach 20 zespół Adorable płyta wciąż znakomita. On sam przychodzi po poprawki, bo senność go ogarnia i oczy mu się zamykają. (klap-klap).
A mnie potem w tram, chociaż oni właśnie uruchomili I wojnę światową.
Nowa biblioteka i czytelnia UG w imponującym stylu.
W domu kus kus (błeeee) i niedogrillowana cukinia.
Strzyżenie. Ja już jestem żołnierzem.
Udało się prawie wszystko co miało udać, nawet obejrzeliśmy zdjęcia z Portugalii (wciąż ładna).

==============================
2 sierpnia, piątek

Odcinek z szatanem

My drogi i Miłościwie Nam Panująca przed weekendem.

Jakbym tam nawet widział światełko w tunelu. Zrobiłem odświeżanie skrzynki pocztowej za jakieś dwa tygodnie. Przyszli tablety. Właściwie prawie ogarnąłem wszystko, dlatego ogarnęło mnie wyczerpanie, a wcześniej jeszcze nerw, że budżet, co już był zaakceptowany się uruchomił ponownie. Bez sensu.
No dobra, zrobiłem sobie mini przegląd drużyn z grudnia 2011 (tylko tam na razie sięga archiwum).
No w książce jest taka akcja, że ho ho — nawet nie spałem w tramwaju. Musiałem wysiąść wcześniej, bo urlop. W ogrodach jest impreza, ale mnie to nie dotyczy. Natomiast — i tym się muszę pochwalić — że nagle okazało się, że mam wolny piątek i nie mam co z nim zrobić. Bo zawsze było coś, a to hiszpański, a to potem próby się wzięły, jak się skończył hiszpański, to był też kosz albo coś innego, zawsze można było być porządnie wyczerpanym walką, że jeszcze w usilnym poszukiwaniu relaksu należało przetrawić wszystkie publikacje, których załatwienie w nadchodzący poniedziałek są konieczne: jedna sprawa nie załatwiona pilnie — to jeden martwy pacjent itd. Tymczasem — naprawdę wolny piątek. Ale tragedii nie było. Jak już, to z powodu tego, że zmierzcha, a mi jeszcze zostało 9 stron, i co teraz?

Ach ach, piątkowy seans, lepszy na wakacje trudno sobie wymarzyć:

"Szatan z siódmej klasy" (1960)!

Zespół: pałacowy, poł. XIX, w Łącku



piątek, 9 sierpnia 2013

Odcinek z jarmarkiem


Antonio Mancini — z albumu mediolańskiego malarz

28 lipca, niedziela

My drogi i Miłościwie Nam Panująca wyjątkowo jesteśmy na jarmarku.

Upał lato lato lato.
Wyjątkowo polubiwszy jarmark Ty.
To samo co zawsze, ale miło.
Wystawa zdjęć o Biskupiej Górce na Fortach.
Zakwas i relaks.
Polskie występy za 15 zł a kolejka do piwa strasznie długa.
Wieczór lato lato lato.

==============================
29 lipca, poniedziałek

Odcinek z załamaniem...

My drogi i Miłościwie Nam Panująca

...pogody.
Jak przewidywałem, szykowało się na opr, ale w porę zareagowałem, przynajmniej 1,5 dnia spokoju. Szybko zeszło, jakby to była prawdziwa praca. Pędzimy pędzimy wszyscy, dzisiaj nas tylko trzy.
Skończywszy, zrealizowaliśmy plan wczorajszy, choć pogoda chciała nam popsuć szyki. I ten strach wtedy był: spadnie czy nie spadnie.
Spadł, ale już byliśmy po zeppelinie, pierogu i kwasie.
Mam straszny sentyment do kartaczy (Giżycko), kwasu chlebowego (Białystok) i gości z Litwy (przekonanie dziedziczne).
A jak już spadł to taki cieniutki.
Zatem pakowanie pakowanie, takie na serio prawie, bo wracamy z półkolonii.
Potem rozpakowywanie, (ale najpierw muzyka muzyka), i trzeba będzie leki gdzie indziej, i przyjemnie, acz w mroku, nadszedł wieczór.
Do tego esemes z Beskidu oraz transfer pieniężny. Obszerny dzionek.
 
I żeby nie było:

18 utworów skompresowanych do 4:50!
Kliknij PLAY i niezwłocznie dowiedz się, co w trójmiejskim offie piszczy, a co brzęczy i podzwania.
http://youtu.be/VS0YGsa8QdU

==============================
30 lipca, wtorek

Odcinek ze słodką 16

My drogi i Miłościwie Nam Panująca obudzeni w nocy mega burzą.

