czwartek — "Mad Money" (2008) — przyjemna komedia "krymianalna", kino właściwie familijne, ale bez nadęcia, sympatyczna rozrywka, Diane Keaton naprawdę dobrze wygląda w tym wieku, o Queen Latifah można nie bez kozery powiedzieć "fest babeczka"
poniedziałek, 2 marca 2009
nauka ścisła
czwartek — "Mad Money" (2008) — przyjemna komedia "krymianalna", kino właściwie familijne, ale bez nadęcia, sympatyczna rozrywka, Diane Keaton naprawdę dobrze wygląda w tym wieku, o Queen Latifah można nie bez kozery powiedzieć "fest babeczka"
piątek, 27 lutego 2009
zaliczyliśmy fantastyczną wyprawę do parku (zima, jak za czasów dzieciństwa) i kilka dupozjazdów — dopóki worki nie popękały
w niedzielę szalała zadymka, ja walczyłem z przeziębieniem, napocząłem druk płyt Wojt (a propos, właśnie urodziła mu się córka); pociągnąłem dalej historię Wrocławiawieczorem obejrzeliśmy połowę filmu o Peru, potem zaś przyszłego zdobywcę oskarów — "Slumdog"
w poniedziałek rano odwilż — i to było niejakim powodem do żalu nad śniegiem, który się roztapia — szkoda — taki nastrój dziecięcy
***
właściwie wiem dlaczego nie lubię chodzić do pracy w poniedziałek — po weekendzie pełnym własnych osiągnięć i spowolnionego trybu życia, kiedy człowiek może sobie marnotrawić czas dowolnie - jestem jakiś "rozbity psychicznie" i nie mogę się pozbierać, żeby wrócić na "właściwy" tor, a w pracy zajęć mnóstwo i nie wiadomo, za który ogonek chwycić — nadmiar zadań szkodzi, wywołuje pewne uczucie napięcia i niejakie poczucie winy (bezsensowne!), że czegoś jeszcze się nie zrobiło
***
wieczorem projekt plakatu na występ w gazeta-rock-cafe, a później druga część filmu o Peru oraz fragment wykładu Richarda Dawkinsa; do snu nawet "Zabójczy widok" wydawał mi się mniej kiczowaty niż ostatnio — może dlatego, że nie dociągnąłem do końcówki z fotomontażem na Golden Gate

wtorek (24.02) próba, pod koniec zawsze chce mi się spać, mamy 20 numerów — za dużo na występ z supportem
teoretycznie "śledzik", ale jak zauważył jurek, wobec postępującej sekularyzacji społeczeństwa nie ma to większego znaczenia — karnawał trwa obecnie cały rok — on wyraził z tego powodu żal
***
Tea Leoni — "Koniec Hollywood" Allena
środa, 25 lutego 2009
tłusty czwartek 2009
odwaliliśmy hiszpaniozę i doobejrzałem ten mecz McGrady'ego (62 rzucił) — zachowam sobie na pamiątkę — w końcu to jeden z graczy, który mocno roztrwonił swój talentw czwarteczek (tłusty — 5 pączków) pojechałem do Brętowitz, spotkaliśmy się wyjątkowo wcześnie, zagraliśmy przy trzaskającym mrozie co potrzeba, w sumie jesteśmy nieźle przygotowani do występu; dokonaliśmy zmiany w wykonywaniu "super soul" ja siedzę na stołku i udzielam się w refrenie, Wojt gra na elektrycznej
zaczęliśmy sobie później jamować, całkiem ok, w konsekwencji Wojt stwierdził, że chciałoby się już nowe numery robić; ja na to, że spoko, wydajemy i startujemy z nagrywaniem nowych rzeczy, a Wojt, że już nie takie smęty, tylko bardziej w stronę bluesa — co mi odpowiada — więc może teraz płyta bluesowa?
czwartek, 19 lutego 2009
foto z wakacji (Gerona, Barcelona)

***
próba bezzmienna —Macieya dostał wolną rękę w organizowaniu występów; sprawnie poruszam się w korzystaniu z 3 efektów —wpływa to korzystnie i urozmiaica tkankę drugiej gitary
Autour de Lucie — Immobile (1997) — ciekawe wspomnienie z przeszłości pop-rock troszkę w stylu Stereolab i klimatem dEUSOdawas — The aether eater (2005) — prosto, przestrzennie, niezwykle kilmatycznie, czasem jakby space folk z inspiracji Neila Younga, może trochę Beck
The Appleseed Cast — Sagarmatha (2009) — rozczarowanie, ale skoro zespół nie zdobył powszechnego uznania swoimi poprzednimi znakomitymi płytami, to co jeszcze może zrobić? — bardziej rozmyte, mniej przejmujące niż kiedyś
mamy przepiekną zimę, a je wreszcie zabieram się za foto z wakacjiśroda, 18 lutego 2009
kotleciki i leelee sobieski
w ramach walentynki zwrotnej byliśmy na łyżwach — to chyba mój trzeci raz, pierwsze pół godziny statecznie, długimi posuwistymi ruchy, potem nauczyłem się posuwać gładko, nie odrywając stóp (łyżew) od lodu i nabierając prędkości pobieżyłem sobie całkiem przyjemnie wbrew szalejącym anty-społecznym osobnikom i panującemu tłokowi na lodowisku, tudzież ciżbie tłoczącej się przy bandach (czy tylko ja uważam, że stanie przy bandzie jest kretynizmem?)
dodatkowo zrobiłem kotlety mielone (pyszniutkie) i jeszcze pieczone skrzydełka kurczaka w ramach obiadu na resztę tygodnia; potem jeszcze pliki gitarowe dla johny'ego w tempie 120 i pracowita sobota się skończyławtorek, 17 lutego 2009
Allenowe panny
"Celebrity" naprawdę przyjemnie mnie zaskoczył — dosyć zjadliwy film (z tych "ostatnich"), czarno-biały obraz i występy gwiazd ładnie dobrane, scena Charlize Theron w samochodzie znakomita
nie spodziewałem się dużego wypełnienia u Winony
"Przejrzeć Harry'ego" — to jeden z moich ulubionych filmów Allena — szczególnie piekło, Żydzi i spotkanie z prostytutką i niewyraźny Robin Williams — ogólnie składankowość i anegdotyczność opowieści mi podpasowałaponiedziałek, 16 lutego 2009
IN THE NAME OF NAME
muzyki jeszcze nie mam, ale mam stronę myspace
(http://www.myspace.com/inthenameofname) i pomysły na teksty o szatanie i takich tam — nie wiem, czemu nikt jeszcze nie wymyślił takiej nazwy