Ależ błyskało. No i nici ze spania. To była 3:40. Potem jeszcze zaniepokojony podłożyłem sobie budzik (to ten organizm, co miał doznać szoku) o 5:50. A następnie wstawanie upiorne. Ale jednak łóżko wygodniejsze, choć dom jakby nieco inny. No ale półkolonie już skończyły.
Jadę, czytam, klasyk.

Z niechęcią muszę przyznać, że muzyka kiepawa i koszmarnie nagrana, ale tekściarsko eMPi i koledzy trafili w sedno:
http://towaryzastepcze.bandcamp.com/

Jadę, wracam, klasyk.
Dodatkowo letnie zdjęcie w parku, również klasyk.
Potem pijemy piwo na Stogach (klasyk) i zabieram sporo towaru (klasyk). Matka wyrzuciła zdjęcia (nie klasyk). Wracam (klasyk), sałata (klasyk), słuchamy meczu Lechia-B i już pora na wszelkie pory.

==============================
31 lipca, środa

Odcinek z twierdzeniem PytaGolasa

My drogi i Miłościwie Nam Panująca szykujemy się do wielkiego szukania.

Dziaram pilnie i mam piękne kolorowe tabelki, że chyba je kocham.

Pojechałem, zakupiłem owoce i piwo smaczne.
Siedzę, oni nie przychodzą, nasiąkam stęchlizną.
Dosłownie czuję to (w brodzie) z minuty na minutę.
Johny miał pomysł, nie wyszło, za to wyszło zupełnie coś innego.
Próba-nagranie.
Wracam-zimno.
I jaki tutaj laptop wybrać?



wtorek, 6 sierpnia 2013

Odcinek z nieustraszoną



25 lipca, czwartek

Odcinek ze srasznymi łałasami

My drogi i Miłościwie Nam Panująca za karę oglądamy filmy.

Wstałem jednym okiem. Telefon wagaruje. Powolutku nawet udało mi się coś nadrobić. DROBIć. I mam nowy zestaw 1,5 gigowców. Tak dla przyjemności posiadania. Muszę opchnąć komuś 14 arkuszy.

Wolfmother, bo mamy renesans na takie granie ostatnio u nas wewnętrznie.

Olympus Has Fallen (2013) oraz Harry Potter and the Goblet of Fire (2005) co i się ogólnie podoba, bo stawiam ptaszki i robię coraz więcej miejsca na dysku. Pierwszy to drogi sensacyjniak, ale rzeczywiście trochę nawiązujący do Johna McClane'a, krew ładnie tryskała, były wszystkie szablony oraz Morgan Freeman, którego wszyscy chcą na prezydenta. To taki film, który się ogląda wieczorami w tv, jednocześnie chodzi do kuchni i kibla, słucha radia i czyta książkę, pije piwo i je popcorn. Tak spędziłem młodość i nie żałuję.
"Włączmy Harry'ego Pottera, muszę obejrzeć coś wiarygodnego".
Zatem mój ulubiony odcinek, chociaż wciąż szkoda, że nie pokazali rywalizacji z innymi smokami. Taką miniaturkę to można trzymać na biurku i używać jako zapalniczki. Późno skończyliśmy, ale jutro już weekend, a ta druga kanapa (bo wrócili rozczarowująco rujnując mi plany wieczorowe) i tak potwornie niewygodna. I po co było się dąsać, skorośmy zdążyli umyć naczynia i ogarnąć wszystko z planami z poprzedniego dnia.


26 lipca, piątek

Odcinek ze złotą godziną (w opóźnieniu)

My drogi i Miłościwie Nam Panująca zakańczamy dwa tygodnie po.

Podsumowanek ciąg dalszy. 16-letnie lesbijki. Porobiłem co nieco, mógłbym być nawet zadowolony, ale i tak będzie przecież w pierdol. U nas w tyrce do koleżanek z ponad 10-letnim stażem mówią ty się wogle do tego nie nadajesz, wogle nie powinnaś tu pracować. Z przodu plecy, z tyłu plecy. A co, mogę sobie tak ponarzekać przy piątku.

Niemniej, spociłem się, ale sutków nie widać. Akceptacje przychodzą.
Bo lato wróciło, jest znowu ciepło, więc znowu będzie ogród i grill. To lubię. Picie i smażenie od rana do nocy.

Szalenie udana wizyta w osso (Emanuel Mateusz Rostworowski, Historia powszechna. Wiek XVIII; Michel Balard, Łaciński Wschód XI-XV wiek; Gdańsk i okolice — przewodnik)
Spacer kanał piwo policja.
Telewizja.


27 lipca, sobota

My drogi i Miłościwie Nam Panująca spędzamy sobotę w ogrodzie.

Wstaję (jednak).
Zakupy ogród zalecenia ESH komputer muzyka grill bardzo dobrze palący się węgiel dużo kiełbas piwo z miodem Lincoln.
Nieustraszoność.